niedziela, 17 czerwca 2018

Wywiad z Krystyną Chodorowską


Ostatnio miałyśmy przyjemność, by patronować powieści Triskel: Gwardia Krystyny Chodorowskiej, która ukaże się nakładem wydawnictwa Uroboros już 20 czerwca. Już niedługo na naszym fp będzie szansa na zgarnięcie tej świetnej książki w konkursie, a w oczekiwaniu na niego zapraszamy do przeczytania wywiadu z autorką. Dowiecie się z niego czegoś o tym, czym zajmuje się na co dzień, jak narodził się pomysł na Triskel, a także tego, że przed kolejnym tomem musimy być gotowi na wszystko! :D 
Więcej dowiecie się po przeczytaniu wywiadu zamieszczonego poniżej! 
Zapraszamy :D


fot. Jarosław Poliwko
Krystyna Chodorowska – polska pisarka, tłumaczka literatury fantastycznej i programistka. Członkini Sekcji Literackiej Śląskiego Klubu Fantastyki. Autorka opowiadań takich jak m.in. Kre(jz)olka (ukazało się w 2014 r. na łamach „Nowej Fantastyki”, zostało nominowane do Nagrody Zajdla) czy Ścieżki mamy we krwi (nagrodzone w konkursie „Dzieje się. Fantastyka zaangażowana społecznie”). Triskel: Gwardia to jej debiut powieściowy.

Zacznijmy od początku, niech Pani opowie naszym czytelnikom coś o sobie. Kim na co dzień jest Krystyna Chodorowska?

Na co dzień pracuję w firmie farmaceutycznej, w dziale sztucznej inteligencji. Co prawda, nigdy nie zaprogramowałam żadnego androida, nawet żadnego czworonożnego robota, zazwyczaj zajmujemy się usprawnieniem analiz – na przykład wykrywania niepożądanych objawów działania leku – ale jest w tym coś fascynującego, takie połączenie pracy programisty, językoznawcy, matematyka i detektywa. Z urodzenia jestem dzieckiem miasta, całe życie mieszkałam w blokach, i może dlatego na urlopie wolę zwiedzać miejsca słabo zamieszkane, niegościnne i zimne. Poza tym lubię różne drobne przyjemności: spódnice z kieszeniami, swetry z guzikami, uczenie się nowych rzeczy, jazdę na rowerze, RPG, gry planszowe, koncerty i wafle ryżowe.

Ma Pani na swoim koncie wydanych już kilka opowiadań, ale Triskel: Gwardia to Pani debiut powieściowy. Zarówno opowiadania, jak i książkę możemy zaliczyć do szeroko pojmowanej fantastyki. Od zawsze czuła się Pani najlepiej w tym gatunku?

Trudno powiedzieć, czy najlepiej, bo za bardzo nie próbowałam pisać w jakimkolwiek innym. Ale przyznam się, że pierwszą powieścią, stworzoną, żeby się przekonać, czy potrafię napisać coś dłuższego od opowiadania, była powieść obyczajowa, bez śladu fantastyki opowiadająca, między innymi, o perypetiach niedofinansowanych  i lekko zdesperowanych naukowców. Ponieważ zawierała sceny mocno inspirowane życiem na uczelni, na wszelki wypadek postanowiłam wydać ją pod pseudonimem, a akcję umieściłam w innym kraju.

A dlaczego w ogóle zaczęła Pani pisać?

Historie, które miałam w głowie, domagały się opowiedzenia.

Kiedy i w jakich okolicznościach narodził się pomysł na Triskel?

Podczas kampanii RPG, gdzie przez półtora roku wraz z trójką innych graczy wcielaliśmy się w role postaci obdarzonych nadludzkimi mocami było to zaraz po sukcesie pierwszych filmów Marvela i wszystkich wzięła nostalgia za dzieciństwem i komiksami. Co ciekawe, większość naszych najbardziej dramatycznych sesji, takich, z których wychodziło się na miękkich kolanach, nie skupiała się na walkach czy kolejnych katastrofach zagrażających światu, tylko na osobistych wyborach, mocno osadzonych w historii naszych postaci i chyba wtedy po raz pierwszy zdałam sobie sprawę, że najlepsze historie o superbohaterach to te, które w gruncie rzeczy nie opowiadają o mocach, tylko o ludziach.  Postanowiłam sprawdzić, czy uda mi się to oddać w tekście.

Jest Pani także tłumaczką literatury fantastycznej. Może Pani porównać co jest trudniejsze: przekładanie czyjejś wizji na nasz język, czy może przelewanie własnej wyobraźni na papier?

Tłumaczenie – przynajmniej dla mnie – jest jak szukanie w skrzynce właściwych narzędzi i naprawianie nimi zepsutego urządzenia, pisanie jest jak zbudowanie go od zera. Pierwsze jest łatwiejsze i daje większą pewność, że się uda, drugie daje więcej satysfakcji (jeśli się uda).

Czy są jakieś osoby, które inspirowały Panią do pisania?

