wtorek, 10 lipca 2018

Sandi Lynn - "#Delete"

Autor: Sandi Lynn 
Tytuł: #Delete
Wydawnictwo: Amber
Data wydania: 2018
Ilość stron: 272
Ocena: 6/10
PATRONAT KSIĄŻKOWIRU

Opis:
Po kilku nieudanych związkach młoda fotograficzka wymyśla projekt #Delete i pisze o nim na swoim blogu. Chce pokazać kobietom, jak powinny się zachowywać, kiedy facet je lekceważy – po prostu trzeba wyrzucić go ze swojego życia. Ale jeden sms, który wysyła na niewłaściwy numer, stawia jej życie na głowie. A ona zaczyna się bać, że może złamać własne zasady, których uczy inne dziewczyny...

„Mężczyźni. Totalne dupki, jeśli chodzi o traktowanie kobiet. Co do jednego.
»Zaesemesuję do niej, jak będę miał chwilę, jutro czy pojutrze. Albo popojutrze, i niech się cieszy«.
»Może zadzwonię do niej za parę dni. Żeby nie pomyślała, że jesteśmy ze sobą zbyt blisko«.
»Lubię ją, ale nie jest moim głównym priorytetem, ani nawet średnim. I tak będzie zawsze pod ręką, jak zechcę się do niej odezwać. Więc spokojnie...«

Po kolejnym nieudanym związku wyznaczyłam sobie misję: pomóc kobietom odzyskać kontrolę nad życiem i uwierzyć w siebie, kiedy facet, który im się podoba, je olewa. Chciałam dać im do rąk potężną broń: projekt #Delete.
Facet ulotnił się jak duch? #Delete
Zbierał się dwa tygodnie, żeby ci odpowiedzieć na jedno proste pytanie w esemesie? #Delete
Obiecał, że zadzwoni za kilka dni, a potem zaginął w akcji? #Delete
Odwołał randkę pół godziny wcześniej? Albo, co gorsza, po prostu się nie zjawił? #Delete

Nazywam się Eloise Moore i to jest moja historia o tym, jak projekt #Delete i jeden wściekły sms wysłany na niewłaściwy numer zmieniły na zawsze moje życie...”

Recenzja:

Ja uwielbiam czytać lekkie pozycje niezależnie od pory roku, ale wiem też, że niektórzy z Was czytają je tylko wtedy, gdy jest lato - które zresztą niedawno nadeszło. Jeśli szukacie więc teraz czegoś, co czyta się szybko i przyjemnie, to zdecydowanie coś takiego dla Was mam, bo "#Delete" to powieść, którą pożera się wzrokiem, z wielkim uśmiechem na twarzy, ale jednocześnie przy zapoznawaniu się z treścią tej historii za bardzo nie trzeba się wysilać i myśleć nad tym, jak tu sensownie połączyć wątki - to w końcu nie jest kryminał, tylko coś w stylu romansu - chociaż okładka przywodzi na myśl bardziej erotyk, a wydawca umieścił tę pozycję w kategorii literatury obyczajowej. Przejdźmy jednak do konkretów, bo pewnie to Was najbardziej ciekawi!

Główną bohaterką tej książki jest Eloise Moore - fotografka i blogerka, która wielokrotnie była zraniona przez wielu facetów. Dziewczyna zastanawia się, czy to z nią jest coś nie tak, czy chodzi po prostu o typków, których napotyka: wie jednak, że istnieją wyjątki, bo patrząc na małżeństwo jej rodziców widzi, że istnieje miłość aż do grobowej deski. Eloise ma także kilka przyjaciółek, których życie miłosne różnie się układa, a do tego wszystkiego na blogu o tematyce randkowo-miłosnej, który prowadzi, coraz częściej zaczynają pisać kobiety z różnymi problemami... Podsumowując to wszystko, a także to, że facet, z którym aktualnie spotykała się Eloise ją wystawił, w głowie bohaterki zrodził się pomysł na projekt #Delete. 

