środa, 17 kwietnia 2019

Julie Anne Long - "Jak zaczyna się miłość"

Autor: Julie Anne Long
Tytuł: Jak zaczyna się miłość
Wydawnictwo: AMBER
Data wydania: 2019
Ilość stron: 336
Ocena: 7/10
PATRONAT KSIĄŻKOWIRU

Opis:

Książę Philippe Lavay podejmuje się najniebezpieczniejszych tajnych misji, wierząc, że służba dla brytyjskiej korony to jedyny sposób, by odzyskać rodowy majątek we Francji. Teraz jest bliski celu. Lecz podczas wykonywania ryzykownego zadania zostaje ranny i musi wrócić do swojej angielskiej posiadłości…

Jedno upojne popołudnie miało dla Elise Fountain katastrofalne skutki. Odtrącona przez rodzinę, okryta skandalem, żeby przeżyć, musi przyjąć niezbyt zaszczytną posadę: gospodyni aroganckiego i przerażająco cudownego księcia. Posadę, której dłużej niż kilka dni nie utrzymała jeszcze żadna kobieta…
Teraz mężczyzna, który nigdy nie kochał, i kobieta, która myślała, że już nigdy nie pokocha, będą musieli się zmierzyć z namiętnym wyzwaniem, które może zniszczyć ich oboje…


Recenzja:

Już jakiś czas nie czytałam romansu historycznego i bardzo brakowało mi tego gatunku w moim repertuarze. Kiedy okazało się, że wydawnictwo AMBER ma wydać tę książkę, od razu chciałam ją przeczytać - i się od razu na nią skusiłam, kiedy tylko wpadła mi w ręce. Pani Long jest jedną z tych bardziej sławnych i cenionych autorek romansów historycznych i bardzo lubię jej powieści, dlatego nie wahałam się nawet przez moment i od razu zabrałam się za czytanie "Jak zaczyna się miłość"! Nie wiem, czy macie jakąś swoją ulubioną pisarkę z tego gatunku, ale ja zdecydowanie cenię panią Long - może nie jako tą najulubieńszą, ale na pewno w pierwszej piątce jest. 
Przejdźmy jednak do konkretów dotyczących powieści!

Elise Fountain pilnie szuka pracy. Pomimo tego że jest ona osobą z wieloma talentami i kwalifikacjami, to zależy jej na tym, żeby znaleźć stabilne zatrudnienie. Szczególnie, że nie jest sama - wychowuje ona bowiem także swojego syna, któremu musi przecież zapewnić dach nad głową i coś do jedzenia, nie wspominając już o edukacji. Elise udaje się więc do księcia Lavay po to, aby odbyć rozmowę kwalifikacyjną, z racji tego, że szuka on zarządcy domu - czyli swego rodzaju gospodyni, która będzie miała na wszystko oko, będzie wszystkiego pilnować i która będzie trzymała resztę służby w ryzach. O księciu krążą różne plotki - przede wszystkim takie, że w gniewie rozbija różne rzeczy - ale nic nie jest w stanie odrzucić Elise, która szuka pracy.

Kiedy książę Philippe pierwszy raz widzi Elise, od razu informuje ją, że dla niego liczy się przede wszystkim szczerość. Mężczyzna swoje w życiu przeżył - szczególnie na statkach, a także podczas walk i nie chce sobie dać w kasze dmuchać. Elise jednak od samego początku w jakiś sposób go urzekła - dostała więc swoją wymarzoną posadę. 

Główna bohaterka szybko odkrywa, że książę tęskni za swoim rodzinnym domem i że skrywa ból, przez który nie jest w stanie nawet porządnie się wyspać. Elise postanawia coś z tym zrobić. Nie wie jednak, że sprawi to, że ich relacje staną się przez to dużo bliższe niż powinny... "Jak zaczyna się miłość" to pięknie napisana historia miłosna, która nie rozkręca się wcale aż tak szybko i jest naprawdę nieźle opisana. Zdecydowanie warta przeczytania.