Tak. Pierwsza z nich osobiście odpowiada za pomysł, że Triskel mógłby stać się czymś więcej niż pojedynczą scenką (rewolucyjny dla mnie, bo ja nie wybiegałam myślą aż tak daleko), druga przez dwa lata regularnie dopytywała się, czy już wysłałam propozycję do tego czy innego wydawcy.

Ma Pani swoich ulubionych autorów, ulubione tytuły?

Kiedy wyprowadzałam się z domu na studia, zabrałam ze sobą pięć książek. Były tam: „Władca pierścieni” Tolkiena (przeczytałam go, mając osiem lat; ja byłam mała, a Tolkien wielki, kombinacja tych dwóch elementów sprawiła, że już nigdy nic innego nie zrobiło na mnie  takiego wrażenia), „Neuromancer” Williama Gibsona, „Czarnoksiężnik z archipelagu” Ursuli LeGuin, „Wędrówki po Internecie” J.C. Hertz (zestarzało się razem z usenetem, ale wtedy każde zdanie było o mnie) i „Zamieć” Neala Stephensona. Gdybym znów musiała się wyprowadzić gdzieś, gdzie nie byłoby dużo miejsca, pewnie dołożyłabym do tego kilka rzeczy, których wtedy jeszcze nie znałam, jak „Stan wyczerpania” Grega Egana, „Krakena” Chiny Miéville'a i „Ślepowidzenie”  Petera Wattsa.

W Triskel mamy całą gamę odmiennych charakterów. Sinead, Burza, Duncan… czy charakter którejś z postaci jest inspirowany osobą z Pani otoczenia? Lubi Pani wplatać bardziej osobiste nitki, czy raczej ich Pani unika?

Triskel jest specyficzny, ponieważ uwielbiam wykorzystywać istniejące miejsca i rzeczy, które przeżyłam, lub widziałam i robię to bardzo często... wszędzie, tylko nie tutaj. W przypadku opowiadań najczęściej piszę SF bliskiego zasięgu i tam aż się prosi o odwołania do naszej rzeczywistości, ale to z założenia miał być świat alternatywny, dlatego żeby uniknąć automatycznych przełożeń, wolałam wszystko wymyślać specjalnie dla niego. Z drugiej strony, jak wspomniałam wcześniej, historia zaczęła się od sesji RPG, gdzie wydarzenia wprawdzie są fikcyjne, ale emocje graczy są prawdziwe. A zatem „osobiste nitki” są tu prawie nieistniejące, albo bardzo silne, zależy z której strony spojrzeć.

Jakie rzeczy uważa Pani za plusy, a co nie jest przyjemne w pracy pisarza? 

Nie wiem, czy mogę się wypowiadać o pracy pisarza, bo nie jestem zawodowym pisarzem. Dla kogoś takiego jak ja, kto siada do pisania książek dopiero po pracy, najczęściej wieczorem, najtrudniejsze jest chyba to, że trzeba się bardzo pilnować, żeby ta godzina w ogóle zaistniała. Nie ma wymówek czy usprawiedliwień, nieważne, że jesteś zmęczona, że wolałabyś porobić coś innego, nieważne, że próbujesz i ci nie idzie, zaciśnij zęby i pisz, a jak wyjdzie bardzo złe, to poprawisz w sobotę. Z rzeczy przyjemnych – najlepszy jest chyba ten moment, gdy inni zaczynają czytać gotowy tekst: najpierw ktoś zaprzyjaźniony, potem redaktorzy w wydawnictwie, w końcu czytelnicy i wszyscy jakoś reagują na to, co przeczytali... dopiero wtedy można na dobre uwierzyć, że historia wyruszyła w świat i że istnieje już nie tylko w mojej głowie.

Po tym, jak zakończyła się Gwardia, możemy sobie co nieco wyobrażać odnośnie przyszłych przygód bohaterów, ale przede wszystkim obawiać się tego, co Pani dla nich planuje w drugim tomie…  Możemy się trochę uspokoić, czy lepiej być przygotowanym na wszystko?

Doświadczony czytelnik jest zawsze gotowy na wszystko! A poważnie: stawka robi się coraz wyższa, decyzje bohaterów mają konsekwencje, których echo rozchodzi się po świecie. W kolejnym tomie zdecydowanie nie będzie im łatwo... ale w końcu nie trafiło na amatorów ;)

A najbliższe plany książkowe? Może Pani nam zdradzić czy będzie to właśnie kolejna część Triskel, a może coś nowego?

Planuję zakończyć ten cykl, zanim wezmę się za coś innego: po pierwsze dlatego, że lubię swoich bohaterów i głupio bym się czuła, zostawiając ich w sytuacji, gdzie ich osobiste marzenia wydają się bardziej odległe od obcych światów (bo z nich co chwila coś wyłazi), a do tego pewna grupa osób i instytucji chce ich zabić, a przynajmniej wykorzystać do niecnych celów. Prace nad drugą częścią są już dość zaawansowane, a doba ma śmiesznie mało godzin, przez co nie daję rady pracować nad więcej niż jedną powieścią naraz. Za to czasem potrafię zagłuszyć wyrzuty sumienia i oderwać się na tyle, żeby napisać krótkie opowiadanie i one – mam nadzieję – będą się ukazywać regularnie.

