wtorek, 13 sierpnia 2019

Penelope Bloom - "Jej wisienki"

Autor: Penelope Bloom 
Tytuł: Jej wisienki 
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 5 czerwca 2019 
Liczba stron: 256 
Ocena: 5/10 

Opis: 

Jak poznałem Hailey?
Cóż, dżentelmen nigdy się nie przechwala…Na szczęście ja nie jestem dżentelmenem.
Najpierw zapłaciłem za jej wisienki, a potem skradłem jej bukiecik.
A jeszcze później? Zostawiłem swoją wizytówkę i wyszedłem. 
Jak poznałam Williama?
Wszedł do mojej piekarni, kupił placek z wiśniami, ukradł wazon pełen kwiatów – wciąż nie mam pojęcia, po co mu one były – i zostawił wizytówkę.
Nie uratował mojego podupadającego interesu, nie sprawił, że mój walnięty były chłopak się odczepił, ale bardzo chciałam, żeby rozwiązał mój inny problem…
…dwudziestopięcioletniego dziewictwa. 
Dlatego wiedziałam, że wykorzystam tę wizytówkę. I wiedziałam, że jestem w tarapatach, kiedy usłyszałam w telefonie ten jego seksowny, głęboki głos: „Wciąż pragnę twojej wisienki. Jest szansa na dostawę do domu?”. 


Recenzja: 

Już przy recenzji pierwszej części cyklu (Jego banan) wspominałam, że po literaturę erotyczną raczej nie sięgam, a jednak Jej wisienek nie potrafiłam sobie odmówić. Ba! Wręcz wyczekiwałam ich z niecierpliwością! Penelope Bloom zauroczyła mnie wcześniej nietuzinkowym (i sprośnym) poczuciem humoru oraz prostą historią miłosną, która wciągnęła mnie od pierwszych stron. Nie inaczej było i z wisienkami, i choć tej powieści nie brakuje wad, tak absolutnie nie żałuję, że ich skosztowałam! 

W drugim tomie autorka na warsztat bierze innych bohaterów Jednym z nich jest znany nam już nieco William, brat Pana Banana (lub Bruce’a – jak kto woli). Jest on postacią bezczelną, charakteryzującą się impertynenckim zachowaniem i zamiłowaniem do pożyczania, jednakże nie brakuje mu uroku, o czym przekonuje się druga narratorka – Hailey, właścicielka piekarni i zarazem pasjonatka pieczenia. Pewnego dnia mężczyzna podstępnie przywłaszcza sobie jej kwiaty i na tym nie kończy, bo ma ogromną chęć na jej wisienki… 

Muszę przyznać, że nieco zawiodłam się na Jej wisienkach, bo spodziewałam się czegoś nowego, a dostałam dość podobną konstrukcją powieść do Jego banana. Ot, dziewczyna z problemami finansowymi i bogacz, wyidealizowany obraz zakochania, wpleciona intryga rozdzielenia kochanków – przecież to już mieliśmy! Książkę ratuje humor (choć miejscami jest on NAPRAWDĘ żenujący, o czym za chwilkę napiszę), przeuroczo ukazana pasja Hailey do kuchcenia oraz komiczne przepychanki słowne bohaterów. 

Gdyby moje życie było książką kucharską, znajdowałaby się w niej długa lista kombinacji tych składników, które wypróbowywałam przez ostatnie dwadzieścia pięć lat. Uwaga spoiler: bez względu na to, w jakich proporcjach się je wymieszało, zawsze wychodziła zdrowa dawka rozczarowania z odrobiną zażenowania. 
Przepis na moje życie. Mniam. 

Co mnie więc tak w dowcipie autorki zbulwersowało? Ukazany tutaj stosunek do dziewictwa, jako czegoś wstydliwego i ble, i najlepiej jak najszybciej je stracić, byle stracić – nawet BABCIA bohaterki ją do tego poniekąd namawia. Rozumiem, że obecnie do cnoty podejścia bywają różne, ale nie jest to chyba powód do wyśmiewania i nagabywania, hmm? Czy to ze mną jest coś nie tak? W książce znalazło się również kilka kwiatków w opisach stosunków (tych jest zdecydowanie mniej w tym tomie) – zresztą przeczytajcie to CUDO: 

Normalnie prezerwatywy zabierają niemal całą radość z seksu - spróbuj zjeść stek, mając język w kondomie! Ale albo byłem tak napalony, albo Hailey miała magiczną cipkę, bo miałem wrażenie, że mój penis odkrył czasową drogę do nieba - jakby w jej wnętrzu były zastępy aniołów potrafiących czynić cuda. 

