niedziela, 24 stycznia 2021

Aldona Skrzypoń-Powroźnik - "Prezes"

Autor: Aldona Skrzypoń-Powroźnik 

Tytuł: Prezes

Wydawnictwo: Feniks

Data wydania:  2020

Ilość stron: 225

Ocena: 3/10


Opis:

Jedno przypadkowe spotkanie potrafi wywrócić życie do góry nogami...
Matylda to rezolutna i charakterna córka znanego z pierwszych stron gazet miliardera Wiktora, która umie postawić na swoim. Szkoda tylko, że nie potrafi przekonać do miłości swego ojca. Wiktor to typowy "garniak"- powierzchowny, egoistyczny skurczybyk, mający powiązania ze światem przestępczym. Opresja i problemy? Nie ma mowy! Na wszystko ma gotowe odpowiedzi. Do tej pory kobiety jadły mu z ręki, ale nie Iga... To ona nieświadomie rozdaje karty.
Szara mysz z ciętym językiem, nienawiść, namiętność, szemrane interesy i rodzące się uczucie. Skomplikowane relacje rodzinne, niewyjaśnione sprawy i tajemnice, które mogą zaprzepaścić wszystko.
Co przyniesie przypadkowe spotkanie i jaką rolę odgrywa w tym wszystkim Matylda?

Recenzja:

No cóż, trochę o tej pozycji można w internecie poczytać już - nie licząc opinii, które są bardzo różne, w dużym rozstrzale ocen (wcale mnie to nie dziwi, bo sama się długo zastanawiałam, jak powinnam ocenić tę pozycję!), to jeszcze natrafiamy na takie chochliki, jak to, że podają, iż ta książka ma 360 stron - chociaż tak naprawdę ma 225 - i to z bardzo dużą czcionką i ogromnymi marginesami, których redukcja sprawiłaby, że powieść ta będzie miała może ze sto stron. Dla mnie "Prezes" był bardziej opowiadaniem - a już z tą mafią to tu było bardzo słabiutko... Tylko dlaczego ma być kontynuacja?! Mam nadzieję, że chociaż będzie się ona tyczyła Matyldy... 

Jadwiga - Jadźka aka Iga - bo nazywa siebie bardzo różnie, w myślach zwykle "Jadźka", przed innymi przedstawia się jako "Iga", jest nauczycielką od języka obcego, która bardzo kocha dzieci. Na tyle, że już w pierwszej scenie nie doradza swojej przyjaciółce aborcji, tylko prosi, aby to wszystko przemyślała, pogadała ze swoim facetem i urodziła. W jednej z pierwszych scen poznaje ona też dziewczynkę, która sama pałętała się gdzieś po mieście - Matyldę, która jak mówi, ma osiem lat, nie ma mamy, a tata nie ma dla niej czasu. Iga postanawia odprowadzić Matyldę do jej ojca, gdzie ma z nim starcie związane z tym, że sama zaczyna zauważać, jaki facet jest oschły i apodyktyczny, nawet dla swojej córeczki. 

Jakiś czas później okazuje się, że Matylda na tyle polubiła główną bohaterkę, że chce się z nią spotkać po raz kolejny, bo inaczej organizuje strajk głodowy. Bodajże po dwóch dniach, gdzie Matylda nie chciała nawet soku, Wiktor - jej ojciec, w końcu organizuje spotkanie z Jadźką, które kończy się tym, że nie tylko Iga opiekuje się dziewczynką, ale też uprawia seks z ojcem małej, którego uważa za potwora. Szybko wychodzi też na jaw, po podsłuchaniu mafijnej rozmowy przez telefon - bo w końcu Wiktor błędnie założył, że Iga nie zna niemieckiego, taki z niego mafiozo! - że jest on zaplątany w brudne interesy. Mimo wszystko Igę to intryguje, więc nie ucieka, a nawet... chce mu pomóc.

