poniedziałek, 31 października 2016

Colleen Hoover - "November 9"


Autor: Colleen Hoover
Tytuł: November 9
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 9 listopada 2016
Liczba stron: 331
Ocena: 8/10

Opis:

„Kryminał kończy się, gdy zabójca zostaje schwytany. Biografię wieńczy ostatnie słowo o opisywanym życiu. Historia miłosna powinna połączyć zakochanych, prawda? W takim razie to chyba nie jest opowieść o miłości...“
9 listopada to data, która zaważyła na losach Fallon i Bena. Tego dnia spotkali się przypadkiem i od tej chwili zaczynają tworzyć dwie historie: jedna to ich życie, drugą pisze Ben zauroczony swoją nową muzą. Choć los postanawia ich rozdzielić, to wzajemna fascynacja jest na tyle silna, że nie może pokonać jej ani czas, ani odległość. Co roku 9 listopada rozpoczyna kolejny rozdział historii - tej realnej i tej fikcyjnej. Gdy nieubłaganie zbliża się koniec powieści, szczęśliwe zakończenie wydaje się jedynie mrzonką, bo historia na papierze zaczyna różnić się od tej, w którą wierzy Fallon…
„Zagubiliśmy się między fikcją a rzeczywistością. Nieważne, jaką wersję poznacie. Nieważne, który z ostatnich rozdziałów okaże się tym prawdziwym. Ważne jest tylko jedno: zawsze będę ją kochał“.
Nowa książka Colleen Hoover to opowieść o młodym pisarzu, jego niezwykłej muzie i przeznaczeniu, które ukrywa między wierszami coś więcej niż miłość.



Recenzja:

    Nigdy nie należałam do ogromnych fanek Colleen Hoover. Nie to, żebym nie lubiła jej książek, czy coś, ale zawsze wydaje mi się, że wszyscy dookoła emocjonują się jej książkami zdecydowanie bardziej niż ja. Tym razem wokół tej premiery dzieje się tak dużo, tak wiele cytatów już się naczytałam, że te ogromne emocje udzieliły się także mnie. Kiedy otrzymałam tę książkę w wersji elektronicznej, aby napisać recenzję przedpremierową, to od razu zabrałam się za czytanie, a co z tego czytania wyszło, to o tym niżej.

Fallon była dobrze zapowiadającą się młodą aktorką, wszystko podążało właśnie w tym kierunku, gdyby nie wydarzenia z 9 listopada, które zmieniły jej życie na zawsze. Musiała zrezygnować ze swoim marzeń i pragnień. Zaczęła nienawidzić siebie, swojego wyglądu, ale wszystko się zmienia, kiedy w rocznicę tamtych wydarzeń poznaje Bena. Od teraz 9 listopad może kojarzyć się jej już z roku na rok coraz lepiej.

Wydaje mi się, że mimo iż przeczytałam prawie wszystkie dotychczasowe książki Hoover, to dopiero moja pierwsza recenzja na blogu historii, która wyszła spod jej pióra. Nie to żebym była zafascynowana jej stylem pisania, bo mistrzostwem go nazwać nie mogę, ale ma w sobie coś co mnie bardzo przyciąga. W tym przypadku też tak było, że kiedy zaczynałam czytać November 9 to od pierwszych stron wiedziałam, że nie przestanę czytać dopóki nie skończę całości. I tak tez się stało, skończyłam jakoś koło 3:30 w nocy i dopiero wtedy mogłam spokojnie iść spać.

"Kiedy znajdujesz miłość, to ją bierzesz. Chwytasz obiema rękami i robisz co w swojej mocy, żeby jej nie puścić. Nie możesz tak po prostu od niej odejść i oczekiwać, że będzie trwać, dopóki nie będziesz na nią gotowa."

Jestem zachwycona koncepcją na książkę. Nie miałam okazji jeszcze czytać książki z takim pomysłem na fabułę, co jak dla mnie jest jednym z największych plusów tej historii. Co prawda watek miłosny nie jest jakoś specjalnie oryginalny, ale to jak został skomponowany z całą resztą bardzo pozytywnie wpłynęło na mój odbiór książki.

Podoba mi się to w jaki sposób została poprowadzona narracja. Wiem, że teraz coraz częściej stosowany jest tego typu zabieg, że historia opowiadana jest z perspektywy i dziewczyny i chłopaka, ale ja bardzo lubię czytać takie książki. Wydaje mi się, że dzięki temu czytelnik może bardziej się zorientować w całej sytuacji i wyrobić własne zdanie na dany temat, gdyż ma szersze pojęcie o wszystkim, a nie jedynie z jednej perspektywy. W tym przypadku też tak było i cieszę się, że autorka zdecydowała się właśnie na taki typ narracji.

Bardzo polubiłam głównych bohaterów. Podobają mi się ich charaktery i podejście do życia. Może nie są to jakieś wybitne postaci, ale na pewno nie mogę powiedzieć, że są nijacy i nudni. Bardzo przyjemnie, kawałek po kawałku, zagłębiałam się w ich życie i dowiadywałam nowych, ciekawych faktów. 

Jednym z najciekawszych aspektów tej pozycji wydaje mi się wiele nawiązań do książek i nie są to nawiązania do konkretnych tytułów zaczerpniętych z literatury, tylko samo czytelnictwo i motyw czytania. Jak dla mnie jest to bardzo dobrze wplecione w całą historię i dopełnia całą fabułę.

"- Ben. Czy ty... uprawiasz ze mną booksting?
- Booksting?
- Tak. No wiesz, kiedy seksowny facet rozmawia z dziewczyną o książkach. To jak sexting, tyle że na głos i z książkami zamiast seksu. Nie żeby to miało coś wspólnego z smsami. Dobra, więc pewnie nie ma też nic wspólnego z sextingiem, ale w mojej głowie to miało sens."

Tym którzy już znają Colleen Hoover nie muszę mówić, że warto sięgnąć po jej książki, bo o tym już doskonale wiedzą. A temu kto słyszy pierwszy raz o tej autorce (jest jeszcze w ogóle ktoś taki?), podpowiadam, żeby jak najszybciej sięgnął po którąś z Jej książek, bo zacznie niesamowitą, czytelniczą przygodę.

Z gorącymi pozdrowieniami,
Klaudia

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwartemu


4 komentarze:

  1. Żadnej książki Hoover jeszcze nie czytałam, aczkolwiek o jej twórczości słyszałam bardzo dużo zachwalających opinii. Mam nadzieję, że w przyszłości uda mi się sięgnąć po którąś z powieści tych autorki - może pierwszą będzie właśnie "November 9"? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dla mnie wszystkie jej książki są świetne oprócz "Never never". A tak to gorąco polecam zapoznać się z jej książkami :)

      Usuń
  2. Ja jestem ciekawa tej książki. Nie mogę się doczekać, kiedy znajdzie się w moich rękach. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. "November 9" już czeka na mojej półce i muszę jak najszybciej się za to zabrać. Kocham Hoover i jestem pewna, że nie zawiedzie mnie ta książką.
    Pozdrawiam :)
    moonybookishcorner.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń