wtorek, 6 września 2016

Jude Deveraux - "Anioł"

Autor: Jude Deveraux
Tytuł: Anioł
Wydawnictwo: BIS
Data wydania: 2016
Ilość stron: 292
Ocena: 6/10 

Opis:

Nikt nie mógł się oprzeć anielskim rysom Elizabeth Chatworth, nawet jej najgorszy wróg - Miles Montgomery. Rozchwytywany przez kobiety, rozpieszczony ich komplementami, musiał walczyć o każdy jej uśmiech, o zaufanie, o miłość. Czy zdołają pogodzić zwaśnione rody i zapomnieć o historii pełnej zdrad, kłamstw i śmierci?

Recenzja:

Romanse, a już przede wszystkim te historyczne, są gatunkiem, po który nie sięgam zbyt często. Dlaczego? Prawdopodobnie dlatego, że mało która książka jest w stanie zaciekawić mnie na tyle, abym mogła dać jej wysoką notę. Pod słowem "romans" kryję się także "happyend", czyli od razu czytelnik jest w stanie się domyślić, że pomimo jakichś kłopotów dana para i tak na końcu powieści ze sobą będzie. 

W tej powieści sam opis nie zdradza zbyt wiele - jest krótki, nawet bardzo krótki, ale prawdopodobnie jest to wielki plus tej powieści. Dlaczego? Oprócz kilku szczegółów praktycznie nic nam nie zdradza. Dowiadujemy się o tym, że główna bohaterka jest ładna, główny bohater potrafi uwieść każą kobietę, a o Elizabeth Chatworth musi się jednak trochę postarać. Dowiadujemy się także, że ta dwójka się nienawidzi. Wbrew pozorom to całkiem mało, jeśli chodzi o całą fabułę tej książki i jest to coś, co można wywnioskować już po maksymalnie pięciu stronach. Co nam to daje? Większą radość czytania, gdyż mamy za mało informacji, żeby szczegółowo domyślić się, jak będzie przebiegała akcja.

Elizabeth Chatworth jest główną bohaterką tejże powieści. Już po samym opisie dowiadujemy się, że wygląda ona niczym anioł - blondynka z pięknymi rysami i niesamowitą figurą, która dodatkowo ma charakterek, potrafi walczyć o swoje i jest tak sprytna, że potrafi uciec nawet grupie dobrze wyszkolonych wojowników. Pomimo tego, że jej historia, ani historia jej rodziny nie są zbyt pozytywne, a Elizabeth nienawidzi mężczyzn, a już w szczególności ich dotyku, to jednak ja, czytając tę książkę, nie patrzyłam na nią współczująco. To, jak wiele przeżyła, sprawiło, że stała się kobietą, która nie pozwoliła się nikomu podporządkować i która nie bała się iść za głosem własnego serca. 

Miles Montgomery, nasz główny bohater, jest natomiast przedstawiony początkowo jak typowy kobieciarz. Szybko jednak można się dowiedzieć, że to po prostu jego urok tak na nie działa, a on ma do nich ogromny szacunek. Wszyscy uznają to za jego największą słabość - w końcu jak można mieć szacunek do służącej? On jednak pokazuje, iż się da, a przy okazji jest niezwykle utalentowanym wojownikiem, z którym nikt nie chciałby zadrzeć. To, co zadziwiło mnie w tej postaci, to fakt, że lubił dzieci - naprawdę chciał mieć ich wiele, bo ponad dwadzieścia. Wydawało mi się jednak, że wychowanie takich dzieci na odpowiednim poziomie trochę kosztuje i w tamtych czasach w bogatych rodach woleli mieć mniej potomstwa, ale lepiej wychowanego, wyuczonego i wyposażonego. Szczególnie, że czytając "Anioła" naprawdę nie sądziłam, że Miles może być aż tak bogaty.

Samej akcji jest tu sporo i chociaż większość z niej tyczy się zalotów - tych udolnych i nieudolnych - ze strony Milesa w kierunku Elizabeth, to jednak mamy tu też sporą dawkę walk, podróży i intryg, które związane są głównie z władzą i pieniędzmi. Podoba mi się to, że wątek miłosny ma tutaj szansę powoli rozkwitnąć, a Elizabeth nie zakochuje się od samego początku w swoim najgorszym wrogu - a wręcz przeciwnie, zmuszona do podróży z nim, cały czas próbuje mu uciec. 

Jeśli chodzi o sam styl autorki, to muszę przyznać, że powieść Jude Deveraux czytało mi się szybko i naprawdę przyjemnie. Potrafiłam się wciągnąć tak, że czytanie całości tej historii nie zajęło mi nawet godziny. Nie mówię, że powieść ta nie ma niedociągnięć - niektóre opisy mnie nudziły, a dialogi wydawały niepotrzebne, ale był to malutki procent w porównaniu do całości. Z tego co wiem, ta autorka wydała już wiele książek i myślę, że kiedyś sięgnę jeszcze po coś, co powstało spod jej ręki.

Co do okładki... niestety od samego początku nie przypadła mi ona do gustu. To wydawnictwo ma na swoim koncie wiele ciekawych opraw graficznych, ale ta definitywnie nie należy do takowych. Gdybym miała sięgnąć po tę książkę tylko dla okładki, to pewnie bym tego nie zrobiła. Całe szczęście, że treść była o wiele lepsza!

Podsumowując, chociaż "Anioł" ma swoje minusy, to ma też sporo plusów. Każdy, kto miałby ochotę na romans historyczny, powinien się zapoznać z tą historią - jest ciekawa i całkiem nieźle napisana. Jestem pewna, że będzie to idealna odskocznia w świat własnej wyobraźni, która oderwie każdego czytelnika od szarej rzeczywistości. Jeśli tylko chcesz na chwilę zapomnieć o swoich problemach i przeżyć coś intrygującego z Elizabeth i Milesem, to skuś się na "Anioła"!

Pozycję tę dostałam od Wydawnictwa BIS

4 komentarze:

  1. Kocham romanse historyczne! Dlaczego? Dlatego że właśnie dobrze sę kończą, ale nie zakończenie jest najważniejsze, ważne jest to co dzieje się w trakcie :) No, ale nie każdemu to odpowiada, ja na przykład nie czytam horrorów, bo zawsze się źle kończą i są straszne :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że jest to świetna książka dla mojej mamy ona uwielbia romanse historyczne już wiem, co jej kupię w prezencie :) Dziękuje za tą recenzję bo przypuszczam, że gdybym zobaczyła okładkę w księgarni ominęła bym ją a tak to wiem, że jest warta przeczytania :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubię takie książki, zwłaszcza jak mam mnóstwo na głowie i chcę zapomnieć na chwilę o tym całym otaczającym bałaganie ;) W nich pomimo różnych zawiłości i nagłych zwrotów akcji wszystko sie na końcu układa w jedno wielkie szczęście.

    OdpowiedzUsuń