Ogólnie w tej fabule, jak na ledwo dwieście stron, dzieje się bardzo, bardzo dużo. Dla mnie to jednak bardziej opowiadanie, które jakimś cudem ma mieć kontynuację, bo niestety - brakowałoby dużej ilości tekstu, żeby wydało to większość wydawnictw (bo przecież minimum, które teraz obowiązuje to zwykle 320 do 360 tysięcy znaków ze spacjami, co zajmuje około trzystu stron bez dużej czcionki i bez zbędnych marginesów). Rozumiecie, o co mi chodzi, nie? Więc jak na to opowiadanie... działo się aż za dużo, szczególnie w kwestii tego, czy Wiktor i Iga jeszcze ze sobą są... czy już nie. 

Mafii było w tym, jak na lekarstwo, a jedna scena ze strzelaniną mnie rozśmieszyła. Tak samo, jak bawiło mnie to, że ośmiolatka zachowywała się jak paniusia i księżniczka w jednym, rządząc się, bo praktycznie nikt jej nie odmawiał i dostawała wszystko. Jej teksty zresztą brzmiały, jak teksty nastolatki, a nie dziecka. Do tego wszystkiego zdumiała mnie też scena, w której Iga się oburzyła do Wiktora, że ten nie zabiera małej do kościoła, bo w końcu ośmiolatka powinna zdecydować, czy chce wierzyć, czy nie - i że w ogóle omija ją komunia, bardzo ważne wydarzenie w życiu każdego dzieciaka. Jak dla mnie - no nie każdy musi wierzyć, a wiek ośmiu lat nie jest wyznacznikiem dojrzałości, w żadnym stopniu - takie dziecko nawet nie jest w stanie pod względem psychologicznym uruchomić części procesów... Tak więc Matylda chodziła później do kościoła, bo "pani na organach fajnie śpiewała". Także ten.

To, co ratuje tę książkę, to fakt, że jest ona naprawdę fajnie i lekko napisana. Gdyby był to sam romans, bez dodatków mafijnych, na pewno oceniłabym go co najmniej na pięć na dziesięć gwiazdek. Do tego wszystkiego, autorka ma podobno napisanych już ponad dziesięć książek, które publikuje na Wattpadzie (opis na skrzydełku) - ale niestety, żeby myśleć o poważnym wypadaniu naprawdę wypadłoby je trochę przedłużać, żeby nie były swego rodzaju opowiadaniami. Trzymam kciuki, bo widzę, że jakiś talent do pisania jest, tylko trzeba go bardziej rozwijać i dokładniej przemyśleć wszystkie aspekty swoich pomysłów!

Pod względem korekty i redakcji... klapa, dosłownie klapa. Często brakowało spacji, często było spacji za dużo, już nie mówiąc o tym, że naprawdę porządne poprawki w tekście by sprawiły, że ta pozycja będzie bardziej dopracowana, wyeliminowałoby to część zgrzytów fabularnych, a na dodatek po prostu jeszcze lepiej by się tego "Prezesa" czytało.

"Prezes" jest za to ładnie wydany. Cudowna grafika na okładce, piękne napisy, a do tego solidny papier (pod względem użytego na okładkę, ale też tego na tekst historii). Więc no - jeśli wydawnictwo dalej będzie tak książki wydawało i trochę bardziej przyłoży się do korekty, redakcji i składu, to będzie tam kiedyś naprawdę fajnie! Trzymam kciuki, bo to kolejne wydawnictwo w Polsce, które ma szansę i potencjał, aby szeroko rozwinąć skrzydła, bo start mają niezły.

Podsumowując: dla mnie była to dosyć przeciętna książka, bardziej opowiadanie, do większych poprawek, ale dużo osób w internecie ocena tę książkę co najmniej na szóstkę, a nie na trójkę (jak w moim wypadku). Najlepiej będzie, jeśli sami się przekonacie, czy macie ochotę na "Prezesa".