Julie Anne Long naprawdę świetnie pisze i wcale się nie dziwię, że zasłynęła na skali światowej, jako pisarka romansów historycznych - w końcu jej książki są napisane w taki sposób, że dosłownie pożera się je wzrokiem. Co ważniejsze - oddany jest także klimat i atmosfera tamtych czasów, czego nic innego nie jest w stanie zastąpić. Dialogi i opisy także są na najwyższym poziomie. Jeśli zaś chodzi o sceny erotyczne - jeśli już się jakieś pojawiają, to są niezwykle subtelne i rozbudzające zmysły: czyli dokładnie tak, jak powinno być w tego typu literaturze.

Okładka naprawdę żadnej części ciała mi nie urywa. Żałuję trochę, że wydawnictwo daje takie okładki do takich fajnych książek (bo romanse historyczne ogólnie są tak pokrzywdzone), bo duża cześć czytelników sobie odpuszcza czytanie właśnie przez okładkę. Niestety, niektórzy są wzrokowcami i nawet, jeśli treść jest genialna, to nie sięgną.

Ogólnie jest to niezły romans historyczny, który powinien się spodobać miłośnikom gatunku. Polecam, bo naprawdę jest co polecić. Mam nadzieję, że poprawi humor niejednemu czytelnikowi. Na pewno miło spędzicie czas z tą pozycją - bo chyba nudzić się przy niej nie da.


10 komentarzy:

  1. Jestem zaciekawiona :) nie znam tej pisarki Ale opis książki tak wciąga, że chce się ją przeczytać już natychmiast. Oboje po przejściach i jestem ciekawa jak się ta historia potoczy. Okładka mi aż tak nie przeszkadza, ostatnio staram się nimi w ogóle nie kierować:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki waszym recenzjom znam czytałam już chyba o wszystkich autorkach romansów historycznych, a tę książkę mam nawet na swojej półce - oczywiście dzięki Wam :) Trochę już mi się nazbierało książek z tego gatunku, jeszcze żadnej nie przeczytałam, bo czekam aż będzie troszeczkę cieplej i będę mogła przeczytać je w plenerze (sama nie wiem dlaczego wydaje mi się, że są idealne na plener). Jednak gdy sprawdzałam opinie o tej książce zobaczyłam, że jest to 10ty tom serii. Na początku trochę się przestraszyłam, że nie znam pozostałych tomów i czy będę w stanie się połapać o co chodzi, ale później doczytałam, że kolejne tomy nie są ze sobą powiązane, czy mam rację? Będę czekała na Waszą odpowiedź:) Co do samej recenzji, wydaje się, że te książki mają wszystko to, co pasuje do romansu historycznego. Okładki również nie bardzo mi się podobają, są zbyt "wystawne" i trochę jak Harlequin-owe. Widziałam tę książkę z inną okładką, i bardziej mi się spodobała :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Hah, nie powiem, że czekałam z zapartym tchem na tę recenzję (choć wtedy wpasowałabym się w klimat), ale dzięki Państwa mam tę książkę i byłam ciekawa, jak to wszystko w niej wygląda, zanim zabiorę się do przeczytania. Pierwszą rekomendację już i tak dostała - u mnie wszystkie książki czyta najpierw babcia (na emeryturze można czytać wszystko i spędzić w książkowym świecie całe wieki... takie zazdro!). W tydzień zdołała przeczytać dziesięć książek (sic!), niektóre nawet spotych grubych, łącznie z tą. Podsumowując: ta pozycja dostała "like", więc jestem druga ;)
    Jeśli chodzi o okładki - tak, dokładnie, niczego nie urywa xD Na dziesięć podobnych okładek dla romansów historycznych, podobała mi się jedna. I to tak w skali od 1 do 10 na jakieś nieszczere 7 ("Przeznaczeni miłości"). Nawet często opisy z tyłu książki nie powalają. Może chodzi o to, że wydawnictwa nie chcą zachęcach czytelników do czytania tego typu literatury "aż tak"? W każdym razie widać, że ich autorzy nie mają pomysłów... A szkoda.
    Jeśli chodzi o sam gatunek - nie jest wymagający i już na wstępie stanowi rodzaj lekkiej lektury, czasowej, nieznacznej. Właśnie z tego względu nie jestem do niej przekonana i dlatego odkładam je zawsze na koniec. Jednak jestem zdania, że do pewnej literatury z radością się powraca, np. za każdym razem interpretując na nowo pewne sytuację, odnajdując szczegóły, które za pierwszym razem jakoś umknęły. Romanse są chwilowe. Nie ma sensu wracać do raz przeczytanego, skoro już się wie, jak potoczą się przedstawione tam wydarzenia. Choć przynajmniej pewne połączenia wyrazowe w użyciu autorki dają radę ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Och jak ja kochaja kocham romanse historyczne! Mnostwo już ich przeczytałam i teksiazke też! Tyle, że czytałam ją już dawno temu i całkiem o niej zapomnialam. Aż do momentu kiedy wygrałam ja w waszym konkursie! Teraz mam ją w wersji papierowej i na pewno przeczytam ją po raz drugi. :)
    Uwielbiam ten klimat. <3
    Mam kilka ulubionych autorek tego gatunku i z niecierpliwością czekam aż wydawnictwo Amber wyda ich kolejne ksiazki.
    A co do okładki to, ta też mi się nie podoba :( Ale jest też wiele innych - świetnych.
    Na szczęście jeśli o romanse historyczne chodzi to nigdy nie decyduje okładka, tylko zawsze czytam opis. :) W sumie to żadnej książki nie oceniam po okładce (a niektore są naprawdę beznadziejne ;D).
    Ach... Te suknie mają w sobie tyle uroku ^^ uwielbiam je ❤

