piątek, 22 maja 2020

Elizabeth von Armin - "Vera"

Autor: Elizabeth von Armin 
Tytuł: Vera 
Wydawnictwo: MG 
Data wydania: 25 marca 2020 
Liczba stron: 290 
Ocena: 8/10 
Patronat Książkowiru

Opis: 

Dwudziestodwuletnia Lucy Entwhistle nie zdążyła jeszcze otrząsnąć się po niespodziewanej śmierci ojca, kiedy los stawia na jej drodze uczynnego Everarda Wemyssa. Nowy znajomy staje się dla niej opoką w trudnych chwilach i wkrótce też... jej mężem. Jedyną rysą na małżeńskim szczęściu Lucy jest mroczna postać pierwszej żony Wemyssa, Very, która zmarła w tajemniczych okolicznościach. Jednak dopiero po zamieszkaniu w „The Willows”, wspaniałej rezydencji Wemyssa i w miarę odkrywania kolejnych cech osobowości swojego ukochanego, Lucy zaczyna poważnie się zastanawiać: co tak naprawdę przydarzyło się Verze? 
Vera, napisana przez Elizabeth von Arnim na podstawie własnych małżeńskich doświadczeń, to zarazem czarna komedia i ponure studium romantycznych złudzeń, za których sprawą żony poddają się despotyzmowi mężów. 

Recenzja: 

Kilka lat temu miałam przyjemność z Elizabeth i jej ogród. Było to przecudowna autobiograficzna powieść Elizabeth von Armin, która nieziemsko mnie rozbawiła, rozmarzyła i dała do myślenia. Gdy dowiedziałam się, że Vera również napisana jest na doświadczeniach pisarki, koniecznie musiałam się z nią zapoznać. Lektura – choć inna – okazała się równie fenomenalna! 

Elizabeth von Armin ma dość specyficzny styl opowiadania – wiktoriański i niewiktoriański zarazem. Jej powieść pełna jest przemyśleń oraz bogatych opisów, a akcja rozwija się doprawdy powolutku. Wszystkie wydarzenia są poniekąd przedstawione z punktu kilku postaci, co z początku nieco może drażnić czytelnika, jednakże – choć i mnie to miejscami odrobinę irytowało – jest to zabieg bardzo ciekawy i dobrze robi całości, a wnikliwość autorki zaskakuje na każdym kroku. Bardzo przypadło mi do gustu również to, że w wielu miejscach historia staje się niezwykle eteryczna, bowiem autorka swobodnie odpływa w przemyśleniach (szczególnie Lucy). Zresztą, główna bohaterka jest właśnie taką cudacznie marzycielską postacią i wspaniale się z takim gawędziarstwem jej kreacja komponuje. Zdumiewającym kontrastem do pióra Elizabeth von Armin i Lucy jest tutaj treść książki, w której jednym z ważniejszych elementów jest… śmierć. 

Spotkali się na gruncie wspólnego nieszczęścia, a przedstawiła ich sobie sama Śmierć.

Vera to powieść nietypowa również z wielu innych względów. Najprościej rzecz ujmując, jest to romantycznie-nieromantyczna historia, zabawnie i sarkastycznie podchodząca do tematu zakochania oraz samego małżeństwa. To także opowieść skupiająca się na przemijaniu – nie tylko w kontekście samego życia, ale i zakochania, wszelkich wyobrażeń (przede wszystkim odnośnie drugiej osoby), pragnień. W kapitalny sposób jest tutaj ukazane również społeczeństwo oraz – często nieco karykaturalne – przywiązanie do wszelkich tradycji, obyczajowości, co widać już na pierwszych stronach, gdzie bohaterowi narzucona jest samotna żałoba po śmierci żony. Prawdę mówiąc, wiele scen w książce jest dość groteskowa, ale ta swoista absurdalność doskonale tu pasuje - jest wręcz wizytówką nieposkromionej autorki. 

Elizabeth von Armin stworzyła interesującą powieść, którą można określić mianem thrillera psychologicznego, czarnej komedii i dramatu jednocześnie. Choć stworzona przez nią historia ma kilka drobnych wad (m.in. wspomniane uwielbienie do szczegółowości rozważań bohaterów), tak czyta się ją z przyjemnością i ciężko się od niej oderwać. Vera bawi, zachwyca subtelnością, ale i potrafi wzbudzić w czytelniku niepokój oraz oburzenie. Jeśli szukacie niesztampowej powieści wiktoriańskiej, która potrafi zaskoczyć i dać do myślenia – ta książka jest wprost stworzona dla Was!