10 komentarzy:

  1. Czyli kolejną książka, ba która szkoda czasu. Znowu odnośnie do mafii jakby nie było już innych tematów i bohaterka, która od razu lansuje w łóżku, nie można wymyślić czegoś nowego. Aż mi się nie chce tego czytać. Nie wiem czemu ale strasznie dziwnie czyta mi się książki z tego wydawnictwa, ta czcionka jakoś mi nie pasuje.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja od jakiegoś czasu nie mam ochoty na takie pozycje, ale widzę, że i Tobie ona nie przypadła do gustu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wystarczy mi całkowicie ta recenzja. 3/10 to dla mnie bardzo niska ocena. Sam sposób wydania to za mało, gdy środek przeciętny. Na dodatek korekta do... bani. A poza tym, autorka nie jest mi znana i już nawet sam opis zupełnie nie zachęca.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedy widzę okładki tych współczesnych romansów na księgarnianych półkach (a trudno ich nie "wyłapać", bo są schematyczne), zastanawiam się, czy naprawdę istnieje zapotrzebowanie na tego typu literaturę. Dla mnie żadna z tych książek nie niesie z sobą niczego wartościowego, wszystkie powtarzają niemalże tę samą fabułę, stawiając w niej kobietę w bardzo niekorzystnym świetle, za to mężczyznę stawiając na piedestale przeznaczonym dla nieomylnego pana i władcy.
    I co chyba dla mnie najgorsze, po tego typu literaturę sięgają raczej ludzie młodzi, utrwalając sobie taki wzorzec ról społecznych przeznaczonych dla kobiety i mężczyzny. Ciśnie mi się na usta pytanie: Quo vadis, świecie? Tak ma wyglądać społeczeństwo, w którym każdy ma być szczęśliwy i zrealizowany?
    Marzy mi się współczesny romans, czy to mafijny, czy to romans z zupełnie innej półki, które zerwie z tym okropnym schematem i wróci do zasad klasycznego romansu, jedynego, który romansem powinien się nazywać.
    Aleksandra Miczek

    OdpowiedzUsuń
  5. Zdecydowany brak, chociażby fragmentu twarzy, a w dodatku ten garnitur zlewający się z dolną częścią okładki, jak gdyby pochłaniała go czarna dziura. Niestety okładkowo na nie. Co do treści zdecydowane wrażenie, że to już było i to się czytało. W sumie „Prezes” to taka pozycja do ewentualnego przeczytania na raz, nie sądzę, aby mona było do niej ponowne wracać. Ja sama raczej nie postawie ją na czele listy do przeczytania, raczej zostawię na czas, gdy będę potrzebowała czegoś szybkiego do przeczytania, bez względnie skomplikowanej fabuły.

    OdpowiedzUsuń
  6. "Prezes" przyciąga wzrok jak dla mnie ta okładka świetnie się prezentuje (kolorystyka, elegancki, tajemniczy mężczyzna). Ale do zawartość książki już tak dobrze się nie prezentuje, pisarka miała ciekawy pomysł na historię, potencjał jest (tylko zmarnowany) pogubiła się gdzieś. Przy tak małej ilości stron akcja pędzi na łeb na szyję (trochę spokoju by się przydało), autorka nie dopracowała (za dużo sprzeczności) , a wszystko psują do tego jeszcze te błędy techniczne. Wielka szkoda. Podziękuję za "Prezesa".
    P.S. Na okładce napisane jest 'seria mafijna' a tej mafii jak na lekarstwo to po co wciskać coś na siłę żeby przyciągnąć czytelników a to może wszystko tylko popsuć.

    OdpowiedzUsuń
  7. No cóż książka na odmóżdżenie w wolnej chwili

    OdpowiedzUsuń
  8. Szalejąca namiętność... A bardzo schematyczna fabuła.

    OdpowiedzUsuń
  9. No niestety, zauważyłam już to wcześniej, że wydaje się coraz więcej bylejakich książek. Teraz każdemu się wydaje, że może zostać autorem bądź autorką, na Wattpadzie może to jeszcze przechodzi, ale wydawać tę grafomanię, bo niestety 2/3 tego można tak nazwać to już przesada i szkoda drzew.

    OdpowiedzUsuń
  10. Wystarczy mi ocena, żeby omijać książkę z daleka, tym bardziej, że kolejna mafijna, mimo, że mafii podobno w niej brakuje.

    OdpowiedzUsuń