sobota, 5 października 2019

Lydia Kang, Nate Pedersen - "Szarlatani. Najgorsze pomysły w dziejach medycyny"


Tytuł: Szarlatani. Najgorsze pomysły w dziejach medycyny
Autorzy: Lydia Kang, Nate Pedersen
Seria: #nauka
Wydawnictwo: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 352
Ocena: 8/10

Opis:
Historia niekonwencjonalnej medycyny dla ludzi o mocnych nerwach
Ta książka udowadnia, że w dążeniu do długowieczności, dobrego zdrowia czy pięknego ciała ludzka wyobraźnia i determinacja nie znają granic. Kąpiele w radioaktywnych źródłach termalnych, strychnina podawana sportowcom jako stymulant albo upuszczanie krwi w celu powstrzymania krwotoków… To dopiero początek długiej listy absurdalnych kuracji, które często bywały dla pacjentów szkodliwe, a nawet tragiczne w skutkach.
Autorzy zabierają nas w humorystyczną, a chwilami makabryczną podróż ku mrocznej stronie historii medycyny. Sięgając po tę książkę, przekonacie się, że w przeszłości lekarstwo często było gorsze od choroby!
Czy wiesz, że…
*Lewatywa z dymu tytoniowego uchodziła za doskonałą metodę cucenia topielców!
*Ściągnięty z ludzkiej czaszki mech stosowano do tamowania krwotoków z nosa.
Zawieszone na szyi spreparowane łasicze jądra miały stanowić skuteczną metodę antykoncepcyjną.


Recenzja:
Żyjemy w czasach, w których medycyna stoi na naprawdę wysokim poziomie. Dzięki nowoczesnym terapiom niektóre rodzaje raka, jak na przykład rak nerki, przestały już być wyrokiem śmierci, a stały się chorobą przewlekłą. Nie można powiedzieć, że ludzkie ciało nie ma już żadnych tajemnic, bo chociażby mózg nadal ma ich całkiem sporo, ale generalnie bez większych obaw możemy iść do lekarza ze swoim problem. Nawet jeśli nie zostaniemy cudownie uleczeni, przynajmniej taką wizytę przeżyjemy. Chorzy na przestrzeni wieków nie mieli takiego komfortu. Zwykłe przeziębienie mogło się dla nich skończyć śmiercią, jeśli postanowili zastosować się do porad medyka. A jakie to były porady? Ano różne, bo wszystko leczyło się wszystkim. Wystarczyło, że zaobserwowano pozytywne działanie jakiejś substancji na jedną przypadłość, a już ordynowano ją do leczenia wszystkich schorzeń po kolei. Masz hemoroidy? Trzeba upuścić krew. Masz złamane serce? Bez upuszczenia krwi się nie obędzie, bo przecież złamane serce idzie w parze z hemoroidami.
Szarlatani to dzieło dwójki autorów: Lydii Kang, lekarki oraz pisarki, i Nate’a Pedersona, bibliotekarza, historyka i niezależnego dziennikarza. Całość jest dość makabryczna, miejscami niesmaczna, miejscami przerażająca i skutecznie odbiera apetyt, także zapomnijcie o czytaniu tej książki do kotleta. Niemający pojęcia o medycynie ludzie wpadali na iście niedorzeczne pomysły, które często kończył się tragicznie i nie jest to wina autorów. Ta książka musiała być niesmaczna, a co za tym idzie nie dziwi forma narracji, jaką wybrali sobie Kang i Pederson: jest więc sarkastycznie i ironicznie, choć na wypadek gdyby trafił się czytelnik traktujący wszystko dosłownie, czasem autorzy zastrzegają się, że jedynie żartują.
Książka jest podzielona na pięć części skategoryzowanych tematycznie. Autorzy zaczynają od opisu najróżniejszych wykorzystań pierwiastków (pomyślelibyście, żeby leczyć się rtęcią? Nie? A co powiecie na odrobinę złota, by być zawsze pięknym i młodym?), by potem opowiedzieć o tym, jak ludzie wykorzystywali dary natury (mówi wam coś nazwa strychnina? Tak, to ta popularna trucizna. Jacyś chętni, by stosować ją jako środek na erekcję? Nieco ponad sto lat temu chętnych nie brakowało) i zwierzęta. Ludzie zresztą też. Pewnie każdy z was słyszał o wykorzystywaniu pijawek w upuszczaniu krwi (metoda dobra na wszystko!), ale czy wiecie, że równie chodliwym środkiem „leczniczym” były ludzkie zwłoki? Chyba logiczne, że jeśli z kogoś był chłop na schwał, to po zjedzeniu jego spreparowanych zwłok lub wypiciu krwi przejmie się od niego siłę i żywotność, co?  Chcecie spróbować? Mamy też rozdział o narzędziach, z którego możemy dowiedzieć się tego i owego o lewatywie (którą niegdyś obok wywoływania wymiotów wykonywano cyklicznie, by oczyszczać ciało), przyżeganiu i wywoływaniu pęcherzy (co powiecie na taką teorię: boli brzuch? Trzeba przypiec skórę na brzuchu w okolicach, gdzie boli, to ból przejdzie w przypalone miejsce, gdzie już będzie sobie można z nim poradzić) czy początkach chirurgii i narkozy. Ostatni rozdział traktuje o tajemnych mocach i możemy przeczytać w nim m.in. o próbach wykorzystania elektryczności w leczeniu… cóż, w zasadzie wszystkiego (bo czemu nie?) czy leczniczej mocy królewskiego dotyku.
Mogłabym jeszcze tak długo, bo książka jest ogromny kompendium wiedzy może nie do końca użytecznej, ale z pewnością fascynującej. Podczas lektury najbardziej uderzyło mnie to, że jeśli tylko jakaś rzecz działała na jedno, ludzie niezmiennie wychodzili z założenia, że na wszystko inne też musi. Wiem, że teraz łatwo potępiać, ale jednak brakowało wcześniej tak zwanego „zdrowego rozsądku”. I choćby ku przestrodze warto się z Szarlatanami zapoznać.

