czwartek, 26 marca 2020

Isabel Sterling - "Te wiedźmy nie płoną"

Autor: Isabel Sterling
Tytuł: Te wiedźmy nie płoną
Wydawnictwo: We need YA
Data wydania: 2020
Ocena: 3/10

Opis:

Może najbardziej znaną nastoletnią czarownicą jest Sabrina, ale o tej czwórce jeszcze usłyszy świat!
Hannah to czarownica z krwi i kości, z umiejętnością kontrolowania ognia, ziemi, wody i powietrza. Choć mieszka w Salem, jej magia jest tajemnicą, którą musi zachować dla siebie. W innym przypadku może ją stracić. Na zawsze. Hannah spędza więc większość czasu, unikając swojej eks, Veroniki, i pracując w lokalnym sklepie z magicznymi obiektami. Gdy przerażający rytuał krwi przerywa zabawę pod koniec roku szkolnego, a dowody na istnienie mrocznej magii zaczynają pojawiać się w całym Salem, Hannah jest pewna, że to dzieło śmiertelnie groźnej Krwawej Czarownicy. Na domiar tego, w mieście pojawia się nowa dziewczyna, Morgan, która skrada serce nastoletniej czarownicy. Chcąc ocalić swój sabat i zdobyć serce dziewczyny, Hannah będzie musiała przetestować granice swojej mocy.


Recenzja:

Piękna okładka, ciekawy opis - nie potrzebowałam nic więcej, żeby się skusić na lekturę "Te wiedźmy nie płoną". Przyznam szczerze, że trochę żałuję, bo ta powieść mi się nie podobała. Była bardzo banalna, a zakończenia domyśliłam się już przy samym początku fabuły (nie było to trudne do odgadnięcia, jak się zna wiele książek z tej tematyki). No cóż, nawet wydawnictwo, które wydaje same cudowne książki, w ramach wyjątku musi wydać jakiegoś gniota, prawda? 

Hannah jest czarownicą żywiołów, która dopiero uczy się kontrolować swoją magię. Mieszka w Salem, gdzie od wieków jej sabat strzeże wiedzy o tym, że magia istnieje. Nawet najlepsza przyjaciółka Hannah nie wie, że dziewczyna jest wyjątkowa. 
Warto także wiedzieć, że Hannah jest homoseksualna i wiele czasu spędza na tym, żeby unikać swojej eksdziewczyny - Veroniki - która zawsze starała się zbytnio kontrolować główną bohaterkę. Jest to jednak trudne, bo Veronika jest jedną z lokalnych czarownic.

Pewnego dnia dziewczyny są świadkami rytuału krwi, a niedługo później zaczynają się kolejne dziwne akcje. Wcale nie są one takie szokujące, ale ktoś zaczyna tropić lokalne czarownice - obierając sobie głównie za cel rodzinę Veroniki i Hannah. 
Dziewczyny obawiają się, że to Krwawa Wiedźma - osoba, która jest w stanie kontrolować poprzez krew, aczkolwiek starsze czarownice odkrywają, że problem leży bardziej... w łowcy czarownic. Nie wykluczam jednak i tego, że w okolicy naprawdę będzie Krwawa Wiedźma... 

Ogólnie rzecz biorąc, fabuła jest tak płytka, że ciężko mi nawet ją opisać, bez zbytniego spojlerowania. Przez dłuższy czas miałam też wrażenie, że jest jakiś poprzedni tom (bo w "Te wiedźmy nie płoną" jest opisana akcja z przeszłości związana z Krwawą Wiedźmą, a także z tym, dlaczego Veronika i Hannah zerwały), ale okazuje się, że nie ma poprzedniej części, a to jest tom pierwszy, co mnie bardzo zdziwiło. 
Natomiast już teraz śmiało mogę powiedzieć, że po kolejną część tej serii już nie sięgnę. Nie ma po co. Mniej więcej wiem, jak to wszystko się skończy... 

Wątek LGBT jest tu szeroko omówiony. Prawie każdy jest homo, bi lub trans. No cóż, autorka ma żonę, więc wiem, że chciałaby jakoś pokazać, że to nic złego, ale naprawdę był tego aż przesyt. Już nie mówiąc o tym, że chwalenie się swoją orientacją na pierwszym spotkaniu jest co najmniej dziwne - bo się z tym nie spotyka w rzeczywistym świecie zbyt często. 