I wiecie co? Mimo, że wiele fragmentów tej książki to żenua, tak… nie mogę powiedzieć, że była to książka zła. Ma wiele zalet, nie tylko tych kilka wcześniej wspomnianych. Jej wisienki pożera się niczym tytułowe owoce – czasem trafiamy na kwaśniejszy okaz, ale i tak nie potrafimy przestać ich smakować. I znajdujemy tu coś dla siebie – nawiązania do współczesnej (pop)kultury, bezwstydny humor, Williama o lepkim… dotyku. Może właśnie w tym tkwi urok tej serii – w jej niedoskonałości i grotesce? 

Jej wisienki to lekka i niewymagająca lektura, która zachwyca i zawodzi jednocześnie. Mój stosunek do tego tomu jest bardzo ambiwalentny, ale nie mogę zaprzeczyć jednemu – świetnie się przy tej książce bawiłam! Jeśli szukacie lektury z jajem, do odmóżdżenia się i zarumienienia – jest ona strzałem w dziesiątkę! Nie mogę doczekać się kolejnego tomu – Jego babeczki. Mam nadzieję, że tym razem autorka wykaże się talentem Hailey i upichci nam coś przepysznego!

5 komentarzy:

  1. Jakoś nie potrafię przekonać się do tej serii. Rzadko sięgam po erotyki, ale od czasu do czasu mam na nie ochotę, jednak mam wrażenie, że wszystkie są do siebie podobne - ciężko jest mnie czymś jeszcze zaskoczyć.

    OdpowiedzUsuń
  2. O ile opis i recenzja poprzedniej części "Jego banan" bardzo zachęcały, to ta część już mniej. Wydaje się być bardziej oklepana. Mogę się mylić, bo pierwszej części nie czytałam, pamiętam o niej z tutejszej recenzji, nie miałam okazji przeczytać, niestety moja biblioteka raczej czegoś takiego nie zamówi. Lubię erotyki, ale takie bardziej ze smakiem, Jego banan mnie ciekawił bo wydawał się taki, że bawi do łez, a jej wisienki mam wrażenie, że już tego sukcesu nie odniosą. I nawiązując do recenzji to rzeczywiście, dziewictwo nie powinno być powodem do wstydu a często jest piętnowane nie wiadomo dlaczego. A ten drugi fragment, jest żenujący, rzeczywiście "żenua", tekst jakiegoś napalonego nastolatka, dobrze wiedzieć, że w tej książce są takie kwiatki. Wiem, czego się spodziewać, jak będę miała możliwość to przeczytam ale żebym miała wielką ochotę na tę książkę, to nie bardzo, już kolejna część jej babeczki może będzie ciekawsza.

    OdpowiedzUsuń
  3. O kurczę, nie wiem, czy bym to zniosła – wnioskując po podanym fragmencie. Po prostu nie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj chyba poprzedni tom cieszył się u Was lepszą opinią, i chociaż nie czytam erotyków to chętnie nadrobiłabym oba tomu. Kiedy to nastąpi? Absolutnie nie wiem, ciągle mi brakuje czasu. Mimo to, że książka dostała tylko 5/10 to w recenzji na szczęście nie ma wielkiego rozczarowania, książka czasami zawodzi, ale chwała za humor i dobrą zabawę podczas jej czytania. Zamieszczone fragmenty faktycznie trochę zniesmaczają, jestem ciekawa jak one wypadają na tle całej książki. Jeśli ma to być lekka i niezmuszająca do głębszych przemyśleń literatura, to warto po nią sięgnąć chociażby dla samego relaksu. Jedyne czego nie mogę zdzierżyć, to te tytuły :D banan, wisienki, w następnym tomie będzie babeczka... aż się chce założyć etui na książkę, aby nikt tego nie widział :D Nie wiem czy sama kupię sobie te książki (może znajdę dobrą promocję), abo dostanę je w prezencie. Jeśli już wpadną w moje ręce, chętnie przeczytam coś innego niż do tej pory i trochę się pośmieję :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak tu się nie można uśmiechnąć, znowu mamy dwuznaczność dzięki której będę postrzegała owoce czy przedmioty nie tak jak poprzednio. "Jej wisienki" prosta lektura, która sprawi nam radość a także zrobimy kwaśne miny kiedy będziemy czytać niektóre fragmenty książki ale kto lubi nieskomplikowane historie skusi się na Wiśnie pomimo kwaśności. Jeśli chodzi o dziewictwo nie powinno być powodem do wstydu teraz, kiedy niekiedy dzieci rodzą dzieci czy to źle że niektóre dziewczyny chcą dochować 'czystość". Jestem ciekawa kolejnej części Penelope Bloom, ale nie spieszno mi przeczytać tej części może kiedyś......

    OdpowiedzUsuń