czwartek, 5 grudnia 2019

Stephen King - "Instytut"

Autor: Stephen King
Tytuł: Instytut
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 11 września 2019
Liczba stron: 672
Ocena: 7/10

Opis:


Głęboko w lasach stanu Maine znajduje się mroczny państwowy obiekt, gdzie uprowadza się i więzi dzieci z całych Stanów Zjednoczonych. W Instytucie poddawane są one testom i zabiegom wykorzystującym ich szczególne dary – telepatię i telekinezę – dla osiągnięcia pewnych celów.
Ostatnim rekrutem jest 12 letni Luke Ellis, który nie jest po prostu mądrym chłopcem – jest super mądry. Posiada jeszcze jeden dar, który Instytut chciałby wykorzystać…
Daleko od tego miejsca, w małym miasteczku w Południowej Karolinie były gliniarz przyjął robotę u lokalnego szeryfa. Na co dzień po prostu patroluje ulice, ale lada dzień zmierzy się z największą sprawą w swojej karierze.
Podczas gdy korytarze Instytutu obwieszone są plakatami reklamującymi „kolejnym dzień w raju”, Luke, jego przyjaciółka Kalisha i reszta dzieciaków nie mają wątpliwości, że nie są tutaj gośćmi, a więźniami, i nie mają szans na ucieczkę.
Ale nawet mały trybik może poruszyć wielką maszynę. Luke połączy siły z nowym, jeszcze młodszym rekrutem, Averym Dixonem, który ma zdolność czytania w myślach rozwiniętą jak nikt inny. Podczas gdy Instytut chce zaprząc ich zdolności do własnych, tajnych celów, połączone siły Luke’a i Avery’ego dadzą rezultaty, których nie mogą się spodziewać nawet ci, którzy przeprowadzają eksperymenty, włączając w to nawet cieszącą się złą sławą Panią Sigsby. 

Recenzja:


   Można by rzec, że w końcu. W końcu udało mi się skończyć najnowszą książkę Stephena Kinga. Trochę czasu mi to zajęło, bynajmniej nie z tego powodu, że mi się nie podobało, ale trochę pokonała mnie liczba stron i mniej czasu na czytanie. Ale jest, dzisiaj mam dla Was moją opinię na temat Instytutu.

Mroczny obiekt państwowy, który znajduje się głęboko w lesie, skrywa wiele tajemnic. Dzieci z całych Stanów zjednoczonych, są uprowadzane i więzione w owym miejscu. Ich wspólną cechą jest to, że posiadają szczególne dary - telepatię i telekinezę, a Instytut, chce wykorzystać te moce do osiągnięcia pewnych celów. Luke Ellis jest ostatnim rekrutem. Daleko od tego miejsca, w małym miasteczku w Karolinie Południowej były gliniarz przyjmuje posadę u lokalnego szeryfa. Jeszcze nie wie, że lada dzień przyjdzie mu się zmierzyć z największą sprawą w swojej karierze.

Nie mogę się poszczycić tym, że znam twórczość Kinga od deski do deski. Raczej należę do tych, którzy wybiórczo przeczytali jakieś jego książki, oczywiście z kulkowym TO na szczycie listy. Bardzo chciałabym jeszcze sięgnąć po Wieżę milczenia i myślę, że niedługo to zrobię. Ale do rzeczy. Tak jak wspomniałam, dzisiaj na tapet wzięłam Instytut, który jest dosyć sporą cegiełką.

Historia prowadzona jest wielotorowo, jednak w samym centrum zainteresowania jest 12 letni Luke Ellis, który znajduje się w tytułowym Instytucie. Bardzo podoba mi się takie rozwiązanie ponieważ czytelnik ma pogląd na całą sytuacją z różnych perspektyw, a także może poznać kilku bohaterów bardziej niż tylko z perspektywy głównego bohatera.

Co do bohaterów, to tak całkiem szczerze, nie zachwycili mnie jakoś szczególnie. Jasne, King całkiem dobrze ich rozpisał i obiektywnie mogę stwierdzić, że są to ciekawe postaci, które mogą się podobać. Jednak tak zupełnie subiektywnie, jakoś nie zaskarbili sobie u mnie większego uznania.

Fabuła książki jest ciekawa. Oczywiście to, że jest małą cegiełką, ma swoje uzasadnienie i nie jest rozciągnięta, ani "przeciągnięta". Mam tylko wrażenie, że to wszystko już kiedyś było w różnych wersjach. King nie zabłysnął za bardzo czymś oryginalnym niestety.