7 komentarzy:

  1. A ja dopiero niedawno kupiłam "Elizabeth i jej ogród". I potwierdzam - ta powieść potrafi rozmarzyć. Po przeczytaniu tej recenzji zaraz zajrzałam na LC i okazuje się, że autorka ma w swoim dorobku trochę powieści, które zasługują na przeczytanie. Jednak ofert sprzedaży brak /nawet na Allegro/. Jedynie "Elizabeth...." i "Vera", która natychmiast trafiła do mojego koszyka zamówień w jednej z księgarń wysyłkowych.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem zaintrygowana 'Verą'. Lubię książki gdzie akcja umieszczona jest w wiktoriańskiej Anglii ten klimat. Samotna dziewczyna "do wzięcia" i wytworny wdowiec co z tego wyjdzie jak potoczy się ich historia. Smaczku całej powieści dodaje, że autorka czerpała przeżycia z własnego małżeństwa. Trzeba będzie się rozejrzeć za książkami Elizabeth von Armin.

    OdpowiedzUsuń
  3. Z przyjemnością sięgnę po książki tej autorki. Lubię epokę wiktoriańską i jeszcze zaciekawiła mnie ta "romantycznie - nieromantyczna" historia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Opis i twoja recenzja zachęcają, a okładka jest cudna 😍 MG pięknie wydaje książki ❤❤

    OdpowiedzUsuń
  5. To masz mnie zaciekawiłaś mnie recenzją. Nie czytałam niczego pani Elizabeth. Jestem ciekawa c osei stało z Vera a te nczarny humor aż mnie korci żeby przeczytać

    OdpowiedzUsuń
  6. W tym przypadku mam tylko, jedno mało, ale w stosunku do okładki książki. W mym odczuciu prezentowałaby się ona lepiej bez tego złotawego paska z lewej strony, wystarczyłaby, jedynie fotografia kobiety, która przywodzi na myśl zdjęcia gwiazd Złotej Ery Hollywood, znanych aktorek, artystek. Wystarczyłoby tutaj jedynie pozostawić to czarno - białe zdjęcie i nic więcej. Co do elementów tekstowych, te znajdujące się na górze zostały całkiem zgrabnie wplecione, natomiast ten na dole, tytuł przesunęłabym odrobinę w prawo i w dół, aby nie zasłaniać twarzy kobiety. Przejdźmy zatem do treści, opisu i recenzji. Zaskoczyło mnie to, że Vera nie jest imieniem głównej bohaterki, a zmarłej w tajemniczych okolicznościach, pierwszej żony Everarda Wemyssa męża głównej bohaterki Lucy Entwhistle. Jak widzimy, otrzymujemy tutaj tragiczną śmierć Very, tajemnicę, wspaniałą posiadłość "The Willows" oraz....wiele, wiele innego. Lucy dopiero po ślubie zdaje się odkrywać kolejne elementy układanki składające się na całość charakteru męża, wtedy też pojawia się pytanie: co tak naprawdę przydarzyło się Verze. Podoba mi się przedstawiany tutaj klimat wiktoriański, a jednocześnie niewiktoriański, jak to ujmuje autorka recenzji. A jest to klimat, styl twórczości autorki książki. Jednak już po przeczytaniu recenzji mogę powiedzieć, że powieścią jestem zafascynowana, a trafia ona w me gusta, posiadłość, tajemnica, pierwsza żona. Czego chcieć więcej, jak jedynie tego, aby powieść, jak najszybciej trafiła w me dłonie?

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja tu wyczuwam w niej bardziej podobieństwo do lektur szkolnych. Ponury romans, dramat, groteska, przywiązanie do tradycji, wszystko w jednej książce, do tego wątek najważniejszy to śmierć. Sama recenzja napisana jest zbyt barwnym językiem. To tak jakbym była na języku polskim i właśnie byłoby omówienie jakiejś lektury. Mimo, że niektóre lektury okazały się dla mnie całkiem ciekawe to nadal mam do nich jakiś dystans.
    Sama fabuła nie zaciekawiła mnie w ogóle. Thriller i dramat w jednym, czyli dwa gatunki których bardzo nie lubię. Również styl opowiadania do mnie nie przemawia.
    Odniosę się jeszcze do okładki ponieważ już po niej widać widać, że jest to styl wiktoriański. Kobieta na okładce ma dość specyficzny wygląd, typowy właśnie jak na tamte czasy.

    OdpowiedzUsuń