czwartek, 10 czerwca 2021

Kiera Cass - "Zdradzona"

 

Autor: Kiera Cass 

Tytuł: Zdradzona 

Wydawnictwo: Jaguar

Data wydania: 2021

Ilość stron: 384

Ocena: 7/10

PATRONAT KSIĄŻKOWIRU

Opis:

Czy możesz podążać za swoim sercem, gdy jest już złamane?

Po ucieczce z Koroanii i pozostawieniu pamięci o ukochanym Silasie, Hollis powoli przyzwyczaja się do życia w Isolcie. Troska rodziny Eastoffe jest dla niej lekarstwem, chociaż Etan, gburowaty kuzyn, z głęboką niechęcią próbuje zburzyć jej spokój.
Podczas gdy napięcia w domu narastają, niepokój w królestwie Isolty osiąga szczyt. Eastoffe'owie mogą uwolnić króla - ale tylko z pomocą Hollis.
Czy dziewczyna, która straciła wszystko, może postawić los swojej przybranej ojczyzny ponad sekretnymi tęsknotami swojego serca?

Recenzja:

Z góry mówię, że to drugi tom - bo to jakoś bardzo nie wybrzmiewa z okładki, chociaż z opisu - już tak. Pierwszy tom także tu recenzowałam - i też mi się podobał, chociaż mam wrażenie, że "Zdradzona" ma o wiele lepszą fabułę - bo jednak dzieje się tam dużo więcej niż tylko swego rodzaju dworskie rozgrywki. Kiera Cass pisze świetne historie tyczące się takiego królewskiego życia, cudownie oddaje taki królewski czy tam dworski klimat - i ja zdecydowanie polecam jej książki, a w szczególności "Zdradzoną" i jej poprzedniczkę! Czy będzie tom trzeci? Nie wiem, mam nadzieję, bo zakończenie tej pozycji, którą dziś recenzuję, dało mi pewien promyk nadziei w tej kwestii...

Hollis była żoną Silasa mniej więcej całą godzinę, zanim jej serce zostało rozerwane na strzępy. Hollis musi dosłownie uciekać z kraju, który przez tyle lat był dla niej domem - a schronieniem ma się okazać dla niej Isolta, kraj, który dotychczas Hollis uważała za niezbyt przyjazny. Mimo wszystko dziewczyna znajduje schronienie w rodzinie Eastoffe, a członków tej rodziny zaczyna traktować jak swoją rodzinę - bo nie został jej już nikt bliski. Okazuje się jednak, że nie wszyscy Eastoffe'owie cieszą się z tego, że Hollis jest blisko nich - bo kuzyn ukochanego głównej bohaterki, Etan, pała do dziewczyny ogromną niechęcią.

Nie mija dużo czasu, nim się okazuje, że nastroje w Isolcie nie są zbyt przyjazne - ludzie nienawidzą króla, który teraz zasiada na tronie, a raczej: uznają go za zbyt słabego, aby mógł rządzić. Lud chciałby, żeby na tronie zasiadł ktoś inny - także z królewskiego rodu, a tutaj kandydatów jest nawet kilku. Rodzina Eastoffe'ów miesza się oczywiście w cały ten konflikt, ale Hollis też musi wziąć czynny udział w działaniach, żeby wszystko przyniosło odpowiedni rezultat. I jak się to zakończy ostatecznie? Tego dowiecie się tylko z lektury książki!

Do tego wszystkiego, niczym wisienka na torcie, jest to zakończenie, które podobało mi się dużo bardziej niż zakończenie pierwszego tomu. A na dodatek, w ramach plusów, zdaje się, że być może będzie jeszcze co najmniej jedna część - co by było naprawdę fajne, bo ten tom pozwolił mi się już mocno wciągnąć w tę historię, a Hollis wydaje mi się co prawda czasem naiwna, ale też dosyć urocza i odważna. 

