czwartek, 24 listopada 2016

Anna Fryczkowska - "Sześć kobiet w śniegu (nie licząc suki)"

Autor: Anna Fryczkowska 
Tytuł: Sześć kobiet w śniegu (nie licząc suki)
Wydawnictwo: Burda Książki
Data wydania: 2016
Ilość stron: 300
Ocena: 4/10

Opis:

Kilka samotnych kobiet w domu na odludziu. Bawią się nie najgorzej, choć wkrótce śnieżyca odcina je od świata. I nagle jedna z nich zostaje zamordowana. W sytuacji ostatecznej w bohaterkach budzą się głęboko skrywane urazy.
Sześć podejrzanych, mnóstwo butelek wina, a policja ciągle daleko. Tej nocy są zdane tylko na siebie, więc same będą musiały poprowadzić śledztwo.


Recenzja:

Ostatnimi czasy dość ciężko mi "kryminalnie" dogodzić, co niestety widać po pojawiających się wielu niepochlebnych recenzjach. Bardzo nie lubię krytykować aspirujących pisarzy, jednak czasem nie da się uniknąć wytknięcie błędu, których w przypadku "Sześciu kobiet w śniegu.." jest cała masa. 

Sama fabuła to wyśmienity materiał na historię taką jak wszystkie inne. Z podobnego konceptu korzystają autorzy od niepomnych czasów, bo czy może być coś bardziej niepokojącego niż wizja mordercy, który, siedząc obok ciebie, spokojnie sączy wino, słuchając o twoich problemach z mężem, a w międzyczasie obmyśla plan zbrodni doskonałej? Motyw przemielony na milion sposobów, a jednak ludzi ciągle straszy. Miał sprawdzić się również tutaj, jednak "Sześć kobiet w śniegu.." bardziej niż rasowy thriller przypomina dziecinną grę w kotka i myszkę.  

Pomijając tak wymowną reklamę, jakoby w autorkę wstąpił duch Agathy Christie, co zaowocowało powstaniem tej powieści, od aluzji do królowej kryminału roi się w treści. Nie tylko wspominane są jej dzieła, ale także mamy piękne spojlery, które są jako ten miód na me serce. Miałam wrażenie, że autorka miała w głowie milion pomysłów, które postanowiła wrzucić do książki, a niektóre nawet nieźle rokowały. Jednak zakończenie okazało się jednym wielkim nieporozumieniem po pierwsze ze względu na zbyt dużą inspirację wspomnianą już Christie, a po drugie na brak oparcia w świecie przedstawionym powieści. Wyjaśnijmy sobie, że kryminał musi kończyć się bombą, jednak nie ma wybuchu bez odpowiedniej ilości materiału zapalającego. Pani Fryczkowska miała przynajmniej kilka wątków, które mądrze poprowadzone, mogłyby skutkować niezłym zamieszaniem w głowie czytelnika, jednak zdecydowała się na najmniej wiarygodne wyjście z sytuacji. 

Muszę przyznać, że "Sześć kobiet w śniegu.." niestety czytało się dosyć ciężko ze względu na styl pasujący bardziej do romansu niż powieści kryminalnej. Zbyt dużo wymuszonego humoru i homeryckich porównań. Za mało budzących emocje opisów i wartościowych dialogów. Autorka przedstawiła "damskie wieczorki" w dość niekorzystnym świetle. Wszystkie sytuacje były bardzo przerysowane i po prostu nienaturalne. Same bohaterki również wpisywały się w ten dziwny koncept. Nie mogłam zdecydować, kto miałby być tytułową suką, było zbyt dużo kandydatek.  

Reasumując, muszę przyznać, że autorka jest dobrze rozeznana w dziełach Christie, ponieważ gołym okiem widać bardzo dosłowną inspirację takimi utworami jak "Karty na stół", "Morderstwo w Orient Expressie", "Zło czai się wszędzie" i oczywiście "I nie było już nikogo". Jako że znam wszystkie wyżej wymienione, domyśliłam się, gdzie to wszystko zmierza w rekordowym tempie. A może to dlatego, że zaczynam myśleć jak psychopata? Miejmy nadzieję, że jednak to pierwsza opcja. 

Nie polecam tej powieści wielkim fanom królowej kryminału, ponieważ doświadczą podobnego rozczarowania, natomiast, jeśli nie czytaliście jej utworów i nie zrażają was podane przeze mnie wady, to przed tym, jak zabierzecie się w końcu za lekturę, bo inaczej dowiem się, gdzie mieszkacie, możecie dać szansę Fryczkowskiej.   

Wasza Ariada :)

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Burda Książki

1 komentarz:

  1. O nie, a ja tak liczyłam na ciekawy kryminał:( nawet mam tą pozycję na czytniku...
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń