środa, 13 lipca 2022

Steven Rowley - "Do widzenia, Lily"

Autor: Steven Rowley
Tłumaczenie: Magdalena Rychlik
Tytuł: Do widzenia, Lily
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 19 maja 2022
Liczba stron: 344
Ocena: 10/10

Opis:

Ted i Lily to najlepsi przyjaciele. Spędzają razem mnóstwo czasu, rozmawiając o chłopakach, oglądając filmy i grając w Monopoly. To ostatnie bywa nieco trudne, bo o ile Ted to wypalony, samotny pisarz z dwoma przeciwstawnymi kciukami, o tyle Lily jest... jamnikiem. A do tego wierną towarzyszką, która u boku właściciela przeżyła już ponad dekadę. Teraz jednak jej dalsze losy stają pod znakiem zapytania – pewnej nocy Ted odkrywa na ciele ukochanego psa potencjalnie niebezpieczny guz. Zaczyna się walka z czasem - "ośmiornica", jak nazywa tumor mężczyzna, wcale nie zamierza odpuścić. Ted musi więc poradzić sobie z perspektywą straty... a także z własnym smutkiem, który od dłuższego czasu coraz bardziej go przytłacza.

Recenzja:

Smarkaliście się kiedyś pisząc recenzję? No cóż, ja doświadczyłam tego po raz pierwszy, bo Do widzenia, Lily to najbardziej wyjątkowa i ujmująca książka, jaką miałam szansę przeczytać w ostatnich miesiącach. Jestem pewna, że nieprędko zapomnę o historii Teda i Lily, jamniczki, z którymi przeżyłam te jakże ujmujące i osobliwe chwile, chwilami wręcz dziwaczne, bo – co tu dużo pisać – to nie jest zwyczajna powieść o człowieku i psie...

Instynktownie wie o tym, z czego i ja zaczynam sobie zdawać sprawę: jest ślimakiem albo krabem dla tej ośmiornicy.
Głodnej ośmiornicy.
Która postanawia ją dopaść.

Pewnie zastanawiacie się, co tak wyjątkowego jest w tej pozycji. Mnie ogromnie ujęły rozmowy Teda i Lily, gdyż bohaterowie prowadzą ze sobą nietuzinkowe konwersacje i choć jest to motyw dość naiwny – rozumienie na taką skalę psa – tak bezsprzecznie kryje się w nim mnóstwo magii, która z całą pewnością urzeknie każdego, kto ma jakiegoś pupila. Te dialogi są upstrzone od humoru, ironii i złośliwości, acz i nie brakuje w nich emocjonalności, która potrafi doprowadzić czytelnika do łez - walka z guzem, zwanym ośmiornicą, ma w sobie jakiś czar (choć smutny). Zresztą, cała ta książka pełna jest uczuć, skrajnie rozmaitych, które potrafią znokautować, a jednocześnie uderza w odbiorcę w sposób niewymuszony, naturalny i magiczny (wybaczcie, że powtarzam to słowo, ale naprawdę ma w sobie coś nie z tej ziemi). 

Nie.
Oddam.
Jej.

Dużą zasługą w tej emocjonalności jest motyw utraty przyjaciela, towarzysza, bratniej duszy. Nie jest to motyw łatwy, ale czytając o relacji Teda i Lily, można zużyć nie tylko paczkę chusteczek, ale i zdrowo się pośmiać (ba, znajduje się weń choćby rozdział poświęcony stricte wszystkich przezwiskom Lily <team Ruda Dupka>, czyż to nie jest urocze?). Ale nie tylko na więzi człowiek-pies Steven Rowley się skupia, ta książka ma w sobie znacznie większą głębię, niż można na pierwszy rzut oka przypuszczać. To także opowieść o wyobcowaniu, depresji, a nawet o tym, jak szkodliwa może być pozorna pomoc niewłaściwej osoby – nie brakuje weń także bardziej przyziemnych spraw i lęków (a także wątek homoseksualny - i mam nadzieję, że to żaden spoiler). W Do widzenia, Lily kryje się wiele dramatów, smutków i radości, a także interesujących postaci, obok których nie sposób przejść obojętnie. I – co ciekawe – na ostatnich stronach znajdują się tematy do dyskusji po lekturze, które wyśmienicie dopełniają całość i budzą jeszcze więcej uczuć i refleksji.

Czy wiedza, że każdy dzień może być tym ostatnim, wzmacnia w nas wolę życia?
A jeśli ten dzień właśnie nadszedł? Jeśli wybiła ostatnia godzina?
Jak wtedy utrzymać się na nogach?
Jak oddychać?
Jak funkcjonować?

Do widzenia, Lily to kochana i poruszająca powieść, która uczy nas, jak ważne jest spędzanie chwil z bliskimi, że może nie być jutra, że warto mówić do siebie czułe słowa. Może brzmi to nieco depresyjnie, ale w tej książce kryje się równie wiele radości, co smutku. Fantazyjna, unikalna, emocjonalna – jestem absolutnie w niej zakochana. Jeśli lubicie nietuzinkowe książki – ta jest absolutnie niepowtarzalna. Polecam z całego serca!

9 komentarzy:

  1. Myślę, ze to książka którą warto przeczytać i zapiszę ja sobie. Po takiej recenzji tym bardziej muszę po nią sięgnąć. Dziękuję za polecenie

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka który wywoła u mnie potok łez. Mam psa który ma 15 lat i choruje na Zewnątrzwydzielniczą niewydolność trzustki boję się że nie zostało nam wiele czasu. "Do widzenia, Lily" to pokręcona, wzruszająca opowieść która rozczuli, da do myślenia a także wywoła uśmiech. Ja się piszę na taką lekturę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pierwszy raz widzę tą książkę na oczy. Zupełnie nie wiem czemu. Wydaje się być bardzo wartościowa i pełna emocji. Zapisuję sobie ten tytuł, czuję że będę ryczeć na tym jak bóbr

    OdpowiedzUsuń
  4. Faktycznie, początkowo podeszłam do tej pozycji bardzo sceptycznie... Bo co takiego zacnego może być w rozmowie z jamnikiem? A potem sama złapałam się na fakcie, że z kotem potrafię przeprowadzić filozoficzną analizę różnych pojęć... Ale do rzeczy. Trochę to gra na emocjach, a trochę na humanitarnej stronie człowieka, nastawienia na rozmowę z "nieludziem", który widzi więcej od nas dzięki właśnie temu, że nie należy do rasy ludzkiej. Takie coć już było, ale czy z psem w roli głównej? Chyba nie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Lubię takie książki, lecz tytuł widzę pierwszy raz. Już sobie zapisałam 😊😊

    OdpowiedzUsuń
  6. Pewnie ją przeczytam, ale nie teraz, bo jest bardzo smutna

    OdpowiedzUsuń
  7. Kilka razy widziałam ją na blogach książkowych,ale sądziłam,że to książka dla dzieci. Zapowiada się bardzo ciekawie. Na pewno wzbudza w czytelniku cały wachlarz emocji.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie lubię płakać na filmach czy z powodu książek, ale lubię historie opowiadające o przyjaźni człowieka i psa, nie bez powodu moją ukochaną książką, która złamała mi serce jest historia Lampo, czyli O psie, który jeździł koleją 💕

    OdpowiedzUsuń
  9. Pożegnanie zwierzęcia dla kogoś, kto traktuje go jak członka rodziny, to ogromna trauma. Jeśli ktoś jest w takiej sytuacji, wie, o czym mówię. Fabuła książki nie jest niczym wymyślonym. C'est la vie.
    Aleksandra Miczek

    OdpowiedzUsuń