środa, 28 marca 2018

Karty do angielskiego - FORBIDDEN WORDS

Tytuł: FORBIDDEN WORDS
Wydawnictwo: Macmillan
Data wydania: 2018
Ilość kart: 80 kart = 320 haseł
Stopień znajomości języka: poziom maturalny (B1/B2)

Opis:

Dzięki zaadaptowaniu popularnej gry karcianej Taboo nauka słownictwa maturalnego zamienia się w rozrywkę i przyjemność. Gra Forbidden Words w pełni angażuje uczniów do nauki i mobilizuje do korzystania nie tylko z posiadanej wiedzy, lecz także do użycia wyobraźni i do inwencji twórczej. Ułatwia przełamanie bariery w mówieniu i zmniejsza związany z nią stres, dzięki czemu doskonale sprawdzi się jako jeden z elementów treningu do matury ustnej.

Recenzja:

Angielski znam bardzo dobrze, ale na studiach nie jest mi z nim po drodze, bo mój czas wolny zajmuje nauka innych rzeczy, w związku z czym nie mam czasu na doszkalanie i doszlifowywanie swoich umiejętności z zakresu języków obcych. Kiedy tylko zobaczyłam te karty, wiedziałam, że muszę je mieć, bo w fajny sposób rozruszają one moje umiejętności. Dzięki temu, że moja młodsza siostra uczy się teraz także słownictwa z tego poziomu, wiedziałam, że miałabym się z kim pobawić - ba, przecież mogłabym sobie pograć nawet z przyjaciółkami i nie musiałabym tym razem wyciągać Chińczyka, czy Warcabów, kiedy przyszłyby one do mnie, a nie miałybyśmy akurat ochoty na plotki, czy oglądanie serialu na Netflixie.

Karty "Forbidden words" polegają na tym, że na danej karcie mamy słówko, które dana osoba musi odgadnąć, a my musimy je opisać. Tuż pod słowem głównym mamy więc wyrazy, których nie możemy użyć. Przykład, który na szybko przychodzi mi do głowy? "Hasło główne: girl, zabronione słowa: boy, dress, cosmetics". Po prostu musimy tak myśleć i kombinować, żeby nie wypowiedzieć zabronionych słów, a naprowadzić naszych towarzyszy, czy tam towarzysza, na to, jakie słowo mamy na myśli. Oczywiście poziom tych fiszek jest odpowiednio trudniejszy, żeby można było trenować słownictwo na maturę ustną z angielskiego - niech rzuci kamieniem ten, komu nigdy żadne słówko nie wyleciało z głowy. Po zabawie w taki sposób można opisać to słówko bez konieczności podawania go - cudownie, nie?

Właśnie teraz zauważyłam, że na stronie wydawnictwa jest pokazana masa innych sposobów na grę: że mamy czytać te trzy słowa pod spodem i druga osoba ma kilka sekund na zgadnięcie hasła, albo, że nauczyciel podaje definicje jakiegoś słowa, a cała klasa je zgaduje. Niemniej jednak ja chyba wybrałam trudniejszą i ciekawszą wersję. Jak widzicie, karty są wielozadaniowe i można je używać na wiele różnych sposobów!

Karty są podzielone na odpowiednie rozdziały - jak człowiek, czy chociażby dom. Dzięki temu możemy najpierw uczyć się słownictwa z odpowiedniej kategorii, a później się sprawdzać. Bo wiadomo, nie samą nauką pamięciową człowiek życie. Nauka języka to też przede wszystkim mówienie i komunikacja. Książki nam tego nie dadzą, ale te karty to strzał w dziesiątkę! 

Fiszki są zrobione bardzo estetycznie, nie ma żadnego problemu z ich użytkowaniem, wszystko jest jasne i czytelne. Bardzo podoba mi się to, w jaki sposób są opracowanie i w jaki sposób zostało wybrane słownictwo - gdyż słówka wcale nie są czasem tak proste i oczywiste. Zdecydowanie polecam każdemu, kto chce zarówno potrenować swój język, jak i go sobie przypomnieć. Jeśli tylko masz problem z komunikacją, albo chcesz nauczyć się nowych zwrotów, te karty zdecydowanie są dla ciebie, bo szybko się w nich odnajdziesz.

Wiadomo jednak, że nie są to karty do samodzielnej nauki - trzeba mieć z kim w nie grać. Może to być jedna osoba, albo cała grupa, ale potrzebny jest ktoś, kto zna angielski na takim samym (lub lepszym) poziomie. Niestety, tego nie da się przeskoczyć. Zastanawiałam się, co by było, gdybym grała z kimś, kto zna język słabiej, ale nie potrafiłam sobie tego wyobrazić.

Podsumowując, te karty są cudowne. Można w nie grać długo i dobrze się bawić, a przy okazji uczyć się angielskiego. Są warte polecenia, a kosztują zaledwie piętnaście złotych. W odnośniku do wydawnictwa (poniżej) macie stronkę, gdzie można takowe zakupić. Na tej stronce możecie też zerknąć na to, jak wyglądają przykładowe karty. Mnie pozostaje tylko życzyć miłej gry, dużo zabawy i sporo kreatywności!

Za karty dziękuję Wydawnictwu Macmillan

4 komentarze:

  1. Teraz czekam na takie karty do nauki innych języków, np. do niemieckiego lub rosyjskiego. Myślę, że znajdą się też chętni na francuski, hiszpański czy włoski.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo fajny pomysł, najlepiej uczyć się przez zabawę

    OdpowiedzUsuń
  3. Pomysł mega,tak niemiecki by się przydał ,bo jakoś mi nie po drodze z nim.

    OdpowiedzUsuń
  4. Super pomysł, zabawa i nauka :)

    OdpowiedzUsuń