Kiedy Eloise decyduje się na to, żeby skasować numer chłopaka, który zaczął traktować ją jak zabawkę, wszystko wskazuje na to, że naprawdę poważnie zaczęła zabierać się za swój projekt, ale chwilę później stwierdza jednak, że napisze do niego wiadomość z wyjaśnieniem, że jest dupkiem i właśnie zastosowała na nim #Delete: numer telefonu odtwarza oczywiście z pamięci. Wiadomo - myli się i nie trafia on do odpowiedniej osoby. Chwilę później otrzymuje jednak wiadomość od faceta, którego nie zna, a którego najwidoczniej śmieszy cała ta sytuacja. Szybko nawiązuje się między nimi nić porozumienia i takim sposobem zostają swoimi wirtualnymi przyjaciółmi - którzy sporo o sobie wiedzą, a jednak w życiu się nie spotkali.

Za drugą stroną telefonu siedzi natomiast mężczyzna, z którym nawet ja chętnie bym się umówiła - przystojny, ambitny i pomysłowy, pomimo tego że wiele trzeba by skupił się tylko i wyłącznie na jednej dziewczynie. O tej jednej: którą tak dobrze poznał przez telefon nie może jednak przestać myśleć. Los jednak lubi płatać figle i szybko się okazuje, że poznaje on w barze upartą ślicznotkę, która jakoś nie bardzo chce się z nim umówić - a jego serce jakoś szybciej zaczyna bić już nie tylko wtedy, kiedy przychodzą do niego smsy od tajemniczej dziewczyny.

To jest według mnie bardziej romans niż cokolwiek innego, bo wątek miłosny jest silnie zaakcentowany, więc jeśli macie ochotę na coś, co sprawi, że spędzicie miło czas, to zdecydowanie powinniście sięgnąć po "#Delete". Autorka jest znana z tego, że pisze bardzo prostym językiem, a jej fabuły nie są jakoś mega skomplikowane: po prostu dużo w nich emocji i w sumie łatwo wniknąć w świat, o którym akurat się czyta. Sandi Lynn nie zaserwuje Wam zbyt skomplikowanych wątków i relacji i jest raczej fanką zwięzłych opisów, ale ja zdecydowanie ją lubię i to kolejna książka, po którą sięgnęłam, a która wyszła spod jej ręki. Przy jej powieściach można się odprężyć i tego się jej nie da odmówić.

Powiedziałabym, że sporo się tu dzieje, chociaż tak naprawdę chodzi o relacje między Eloise i jej tajemniczym nieznajomym, to jednak akcja szybko się rozwija i czytelnik nie jest w stanie się za bardzo nudzić. Bardzo podobały mi się niektóre akcenty, bo się pozytywnie zaskoczyłam: zakładałam, że autorka napisze coś schematowo, co byłabym w stanie zgadnąć po tylu latach czytania, a tu jednak nie, napisała coś inaczej, czego całkowicie się nie spodziewałam! Do tego wszystkiego było jeszcze kilka niezwykle romantycznych scen, przy których aż mocniej biło mi serce, bo sama zdecydowanie chciałabym przeżyć coś takiego - więc miło chociaż o czymś takim poczytać.

Jak wspomniałam w pierwszym akapicie - wydawnictwo napisało, że jest to książka obyczajowa (bo umieścili ją w takiej kategorii zarówno na swojej stronie, jak i na stronie księgarni internetowych), ale okładka, którą stworzył jakiś "genialny" grafik przywodzi na myśl jakiś tandetny erotyk, po który nawet nie chce się sięgać - szkoda, bo to trochę ujmuje tej powieści. Jasne, autorka znana jest z tego, że często pisze jakieś takie erotyki i dlatego ludzie ją czytają i kupują, bo z tym ją już kojarzą i na tym wyrobiła sobie markę, ale teraz to jest inny gatunek: bardziej słodki romans i powinien mieć on odpowiednią dla siebie oprawę graficzną, żeby nie zmylić czytelnika.

Podsumowując - to fajny, ciekawy i wciągający romans. Ma intrygujący motyw przewodni i zdecydowanie ten zabłąkany sms jest też ciekawszy niż wpadnięcie na kogoś w barze po pijaku (co się w tego typu książkach często zdarza). Oceńcie sami, czy chcecie przeczytać, ale ja polecam. Nie żałuję czasu, który spędziłam przy tej pozycji i na pewno sięgnę po kolejne powieści tej autorki. Tylko naprawdę, nie oceniajcie tej pozycji po okładce!