Gdyby miała Pani okazję na jeden dzień stać się postacią z Triskel, kogo by Pani wybrała i dlaczego?

Ha, trudny wybór! Wiele dałabym za to, żeby móc samej wypróbować, jak działa moc Sinead, ale z drugiej strony, za duże byłoby ryzyko, że trafię na bardzo typowy dzień z jej życia, kiedy akurat nie było żadnej ciekawej akcji, za to na uczelni dowiedziała się, że zawaliła ważne zaliczenie, plany fundacji znów poległy w starciu z miejscową biurokracją, a na ulicy usłyszała za plecami jakieś obraźliwe komentarze. Dlatego pewnie wybrałabym Burzę: jest bardzo inteligentna i ciekawa świata, do tego dostała okazję, by zrobić coś, co było moim niespełnionym marzeniem – wyjechać na zagraniczne stypendium do jakiegoś odległego kraju i móc go w spokoju poznawać, nie martwiąc się o pracę czy mieszkanie. Wprawdzie jest tam obca, nie rozumie miejscowych i czasem popełnia gafy, ale ta obcość nie budzi niechęci, raczej zaintrygowanie.

A jeśli miałaby Pani możliwość, by posiąść jedną z mocy swoich bohaterów… która by to była i czemu? Czy może wolałaby Pani jakąś całkowicie odmienną zdolność?

Moce moich bohaterów nadają się przede wszystkim do walki bezpośredniej, co w ich sytuacji jest bardzo dobre, a w mojej nie takie ważne, dlatego dla siebie wybrałabym chyba moc adaptacji do zmieniających się warunków. Ktoś mnie ściga? Potrafię biec szybciej niż kiedykolwiek. Bójka? Skóra błyskawicznie twardnieje. Pożar w budynku? Robię się żaroodporna, mogę nawet wrócić i sprawdzić, czy ktoś nie został wewnątrz. Katastrofa samolotu nad oceanem? Wyrastają mi skrzela. Nowa praca wymaga znajomości SAS? Dajcie mi pół godziny.

Na sam koniec: jak krótko zachęciłaby Pani czytelnika do sięgnięcia po Triskel?

Gdzie tkwi wasza lojalność? Czy istnieje rzecz, dla której zrobicie wszystko, czy są granice, których nie przekroczycie? Ta książka opowiada o ludziach, którzy jeszcze tego nie wiedzą... a podnoszą kilka ton jedną ręką.

Bardzo dziękuję za wywiad! Życzę kolejnych książkowych sukcesów i stale powiększającego się grona wiernych czytelników! :)

Dziękuję i odwzajemniam życzenia dotyczące czytelników!

4 komentarze:

  1. Bardzo ciekawa osoba! :) No i szanuję za podejście - najpierw kończę jeden cykl, a później myślę o innych książkach ;) Wiadomo, czasem po dłuższym okresie, kolejny tom cyklu może zyskać niczym stare wino, ale jednak wychodzę z założenia, że człowiek cały czas się zmienia, więc i styl pisarski czasem może ulec takiej zmianie - a nie ma nic gorszego niż jakaś niespójność w cyklu książkowym! Gdzie ma się wrażenie, że poszczególne tomy były pisane przez różne osoby...

    I jak już pisałam wcześniej pod recenzją książki tej autorki, strasznie chcę ją przeczytać! Więc zdecydowanie będę się czaić na ten obiecany konkurs! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawa osoba i bardzo zajęta. Zawód Pani Krystyny Chodorowskiej intrygujący i nieszablonowy. Po wywiadzie aż chce się wziąć książkę "Triskel" i ją przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Moc adaptacji do zmieniających się warunków! Zachwyciło mnie to,też bym tak chciała. Świetny, nieszablonowy pomysł. Jestem też ciekawa, co to za książka wydana pod pseudonimem, może gdzieś się na nią natknę. Chętnie przeczytam "Triskel" i kolejne tomy także. Autorce życzę samych świetnych pomysłów, siły i by doba była jak najdłuższa.

    OdpowiedzUsuń
  4. Po tylu słowach od samej autorki, nie potrzeba już recenzji ;-) i dodatkowych zachęt, by sięgnąć po Triskel. A taka moc adaptacji bardzo by mi się przydała. Najpierw pach i czytam bardzo szybko, potem pach i zarabiam bardzo dużo, i znowu pach i kupują mnóstwo książek, które sama taszczę do domu, i znowu pach i przeczytane.... Fajnie :-) . Cieszę się, że są ludzie, dla których pisanie jest pasją ( bo "historie, które miałam w głowie, domagały się opowiedzenia."), a nie zawodem. Gratuluję i czekam na jeszcze...

    OdpowiedzUsuń