piątek, 7 lipca 2017

Julie Anne Long - "Gra o markiza"

Autor: Julie Anne Long 
Tytuł: Gra o markiza
Wydawnictwo: AMBER
Data wydania: 2017
Ilość stron: 352
Ocena: 8/10
PATRONAT KSIĄŻKOWIRU

Opis:

Plotkarska prasa nazywa go Lodowatym Lordem. Zimny i wyniosły Julian Spenser, markiz Dryden, otacza się wyłącznie tym co najlepsze: zarówno jeśli chodzi o stroje, konie i… kochanki. A teraz znalazł idealną narzeczoną, która wniesie mu w posagu utracone dziedzictwo Spenserów.
Lecz jego misterne plany rozsypują się jak zamek z piasku, gdy Julian poznaje damę do towarzystwa przyszłej żony. Piękna Phoebe o zagadkowym uśmiechu i prowokującej inteligencji jako jedyna potrafi przejrzeć markiza. Wzajemne nieodparte przyciąganie to dla nich tortura – słodka i niebezpieczna, bo poddanie się pożądaniu może oznaczać utratę wszystkiego...


Recenzja:

Ostatnio mam wrażenie, że jeśli natykam się na jakiś romans historyczny od AMBER, to okazuje się on całkiem niezłą lekturą. Tak też było w tym przypadku - w "Grze o markiza" się dosłownie zakochałam - nie, nie jest to wyolbrzymienie. Swoją drogą, wiecie jak trudno jest powstrzymywać napady śmiechu w pociągu? Jeśli nie, to jesteście prawdziwymi szczęściarzami i powinniście spróbować czytać powieść, którą dziś recenzuję, pośród tłumu ludzi. 

Główną bohaterką tej książki jest Pheobe, dwudziestodwuletnia nauczycielka w jednej z tych bardziej popularnych szkół, które znane są z niezwykłej dyscypliny i talentu do przekazywania wiedzy. Pheobe marzy o tym, żeby jednak wyrwać się z tego miejsca i pojechać gdzieś daleko - na inny kontynent, zwiedzając przy tym i przeżywając jakieś przygody. Dzieciństwo naszej głównej bohaterki nie było zbyt wesołe, co więcej, obstawia ona, że zostanie starą panną - w końcu kota już ma, a właściwie kotkę, która nazywana jest pomiotem szatana, gdyż miła jest głównie dla swojej właścicielki. 

Pewnego dnia Pheobe, zaczytująca się w magazynach plotkarskich, trafia na gwiazdę takowych - Lodowatego Lorda, Juliana, a właściwie markiza Dryden. Szybko okazuje się, że losy tej dwójki się splatają. Pheobe nie traktuje jednak Juliana jak siódmy cud świata - a wręcz przeciwnie, wiedząc, że zaleca się on do dziewczyny, którą sama kiedyś uczyła i której teraz dotrzymywała towarzystwa - była ona dla markiza bardzo sarkastyczna, wredna, a czasem po prostu jawnie sobie z niego żartowała. Wiecznie opanowany Julian, który w życiu kierował się zawsze tylko rozsądkiem, zaczyna powoli tracić rezon, nie do końca wie, jak się zachować, ale kiedy pozwala sobie na spontaniczność - okazuje się, że w jego życiu rozum zaczął liczyć się najmniej.

"Gra o markiza" to nie jest typowy, zwykły romans historyczny. To książka ze świetnie wykreowanymi bohaterami, którzy wydają się bardzo realistyczni i nie przypominają takich typowych sierotek, które po pewnym czasie stają się irytujące. Co więcej - powieść ta zawiera sporą dawkę humoru i niesamowicie gorących opisów, chociaż tak naprawdę do scen erotycznych nie dochodzi przez ponad połowę książki. Można więc powiedzieć, że da się wyczuć chemię i uczucia, bo autorka tak świetnie to tu opisała!

Julie Anne Long jest jedną z najlepszych autorek romansów historycznych, z jakimi miałam okazję się zetknąć. Chyba więc nikogo nie dziwi, że kolejna książka tej pisarki również znajdzie się pod naszym patronatem (wydawnictwo AMBER, sierpień 2017)? W każdym razie, dzięki jej lekkiemu stylowi, ciekawym, często humorystycznym dialogom, opisom, którym nie brak szczegółowości i dopracowania oraz umiejętności tworzenia wspaniałej atmosfery i przekazywania emocji czytelnikowi, po prostu się zakochałam w "Grze o markiza" i mam wrażenie, że wy też możecie się zatracić całkowicie w tej pozycji przy czytaniu. Musicie tylko dać tej książce szansę i zacząć czytać - reszta pójdzie z górki, nawet nie zauważycie, gdy dojdziecie do ostatniej kropki!

Jeśli chodzi o okładkę, to idealnie pasuje ona do książki i oddaje ona jej klimat - głównie dzięki temu kapeluszowi, który wbrew pozorom jest dosyć ważną częścią tej pozycji i pojawia się on tutaj kilka razy, w najbardziej kluczowych momentach. Oczywiście często pojawia się o w takich bardziej żartobliwych sytuacjach, aczkolwiek miło, że znalazł się on na grafice. Okładka bez tego kapelusza to zdecydowanie byłoby całkiem coś innego! 

Podsumowując, jeśli jeszcze nie czytaliście, to musicie przeczytać. Logo KSIĄŻKOWIRU na okładce powinno wam dodatkowo zasugerować, jak dobra to musi być powieść, skoro się na to zdecydowałyśmy! Tak więc, korzystajcie z lata i z niesamowitych książek, które mogą wam umilić ten czas. Jestem pewna, że odnajdziecie w "Grze o markiza" coś dla siebie i spędzicie z tą powieścią masę cudownych chwil! 

Pozycję tę dostałam od Wydawnictwa AMBER

1 komentarz:

  1. Nie przepadam za romansami historycznymi, ale jeśli jest aż tak śmieszna, to muszę się z nią zapoznać :)

    OdpowiedzUsuń