wtorek, 24 marca 2015

Sara Leiss - "Klinika Pana B."

Tytuł: Klinika Pana B.
Autor: Sara Leiss
Wydawnictwo: Novae Res
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 308
Ocena: 7/10


Opis:

POWIADAJĄ, ŻE JEŚLI POSTRADAŁEŚ ZMYSŁY, TO POWINIENEŚ ICH SZUKAĆ W DOMU WARIATÓW.

Zrządzenie opatrzności kieruje M., młodego, zagubionego we współczesnej rzeczywistości lekarza, do tajemniczej kliniki. Złośliwy, ale zbójecko inteligentny karzeł, Księżycowy Kot i Trzy Cnoty Boskie to tylko niewielka część ekipy, z którą przyjdzie mu się zmierzyć. W tytułowym ośrodku pacjenci i terapeuci często zamieniają się rolami, a odpowiedzialny za cały ten burdel jest... No właśnie, kto?
Czy wrony jedzą kasztany? Jakie prawdy życiowe może zdradzić pająk pomieszkujący w twojej łazience? Czy warto kraść gołębie sąsiadowi i czy to prawda, że Anioł Stróż ma w nosie pierze? Na te i inne, znacznie trudniejsze pytania, będzie musiał znaleźć odpowiedzi główny bohater tej zabawnej książki.
„Klinika Pana B.” to utrzymana w surrealistycznym klimacie, wielowarstwowa i kontrowersyjna powieść, na pograniczu kilku gatunków. W dowcipny i inteligentny sposób podnosi istotne kwestie, odwołując się do ponadczasowych dylematów. Budzi nadzieje i niepokoi.



Recenzja:
Klinika Pana B. to książka, w której zarazem dzieje się wiele i niewiele. Jeśli miałabym w kilku zdaniach streścić fabułę, napisałabym tak: główny bohater, M. jest degeneratem, erotomanem i dentystą. Pewnego dnia podczas dyżuru trafia na mściwych pacjentów, którym nie spodobało się to, jak zostali potraktowani. Sprawa kończy się w sądzie, przed którym M. staje oskarżony o spożywanie alkoholu w pracy i molestowanie seksualne pacjentki. Pacjentka sama przyznaje, że jej nie molestował, ale w przypadku alkoholu brak twardych dowodów. M. zostaje wysłany na sześciotygodniowy odwyk do kliniki Pana B. Ale czy to wszystko dzieje się naprawdę? Czy K., dziewczyna M., jest realna? Więcej, czy jego kot Bond istniał naprawdę? M. poznaje w ośrodku wielu ludzi z problemami, poznaje też terapeutów – lepszych lub gorszych. Poza ośrodkiem zawiera znajomość z M. N. – skrót ten można łatwo rozszyfrować jako Matkę Naturę (która przy okazji chce zniszczyć całą ludzkość, bo nie podoba jej się to,  w jaką stronę zmierza). Ale kim jest Pan B.? Czy to Pan Bóg?
Książka jest utrzymana w surrealistycznym, trochę niesamowitym klimacie. Czasem czytelnikowi wydaje się, że z całą pewnością może stwierdzić – to, o czym czytam teraz, dzieje się w głowie bohatera. Ale czy na pewno?
Podobał mi się obraz kliniki, który stworzyła autorka. Wbrew pozorom był całkiem realny. Terapia grupowa, rozmowy z pacjentami, ich problemy, zachowanie – wszystko to wydawało się niezwykle prawdziwe… dopóki nie pojawiał się karzeł, który potrafił czytać w myślach i pająk, który dawał dobre rady. Och, był jeszcze D. – diabeł, za nim nie warto było podążać.
Porównania do prozy Kafki, o których można przeczytać w innych recenzjach, mogą być nieco odstraszające dla osób, które nie lubią surrealistycznej prozy. Ale Klinikę Pana B. czyta się szybko i bez większych zgrzytów. Co prawda ten „humor”, o którym można przeczytać o opisie, nie jest aż tak wyraźny, ale nadal, książkę czyta się dobrze i można to przypisać sprawności pisarskiej autorki. Z racji tego, że ukryła się pod pseudonimem, można tylko zgadywać, czy to debiut czy nie. Jeśli tak, bardzo udany.
Najbardziej nie podobało mi się urwane zakończenie. M. pozostaje w klinice, ale czy uda mu się wyzdrowieć? Tego dowiemy się z drugiego tomu, o ile kiedyś się pojawi.
Klinika Pana B. to dobra powieść, która porusza wiele egzystencjalnych tematów i często udziela odpowiedzi, których czytelnik wcale się nie spodziewał. Warto się z nią zapoznać.

Książkę dostałam od wydawnictwa Novae Res

2 komentarze:

  1. Oj nie, nie. Z pewnością nie odnalazłabym się w tej powieści, to zupełnie nie w moim stylu xD

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie mój klimat, zdecydowanie nie dla mnie i podziękuję:)

    OdpowiedzUsuń