Dziewczyna, z którą później zaczyna spotykać się główna bohaterka ma także podobne imię do żony Isabel Sterling. To też było śmieszne, aczkolwiek mam nadzieję, że to przypadek, a nie jakiś sposób, by wyznać dodatkowo żonie wielką miłość. 
Obstawiam, że w kolejnych tomach Veronika będzie dalej chciała odzyskać Hannah, ale myślę, że główna bohaterka zostanie z Morgan (bo według mnie jednak to imię musi coś znaczyć!).

No cóż, ta pozycja naprawdę nie jest oryginalna i odkrywcza. Jedynie się po niej zniesmaczyłam do kolejnych powieści tej autorki. Mam nadzieję, że w tym roku nie przeczytam już nic gorszego, bo wynudziłam się przy tej książce okropnie. 
Co najgorsze - ta powieść miała ogromny potencjał, bo wątki były ciekawe, ale autorka zmasakrowała to po całości. W końcu tematyka LGBT najwidoczniej była ważniejsza niż dobrze zaplanowany zwrot akcji...

Podsumowując, nie polecam. W internecie jest trochę pozytywnych opinii, aczkolwiek większość recenzentów podziela moją ocenę. Szkoda. Naprawdę miałam nadzieję na fajną pozycję. Mam nadzieję, że nie popełnicie mojego błędu i sięgniecie po coś ciekawszego... 


14 komentarzy:

  1. Pomijam, unikam wszystkiego, co może zanudzić.

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj... To ja właśnie czytałam te pozytywne opinie, będące najwyraźniej w mniejszości. Ale jakby się tak zastanowić... Prawdopodobnie wszystkie "ochy" i "achy" przeczytałam właśnie na stronie wydawnictwa "We need Ya", które nawet lubię, pamiętając rzecz jasna, że jest to wydawnictwo skierowane ewidentnie ku młodzieży (a ja taka stara i starsza z każdym dniem :P). Choć widzę, że nie tylko ja sądze, że mają okropnie wspaniałe książki ;) Dlatego nie pomyślałam, że mogą promować powieść (raczej z rzeszą fanowską), która w opinii innych może zyskać tak niską ocenę (tutaj 3/10 to prawie jak cios w szczękę). Powinnam sięgać po informacje z różnych źródeł i o tym pamiętać, a wciąż się na tym potrafię przejechać... Ale, ale, dobrze, że mam was :D
    Ja jakoś nie zauważyłam wcześniej, że to z tematyką LGBT, chyba za bardzo skupiłam się na tym, że coś jest o czarownicach i magii, czyli coś, co bardzo lubię w fantastycę (były #harrypottermaniak :D). Dziwny tom pierwszy, który wydaje się kolejnym... Po takim opisie wątpię, żebym i jak sięgnęła po kolejne. Wydaję mi się, ze tym, co tak zachęca ludzi do jej przeczytania jest właśnie wątek LGBT. W końcu to wydawnictwo bazuje właśnie na tym, że książek o podobnej tematyce jest na polskim rynku naprawdę mało. Czasem zastanawiam się, czy to nie jest pewny rodzaj edukacyjny, promowanie tolerancji poprzez lekturę - że jak młody przeczyta, że można inaczej - właśnie jak w przypadku matki bohaterki, chwalić sie tym, że jest się homo czy bi - to zmusi go do myślenia. Takie wychowywanie poprzez lekturę. Co innego jest przeczytać definicję LGBT w internecie, a co innego przeczytać powieść, w której zżyje się z bohaterami o takim sposobie życia czy myślenia. Jednak jak sama zauważyłaś - myślę, że właśnie dlatego "We need Ya" tak się cieszy tą pozycją, a hordy nastolatek chcą ją mieć. Ktoś zapomniał, by jeszcze popracować nad fabułą... Albo obie jesteśmy na tę powieść za stare?
    Ps nie wiem, czy okładka na żywo jest tak genialnie piękna, wizualnie internetowo mnie jakoś nie przekonuje, do jej przeczytania zachęcały mnie głównie pozytywne opinie. Ale może mam inny gust?