Nie licząc wstępu, fabuła jest dosyć dynamiczna. Faktycznie, ten wstęp jakoś tak mnie trochę przyblokował i nie mogłam ruszyć z miejsca. Trochę dalej, z każdą kolejną stroną zaczęło się robić oraz ciekawej, ale wtedy to już było u mnie średnio z wolnym czasem, więc w sumie dawkowałam sobie tą lekturę, a nawet przeplatałam innymi książkami. Ale i tak, ostatnie 150 stron przeczytałam praktycznie bez mrugnięcia okiem, naraz.

To, że mnie lektura tej książki zajęła sporo czasu, nie oznacza, że Wam też zajmie. Jestem przekonana, że nie jeden czytelnik nie będzie się od niej mógł oderwać. Wydaje mi się też, że na podstawie tej historii można by utworzyć całkiem niezły scenariusz na film, albo na jakiś topowy serial, chociaż jak wiemy, z tym to różnie bywa. 
Z książkowymi pozdrowieniami,
Klaudia.

15 komentarzy:

  1. Jestem ciekawa bardo tej książki liczba stron rzeczywiście może ciut przestraszyć jeśli brak czasu na czytanie ale dodaje na listę jeszcze nie czytałam nic Kinga ale najwyższą pora do nadrabiania

    OdpowiedzUsuń
  2. Długie lata byłam fanką Stephena Kinga ale kiedy poznałam twórczość Lovecrafta, z której widać, że czerpał inspirację do czego pisarz sam się przyznaje. Mam na koncie około 50 przeczytanych jego książek. A ta tutaj mało mnie zachęca, może kiedyś by mnie do niej ciągnęło ale nie dziś. A dlaczego? Dlatego, że to już gdzieś widziałam. Dzieci mutanty z nieludzkimi mocami przetrzymywane w laboratorium, aby je wykorzystać do własnych zapewne mrocznych celów to już to gdzieś było, mam wrażenie że to odgrzewany kotlet. Kiedyś po nią sięgnę ale nie pali mi się do niej.

    OdpowiedzUsuń
  3. Stephen King interesuje mnie ostatnio coraz bardziej. Wiele jego książek szykuje sie do sfilmowania, nie mówiąc, że już sporo jest na ekranie, a on to w ogóle przewyższa liczbą napisanych książek jakiegokolwiek autora. Choć muszę przyznać, że przeczytałam jego "Regulatorów" i jestem dość zawiedziona... Kompletnie rozczarowana "tym Kingiem". Spodziewałam się czegoś... nooo, właśnie "czegoś", a nie zwykłej amerykańskiej pogaduchy ze sztampową akcją w tle. Tam też nie zapałałam jakoś szczególną miłościa do bohaterów (raczej się cieszyłam, że połowa z nich zginęła - może to miało na celu takie przedstawienie postaci: byśmy za nimi nie tęsknili). W każdym razie znam wiele osób, którzy miłują Kinga ponad wszystko, a mnie się wydaje, że większa ilość jego książek do kalka poprzednich. Może sam już nie pamięta, w której co było i dlatego się powtarza?
    "King nie zabłysnął za bardzo czymś oryginalnym niestety" - i z tym się zgadzam, podpisuję się. Wszystko, co do tej pory widziałam w jego powieściach, gdzieś już było. Nie ukrywam, że może po prostu King był pierwszy i wszyscy go małpują, ale i tak nie bardzo lubię czytać coś, co już znam. Następnym razem sięgnę po coś konkretnego, z pięknymi opiniami od góry do dołu - czyli wygląda na to, że po "Instytut" lepiej, żeby nie. Zresztą, po tej recenzji widzę, że tematyka podobna do wielu, które współcześnie się rozgrywają - tajemniczy instytut, dzieciaczki, zdolności paranormalne - a ja pragnę czegoś oryginalnego :D Może ktoś coś poleci? Tak jak mówiłam, na razie Kinga jeszcze nie chcę skreślać, w końcu za dużo napisał książek, gdzieś coś musi być ciekawego, ponadto cały świat raczej nie mógł pomylić się w jego ocenie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja przeczytałam tę książkę dość szybko, ale mam co do niej mieszane uczucia. Z jednej strony sam Instytut oraz to, co się w nim dzieje jest przerażające i często miałam wrażenie, że jest to analogia do życia i systemu politycznego w państwach totalitarnych. To, że dzieci z Instytutu musiały dostosowywać się do sztywnych reguł, robiąc tylko to, na co zgadzają się władze instytucji zalatywało Orwellem. Z drugiej bohaterowie nie zapadają w pamięć a Luke, jak na ,,główną rolę" przystało musiała odnieść sukces, co było przewidywalne. Uważam, że w twórczości Kinga są gorsze książki niż ,,Instytut", ale na pewno są też znacznie lepsze.