    OdpowiedzUsuń
  5. W końcu mam. Mam komputer i mogę wrócić do codziennego czytania Waszych komentarzy! Nawet nie wiecie, jak mi tego brakowało! Ale do rzeczy!
    Wydawnictwo Amber znowu zaszczyciło nas swoją pozycją z serii romansów historycznych. ( i znowu okładką odstrasza potencjalnego czytelnika, a szkoda, wszak...) Julie Anne Long to klasa sama w sobie. Mistrzyni wprowadzania czytelnika nie tylko w samą historię, ale budująca całe tło kulturalne, które pozwala zrozumieć ówczesną ludzką mentalność.
    I ta historia nie zawiedzie, nie tylko miłośnika romansu historycznego, ale i innych także. Klimat, atmosfera, opisy, dialogi, a nawet subtelność w opisie scen erotycznych - wszystko na wysokim poziomie. Ja chętnie sięgnę. Lubię oderwać się czasami od codzienności, przeżywając miłość z dawnych czasów.

    OdpowiedzUsuń
  6. Julie Anna Long to również jedna z moich ulubionych autorek. Ciekawe tło historyczne i bohaterki, które nie omdlewają, kiedy ktoś na nie krzywo spojrzy. Tak zaczyna się miłość to 10 z cyklu Pennyroyal Green, na razie mam tylko cztery pierwsze. Z przyjemnością nadrobię zaległości.

    OdpowiedzUsuń
  7. Książkę "Jak zaczyna się miłość" posiadam dzięki 'Nasz Książkowir' za co jestem wdzięczna ale jeszcze się nie zabrałam za nią. Romanse historyczne przyznaje się do niech, że czytam i lubię, umilają mi chwile. Czuję sympatię do książek gdzie miłość, rozwija się powoli na naszych oczach możemy zobaczyć jak dwoje ludzi zaczyna czuć do siebie sympatię. Julie Anne Long przestawiła w swojej książce historia dwojga ludzi po przejściach którzy czy odnajdą siłę na miłość chętnie się dowiem czytając książkę.

    OdpowiedzUsuń
  8. Przyznam, że nigdy wcześnie nie czytałam tego typu książek, ale... kurcze. Mam ochotę na odmianę i mogłabym się skusić :)
    Pozdrawiam, Eli https://czytamytu.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Dzisiaj skończyłam tą książkę i bardzo mi się spodobało. Jest lekka i przyjemna, a zarazem fajnie oddaje klimat epoki i chociaż wiadomo, że to nie jest powieść dziewiętnastowieczna, ale ma w sobie coś, co odróżnia ją od stereotypowego romansu. Podobało mi się, że nie było tu schematycznej miłości od pierwszego wejrzenia, ale bohaterowie najpierw dobrze się poznali. Styl pani Long przypadł mi do gustu i jeśli będę chciała przeczytać jeszcze jakiś romans historyczny, to będę polować na jej nazwisko :)

    OdpowiedzUsuń