czwartek, 17 kwietnia 2014

Evan Mandery - "Q. Ponadczasowa historia miłosna"

Autor: Evan Mandery
Tytuł: Q. Ponadczasowa historia miłosna
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Data wydania: 2012
Ilość stron: 363
Ocena: 7/10

Opis:

„Nie możesz poślubić Q…„

Co byś zrobił, gdyby ktoś kazał Ci zrezygnować z miłości Twojego życia?

A co, jeśli tym kimś… byłbyś Ty?

Na krótko przed planowanym ślubem z Q główny bohater spotyka samego siebie – ale starszego i doświadczonego. Tajemniczy gość udowadnia, że mające się wkrótce rozpocząć małżeństwo będzie początkiem lawiny nieszczęść… A to jedynie punkt wyjścia dla tej niezwykłej historii miłosnej. Tutaj przyszłość dynamicznie wchodzi w zakręty i zawiedziony, próbujący wypełnić ziejącą w duszy pustkę kochanek zmuszony jest do nieustannych zmian w swoim życiu, aby za nią nadążyć. Pośród mnóstwa zmiennych i nietrafionych decyzji jedyną stałą i punktem oparcia jest jego miłość do Q.
 

Recenzja:

Głównym bohaterem powieści jest niespełniony pisarz, człowiek, który chyba nie ma zbyt dużo szczęścia w życiu, obiektywnie rzecz biorąc. Spotyka miłość swojego życia, ale okazuje się, że nie może z nią być, ponieważ to sprawodzi na nich jedynie cierpienie. Zapowiada się ciekawie... dla osób, które uwielbiają łzawe opowiastki o życiu i nieszczęśliwej miłości. Ja do fanów takiej lietratury nie należę. Przekonał mnie inny aspekt książki. Podróże w czasie. Oczywiście, urozmaicony romans to nie to samo, co książka dla płaczek.

Pierwsze strony tej książki to była czysta porażka. Umierałam z nudów i gdy tylko zasiadałam do powieści, miałam zapewne minę, jak gdybym co najmniej szła na szafot. Mogę wyliczyć szereg wad, które koliły oko. 

Bohater został wykreowany strasznie mdło, nie miał swojego charakteru i zapewne szybko o nim zapomnę po przeczytaniu innych powieści. Mężczyzna nie ma swojego zdania, można nim pomiatać jak marionetką i dyrygować jego wyborami, które przecież zaważą na jego życiu. Kiedy spotyka samego siebie, zachowuje się jakby umówił się na obiad conajmniej z kimś nudnym i całkowicie normalnym. Przecież właśnie odkrył, że podróże w czasie będą możliwe! Próbuje się dowiedzieć o tym więcej, ale zdawało mi się, że to były takie grzecznościowe pytania. Bohater powinien być podekscytowany, zaskoczony, cokolwiek! On nie czuje nic, jest zupełnie nijaki. 

Q jest idealizowana. Wiadomo, że zakochany widzi świat przez różowe okluary, ale chyba to nie jest choroba zakaźna i nie przenika na innych. Tutaj niestety przeniknęło...

Kompletnie zero akcji. Nie liczę tutaj oczywiście opisów kolacji z okazji świąta Dziękczynienia, choćby nie wiem jak dynamiczna była dyskusja...

Jedynym plusem całej historii był niebanalny humor autora, który wprost zalewa nas śmiesznymi sytuacjami. Niektóre wymagają wprawdzie śmiechu przez łzy, jednak to była, jak dla mnie, zaleta książki.

W połowie powieści stała się rzecz niebywała. Pan Mandery chyba postanowił wziąć się w garść i uratować tylko to, co się dało z tej powieści. Akcja minimalnie nabrała tempa, nie wpłynęło to znacznie na historię, ale mimo to miałam wrażenie, że powieść stała się ciekawsza. Nasz bohater wreszcie zaczyna coś czuć. Dalej jest marionetką, ale na końcu czeka nas niespodzianka. Wałśnie dzięki niezwykle wzruszającemu końcowi dodałam jeden punkt do oceny. Uśmiech wreszcie zagościł na moich ustach na dłużej, kiedy przeczytałam ostatnie słowa.

Nie wiem, czy warto było przemęczyć 100 stron, aby wreszcie zacząć cieszyć się książką. Sami podejmijcie decyzję, czy chcecie poznać "Ponadczasową historię miłosną".

Wasza Ariada :)

Książę tę dostałam od Wydawnictwa Sine Qua Non

3 komentarze:

  1. Po treści recenzji spodziewałbym się raczej piątki niż siódemki w ocenie ;-) Książkę mam... wstyd przyznać, ale od dwóch lat. Chyba czas najwyższy się za nią zabrać. U mnie tak to już jest, kupuje coś podekscytowany, a potem tego nie czytam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Chciałam ją przeczytać, ale jakoś przeszła mi ochota...

    OdpowiedzUsuń
  3. Mialam przyjemnosc czytania tej ksiazki, abylo to dosc dawno temu i musze przyznac, ze niewiele z niej pamietam, a dokladniej mowic nic nie pamietam, wiec dzieki twojej recenzji co nieco sobie przypomnialam i nabralam ochoty na ponowne jej przeczytanie :)

    OdpowiedzUsuń