Jedną z najmocniejszych stron tej książki był taki motyw hate-love i naprawdę doskonałe pokazanie tego, jak rozwijają się różne relacje - zarówno pomiędzy nową rodziną Hollis, jak i pomiędzy chociażby władcami. Także no, w tej kwestii naprawdę wielkie brawa dla autorki, bo uważam, że takie różnobarwne przedstawienie różnych relacji było naprawdę dużym plusem i pokazuje to, że każdy człowiek jest inny - i z każdym trzeba ten kontakt rozwijać w sposób bardzo indywidualny. 

Dialogi i opisy też były niczego sobie, chociaż uważam, że oczywiście królestwo miało dużo z fikcji - bo jednak są tu pewne ruchy związane z tym, że kobiety są bardzo ważnymi członkami dworu - czego raczej kilkaset lat temu być nie mogło. Natomiast same królestwa stworzone są bardzo precyzyjnie, ze szczegółowymi detalami - i ma się wrażenie przy czytaniu, jakby się tam praktycznie było. Niby akcja książki też nie jest osadzona w żadnych konkretnych czasach, ale ma się jednak wrażenie, jakby to było wtedy, kiedy jedynym środkiem transportu były jednak konie, więc raczej całkiem dawno. 

Choć premiera dopiero za kilkanaście dni - to ja już polecam z całego serca, bo naprawdę książka mi mega przypadła do gustu i bardzo się cieszę, że mogłam ją przeczytać, a także, że mogłam ją objąć swoim patronatem medialnym. Myślę, że jeśli jeszcze jakaś powieść tej autorki ukaże się na rynku polskim, to też na sto procent do Was przyjdę z recenzją. Tymczasem życzę po prostu miłego czytania! 

8 komentarzy:

  1. Mnie od dawna chodzi po głowie dotarcie do książek tej autorki. Jakoś na razie nie wychodzi... Gratuluję patronatu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratuluję patronatu.
    Nie wiem jeszcze czy będę czytać tę serię

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeszcze nic tej autorki nie czytałam, ale jak to wasz patronat to chyba dam jej szansę. Tylko najpierw pierwszą część muszę nadrobić. Mam nadzieję, że mi się sppodoba, bo zapowiada się interesująco.
    Dzięki za recenzję

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiera Cass znam za sprawą serii 'Selekcja' strasznie mnie ona wciągnęła. Cześć pierwszej nie czytałam ale zbudziła moje zainteresowanie. Lubię książki w monarchią w tle, zatem "Zdradzona" też jest u mnie na liście do przeczytania. Wolę chyba poczekać na pojawienie się części trzeciej (jak się pojawi) i przeczytać już całość.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeszcze nic autorstwa Kiery nie czytałam. Książka zapowiada się interesująco, tylko najpierw muszę pierwszy tom przeczytać. Dzięki za recenzję.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wszystkie Księżniczki, Królewny, które nie siedzą na tronie i ciągle lamentują, ino ruszają do akcji i działają, uwielbiam. To miłość z dzieciństwa , z czasów, gdy baśnie były moimi ulubionymi książkami. I chociaż dzisiaj mam znacznie więcej lat, to miłość pozostała- trochę ewoluowała, zmieniła się, ale ogólnie trzymamy się ciągle razem. Chętnie wrócę do zamku i królewskiego życia ( nawet tego na wygnaniu), wszak czas, by zagłębić się w dworskie intrygi i zawiłości polityczne ( przecież czas tylko bajkowych bali pozostał w czasach dzieciństwa). A na dodatek motyw hate-love. Tego nie mogę nie przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  7. Przyznaję, że do tej pory nie było mi dane spotkać się z żadną książką autorstwa Kiery Cass. Jednak nic straconego, bo powyższa recenzja "Zdradzonej" brzmi na tylko intrygująco, że trudno oprzeć się pokusie, by tego spotkania w najbliższym czasie nie urzeczywistnić.
    Dawno nie miałam okazji znaleźć się na dworze królewskim, wszelkie romanse historyczne "uciekają" od rodów królewskich, nie czyniąc koronowanych głów bohaterami swoich książek. Czyżby im się od życia miłosne uniesienia nie należały?
    Aleksandra Miczek

    OdpowiedzUsuń