    OdpowiedzUsuń
  5. Osobiście nie jestem fanką Stephena Kinga, choć może po prostu czytałam niewłaściwe książki. Raczej nie zacznę od tej konkretnej powieści, ponieważ z recenzji wnioskuję, że to bardziej pozycja dla fanów i nie jest to najlepsza książka Kinga. Nie do końca podoba mi się też, że głównym bohaterem jest dziecko, nie przepadam za narracją dzieci. Sam pomysł jest intrygujący, ale nie do końca w moim stylu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wydaje mi się, że kiedyś oglądałam serial z podobnymi wątkami. Nie przepadam za Kingiem i szczerze mówiąc te prawie siedemset stron trochę mnie przytłacza, jeżeli dołożyć do tego wstęp, który może przyblokować, to jakoś nie mam na razie ochoty na Instytut. Może kiedyś.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestem dopiero na początku swojej drogi z prozą Kinga, chciałabym kiedyś przeczytać Instytut 😍 może w najbliższym czasie się uda, widziałam, że biblioteka zakupiła, ale jest obecnie pożyczona 😉 poczekam i się przekonam jak mi się spodoba. Tematyka książki mnie intryguje, trochę w klimacie Mrocznych wizji ❤ albo Korytarzem w mrok ❤

    OdpowiedzUsuń
  8. Na swoi koncie mam 2 czy 3 książki Kinga, ostatnio coś zaniedbuje autora. Mam wrażenie, że "Instytut" to ,Strangers Things" tematycznie podobne mamy tajemnicy instytut, dzieci, zdolności paranormalne. "King nie zabłysnął za bardzo czymś oryginalnym niestety" ale jak na pisarza który ma 72 lata to nadal tworzy, (może już nic nie ma oryginalnego na tym świecie) to i tak pisarz umie zaskoczyć swoich fanów, wzbudzić zainteresowanie. Jeśli będę chciała odskoczni od dotychczasowych gatunków jakie czytam to wiem, po co sięgnę po "mistrza"

    OdpowiedzUsuń
  9. Stephen King zwany królem grozy, jest znany na całym świecie. Ci co nie czytają, na pewno widzieli chociaż jedną zekranizowaną jego książkę, Ci co czytają, chociaż jedną przeczytali. Ja należę niestety do pierwszej grupy bo horrory na ekranie są mniej straszne :P
    Liczba stron powala, chociaż jak juz ktoś zna jego talent pisarski, i go sobie ceni, to ta grubość książki nie powinna go przestraszyć. Nie wiem jak z innym książkami ale w tej widzę, że choć weny Kingowi nie brakuje to pomysłów już trochę tak, jego książki nie są niczym zaskakującym, wszystko "już gdzieś było".
    Ma on jednak swoje grono fanów, i zachwytów jego twórczością jest nie mało, więc chyba nie może być tak źle i nie wszystkie jego książki nie są inne, oryginalne.
    Ja chyba zostanę przy filmach jednak, chociaż kto wie, może kiedyś odważę się sięgnąć po coś z grozą.

    OdpowiedzUsuń
  10. To jest chyba jedyna książka Kinga, która strasznie mnie kusi i którą mam wrażenie widzę wszędzie. Kiedyś próbowałam z twórczością tego autora, ale nie spodobał mi się Jego styl pisania, więc dałam sobie spokój, nie chciałam sięgać po nic więcej.
    Ale ta książka naprawdę mnie bardzo ciekawi, ale tak boję się rozczarowania nią, że ciągle jeszcze nie sięgnęłam.

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam tę książkę u siebie na półce - nawet wygrałam ją jako wyróżnienie u was :D W każdym razie, z Kingiem to jest tak, że muszę się nastawić na czytanie jego powieści. A tu nie dość, że Instytut to wielka cegła, to jeszcze czuję, że musi "odleżeć" swoje zanim po nią sięgnę. Oczywiście może to się zmienić, bo z jednej strony mam ochotę ją przeczytać zaraz, a z drugiej myślę sobie, że to jeszcze nie ten moment. Ehh problemy książkoholików :D Niemniej jednak mam nadzieję, że jak już przeczytam, to będę zadowolona z lektury. Co do ekranizacji, to kto wie. U Kinga nic nie wiadomo, więc może kiedyś się doczekamy :)
    P.S. Kurcze zabieram się do kupna i przeczytania TO, ale tak mnie przeraża objętość tej książki, że nie wiem czy kiedykolwiek to zrobię :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Na pewno przeczytam, jak dotrę do tej książki. Lubię takie klimaty.

    OdpowiedzUsuń
  13. Uwielbiam takie cegiełki. Chciałabym ją przeczytać, na samą myśl o niej dostaję ciarek. Nie jestem zagorzałą fanką Kinga, ale niektóre książki wręcz bezgłośnie mnie do siebie wołają. Do tej pory przeczytałam tylko dwie i to wcale nie te najlepsze. Oj jak chciałabym poznać "Instytut" i resztę jego powieści. Brakuje mi ich ostatnio...

    OdpowiedzUsuń