    OdpowiedzUsuń
  3. Zupełnie nie moje klimaty, więc nawet jakby opinie były pozytywne to raczej bym się nie skusiła :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Ooo... Widzisz, ja bym się skusiła na tę okładkę, jestem taką sroką okładkową 😂😂 a tu taki zawód, no nic, nie wszystko złoto co się świeci 🙃 dzięki za recenzję, nie sięgnę po nią 😉 tyle dobrych książek czeka, więc żal marnować czas na takie niewypały ! 😊

    OdpowiedzUsuń
  5. Szkoda bo okładkowo i opisowo zapowiadała się magicznie. Wątki LGBT dobrze, że są coraz częściej poruszane, ci ludzie też mają potrzebę bycia kochanym a że tej samej płci to mi nic do tego, wszystko fajnie tylko, że ta książka wygląda na o zupełnie innej tematyce. Raczej nie sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Zacznijmy od okładki, biorąc pod uwagę tytuł książki tutaj mamy idealne połączenie. Na pierwszy rzut oka okładka kojarzy mi się z magią, z rytuałami, czarownicami. A kolorystyka, cieniowanie można by rzec, że mają klimat wręcz magiczny. Więc tutaj zdecydowanie na plus. Co dalej. Umiejscowienie fabuły w Salem? Też całkiem ciekawe, bo nie spotkałam wielu książek, które miałyby tam fabułę. Następnie sam opis, to co się dzieje w treści. Zapowiada się z opisu całkiem przyjemna, lekka lektura. A czy tak będzie? Ocenię to sama, bo jak wiadomo nie zawsze podzielamy swe gusta, jednak zawsze musimy je szanować :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Oglądałam serial 'Sabrina nastoletnia czarownice', przyznaje się lubiłam go. Po przeczytaniu opisu "Te wiedźmy nie płoną" pomyślałam brzmi fajnie, może być ciekawą propozycją, lecz im głębiej recenzji to już tak nie myślę. Szkoda bo książka miała potencjał, zapowiadała się na lekką lekturą która umili czas. A tu nici z tego. Okładka oraz wątek LGBT są plusem dla książki, lecz może co za dużo to nie zdrowo (LBGT). Podziękują za książkę Isabel Sterling, inne mnie wołają.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie moje klimaty, więc nie przeczytam ale okładka piękna

    OdpowiedzUsuń
  9. Ocena b.niska. Zdecydowanie ta książka mnie nie pociąga. Teraz poluję na "Zimę czarownicy" /3 tom/.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja właśnie natknęłam się już na sporo recenzji bardziej negatywnych niż pozytywnych :/ A szkoda, bo zapowiadało się naprawdę ciekawie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Zgodzę się z tym że książka ma przepiękną okładkę. No ale cóż sama recenzja i jej streszczenie wcale mnie nie zachwyciły. Chyba rzeczywiście nie sięgnę po tą książkę. Wielka szkoda bo zapowiadało się interesująco.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  13. Rety a ja myślałam, że znajdę tu jakieś podobieństwo z "Sabriną" -którą uwielbiam od dziecka i do tej pory jeszcze czasem ogladam bajkę :D- tylko niezbyt udane i dlatego tak niska ocena, chyba opis mnie trochę zmylił, chociaż małe podobieństwo tu widzę.
    Książka może zachęcić bo opis jest wystarczająco ciekawy, do tego tak piękna okładka. Szkoda, że tylko tak dobrze się zapowiadała, bo widzę, że zamiast magii, na pierszym miejscu jest osadzony wątek LGBT. Nie żebym była jakoś bardzo nietolerancyjna, no ale jak już biorę książkę o magii to chce o niej czytać a nie o tym kto jest jakiej orientacji. Poza tym nie znam nikogo kto byłby innej orientacji, więc robienie z każdego bi, homo lub trans jest trochę przeistaczaniem rzeczywistości, a ja bardzo nie lubię jak jest w książkach czegoś nadmiar i jeśli mija się to z faktem. Ewidentnie autorka chciała tu pokazać, że to nic złego być innej orientacji, ale aż do przesady.
    No cóż, złączenie dwóch tematów nie wyszło autorce na dobre i żaden jej nie wyszedł. Chciałabym napisać, ze szkoda ale raczej nie ma tu czego żałować.

    OdpowiedzUsuń
  14. Miałam chrapkę na tę książkę. A teraz apetyt mój znikł. Jeszcze byłam skora mimo wszystko spróbować, ale gdy doczytałam, że prawie wszyscy są LGBT, to powiedziałam sobie dość. I nie dlatego, że mam coś przeciwko temu środowisku, ale dlatego, że nawet w książkach z fantastyki szukać oddania rzeczywistości ( jak metamorfozy w poezji). A tutaj dość, że fabuła płytka, to odnoszę wrażenie, że autorka wykorzystuje LGBT do ratowania tej historii. A takich rzeczy nie lubię.

    OdpowiedzUsuń