15 komentarzy:

  1. Przepraszam, że co?! Nie ukrywam, że tytuł bardzo przyciąga (choć okładka mniej). Mnie zachęcił.
    Zwykle znajdują książki chwalące odkrycia medycyny i w ogóle epatujące naszymi wynikami oraz poziomem współczesnej naszej wiedzy anatomicznej, a taka tu nagle pozycja? Jeszcze bardziej się zdziwiłam, gdy zauważyłam wydawcę.
    Ale w sumie... czemu nie? Nie warto czasem przeczytać, jak udało się nam, w sensie ludzkości, metodą prób i błędów wreszcie dojść do całkiem niezłej wiedzy? Były różne eksperymenty, czasem dobre, czasem wręcz śmiertelne. Z tej strony to nie wygląda tak źle, chociaż opis makabry, która podczas lektury ma być jeszcze straszniejsza jakoś do pozytywnych konkluzji nie doprowadza. Choć nie bardzo rozumiem, że autorzy "żartowali". Przez całą książkę, czy tylko w niektórych miejscach? Bo o leczeniu strychniną niektórych dolegliwości lub o upuszczaniu krwi przy każdej niemal chorobie to słyszałam nie raz.
    W każdym razie interesujące jako ciekawostka. Nie wiem tylko, czy jest to wiedza idealna do zabłyśnięcia w towarzystwie. Podczas obiadu raczej nie :P Wiedza nietypowa.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tytuł rzeczywiście przyciąga jednak po przeczytaniu recenzji stwierdzam że to nie równie. Nie za bardzo interesują mnie tematy medyczne a w szczególności takie które trochę przypominają tortury. Z niecierpliwością będę czekała na następne propozycje. Może za niedługo znajdę coś co bedzie mi odpowiadało.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przyznam, że przy samej recenzji chwilami robiło mi się słabo... Ja niestety należę do tych wrażliwców, którzy wolą nie wiedzieć o pewnych rzeczach. Jednocześnie interesuję się historią i jestem przekonana, że ta książka mogłaby mnie bardzo zaciekawić, a do tego być źródłem porównania z powieściami czy filmami, gdzie pojawiają się wątki związane z tego typu leczeniem. Podoba mi się, że autorzy nie zrezygnowali z humoru i ironii. Co prawda, mamy tu cały czas do czynienia z ludzką tragedią, ale przecież czarny humor najlepszy, prawda? ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Słyszałam o leczeniu sproszkowaną mumią,ale zwłokami jeszcze nie. Brrr. Rzeczywiście dla ludzi o mocnych nerwach. Chyba sobie daruję, nie potrzebuję jeszcze większej podejrzliwości w stosunku do naszych lekarzy. Niektórzy i bez tego przypominają szarlatanów.