7 komentarzy:

  1. Dzięki Tobie będę pamiętać o tej pozycji, kiedyś może sięgnę. Faktycznie, namieszali z kategorią i okładką, która im totalnie nie wyszła - nie wiem, czy może być coś gorszego i bardziej odpychającego niż fatalna okładka, a treść świetna.

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam takie książki, lekkie romanse, które aż przyprawiają o szybsze bicie serca. Okładka, faktycznie, przywodzi na myśl, że będzie to jakiś pikantny erotyk, sprawia wrażenie, jakby grafik kompletnie nie wiedział o czym jest ta pozycja i stwierdził, że skoro autorka znana jest z erotyków to i taką okładkę po raz kolejny zafunduje. Trochę kiepsko, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że Wydawca uznał, że najlepszą kategorią dla tej książki będzie literatura obyczajowa. Kompletnie tego nie rozumiem. Ale wracając do samej recenzji... Bardzo mnie zachęciłaś do tego, aby sięgnąć po tę książkę i z pewnością to niedługo zrobię. I jestem pewna, że nie będzie to czas stracony, a że będę się świetnie bawić :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaintrygowana jestem projektem #dalete jak i samą główną bohaterką. Co więcej: sama chętnie wzięłabym udział w takim projekcie. Ta książka wydaje mi się doskonałą lekturą na ten upalny czas, kiedy męczy nas ta bezwzględna przygoda. To taki swego rodzaju wakacyjny romans czytelniczy. Eloise ma problem z mężczyznami jak wiele z kobiet, dlatego myślę, że ją polubię i miło spędzę czas podczas czytania. Z pewnością jej historia mnie nie zanudzi. Świetny i oryginalny pomysł na nową znajomość, który wprowadziła autorka zapewnia interesującą przygodę, pełną humoru i nieskomplikowaną, od której nie chce się odrywać. Już niedługo będę miała okazję przeczytaćwiczenia tę książkę, z czego bardzo się cieszę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedy zobaczyłam okładkę książki w zestawie za aktywny czerwiec pomyślałam, że kolejny erotyk tej autorki jest do wygrania. Przyjęłam to raczej obojętnie. A tutaj okazuje się, że to fajny romans bez wymuszonych "scen łóżkowych". No i moja obojętność zmieniła się w ciekawość. Dzisiejsze romanse traktuje z przymrużeniem oka, coś na wzór baśni o Kopciuszku. Ale lubię sobie poczytać między jedną a drugą "ambitniejszą" pozycją, a tym bardziej, że akcja książki nie jest stagnacją, a szybko rozwijającą się historią. Na dodatek autorka stara się uciec od utartych schematów, co pobudza moją ciekawość. Wpisuję na listę książek sprzyjających zresetowaniu czytelniczemu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Okładka za bardzo nie zachęca po sięgnięcie za książkę, ale opis intryguje. Ja w każdą porę roku sięgam po takie lekkie, przyjemne i mało skomplikowane. "#Delete" wydaje się miłą odskocznią od dnia codziennego, książka która wywołuje uśmiech, poprawia nastrój jest najlepsza na koniec dnia. Sandi Lynn stworzyła bohaterkę, która ma dość facetów, którzy nie starają się, zaniedbują swoje panterki i stworzyła blog, fajny pomysł na książkę i jestem ciekawa rozwoju sytuacji między Eloise i Christianem. Książka trafia na listę do przeczytania.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo lubię Sandi Lynn. Jej książki zawsze poprawiają mi humor. Co prawda wydawnictwo Amber znowu nie popisało się z okładką, ale może chociaż treść to wynagrodzi.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeśli chodzi o okładkę, to nie spodziewałam się nawet innej :D Wydawnictwo, a raczej ich grafik, ma tendencje do tworzenia bardzo słabych i nie rzadko brzydkich okładek. No i ma chyba upodobanie do pół gołych ludzi :D Jeśli zaś chodzi o książkę, to przeczytam bardzo chętnie. Kiedyś czytałam jakąś jedną z pierwszych u nas wydanych książkę autorki i choć pomysł fajny, to akcja pędziła za szybko. Mimo to bardzo chcę dać poznać inne jej tytuły, a powyższa zapowiada się bardzo przyjemnie i lekko :)

    OdpowiedzUsuń