    OdpowiedzUsuń
  5. Książka dla mnie. Chętnie poczytam o dawnych sposobach leczenia bardzo interesujący temat zawsze ciekawiła mnie medyczna strona przeszłości

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciekawa lektura dla fanów medycyny, też dla tych którzy lubią poznawać nowe rzeczy i związane z tym ciekawostki. Ja do osób wrażliwych się zaliczam ale książka Lydia Kang, Nate Pedersen wzbudziła moje zainteresowanie. Ludzie chcieli być zdrowi i żyć dłużej nie mieli wiedzy o medycynie, chcieli tylko żeby być zdrowi. Niestety w dzisiejszych czasach też możemy spotkać 'Szarlatanów' którzy chcą się wzbogacić. Lektura dla osób z mocnym żołądkiem.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. Przynajmniej wiemy czemu ludzie w tamtych czasach mniej chorowali :D
    My w tych czasach mamy tak dobrze rozwiniętą medycynę, że ciężko nam wyobrazić sobie zacofanie ludzi z wcześniejszych czasów. Dla nas teraz to, jakie kiedyś były metody leczenia są chore i szokujące, ale u nich było to na porządku dziennym. Ale nawet w tak dobrze rozwinietej medycynie jaka mamy teraz nie wszystko jest takie dobre bo może nie leczymy się strychniną czy rtęcią ale za to zażywamy tez wiele trucizn o których nawet nie mamy pojęcia, ze mogą nią być.
    Ta książka ma na pewno wiele ciekawostek na temat tamtejszej medycyny, i to dla wielu ludzi nie do pojęcia. Nie powiem, że ja nie byłam nimi zszokowana, bo byłam i to bardzo, i na przykład tak jak słyszałam o pijawkach tak chyba mam zbyt słabe nerwy, żeby czytać o spozywaniu ludzkich zwłok. Książka dla ludzi ktorym obrzydliwe rzeczy nie straszne.

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo interesująca książka! Kiedyś zamiast się leczyć to jeszcze bardziej się truli. Obecnie mamy medycynę na wysokim poziomie ale też nie wiadomo czy niektóre metody obecnie stosowane nie będą kiedyś śmieszyć czy przerażać. Z przyjemnością przeczytam:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Intrygujące ! Lubię takie książki łączące historię, humor i makabryczne ciekawostki 😍 Już po seansie Doktor Quinn widać jaki ciemnogród panował wśród ludzi nadal jeśli chodzi o medycynę i zaufanie do kobiety lekarza, a to był już XIX wiek i Ameryka... Także nic mnie zdziwi 😂 ale chętnie poczytam sobie o mrocznych tajnikach i sekretnych przepisach naszych przodków 😉

    OdpowiedzUsuń
  11. To książka, której nie potrafię się oprzeć. Temat medycyny zeszłych wieków nie jest mi nieznany. Trochę już czytałam o tym, szczególnie interesowała mnie ta w średniowieczna nauka medyczna i przyznaje, że niejednokrotnie włos jeżył mi się na głowie. Wiem już, że zakochanie było postrzegane jako choroba psychiczna, którą koniecznie trzeba leczyć, a metod i pomysłów było od liku, od tych, które dzisiaj wywołują śmiech, po takie, które mrożą krew w żyłach ( upuszczanie krwi za pomocą pijawek, też było metodą leczenia zakochania). Chorobą i to iście diabelską był też kołtun włosów na głowie, tam ponoć miał się zagnieżdżać sam szatan. Najgorsze, że nie wolno było go obciąć- musiał sam odpaść. I aby ten proces przyśpieszyć, polewano głowę wrzącym tłuszczem.
    Mogłabym jeszcze trochę opisać różnych nowych dla nas chorób, które dla delikwenta skończyć się mogły tragicznie. Chętnie poznam także inne, która zapewne zostały opisane w tej książce ( o lewatywie z dymu tytoniowego nie słyszałam).
    Fajnie, że i takie książki recenzujecie. Warto sięgnąć czasami po coś innego niż beletrystykę.

    OdpowiedzUsuń
  12. A ja chętnie zajrzę do takiej książki. Na pewno nie będę czytać przy jedzeniu. I może będę opuszczać makabryczne opisy...

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja bardzo lubię książki o tematyce medycznej, więc z chęcią dołożę ją do mojego stosu do przeczytania. ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Takie "historyczne" ciekawostki lubię najbardziej. Dziwne doświadczenia, eksperymenty są jak czarny humor, ale jednak przyczyniły się do tego, co wiemy dziś o medycynie itp. Zawsze zadaję sobie pytanie, skąd ludzie mieli takie, a nie inne pomysły, chociaż, jak spojrzeć w internety, to chyba niewiele się co do kreatywności niektórych zmieniło ;)

    OdpowiedzUsuń