czwartek, 25 sierpnia 2016

Simon Beckett - "Zimne ognie"

Autor: Simon Beckett
Tytuł: Zimne ognie
Wydawnictwo: Czarna Owca
Data wydania: 2016
Ilość stron: 352
Ocena: 4/10


Recenzja:

"Zimne ognie" zostały brutalnie wykastrowane i pozbawione wszelkiego elementu zaskoczenia przez koszmarny opis, którego Wam oszczędzę. On wyjawia wszystko, co świadczy jedynie o tym, jak mało książka ma do zaoferowania. Ta powieść to jak do tej pory moje największe rozczarowanie w tym roku. 

Podobnie jak w przypadku "Wstydu", autor ma wielki dar pisania, a czytanie jego książek sprawia prawdziwą przyjemność. Jednak lekkie pióro to nie wszystko, o czym mogłam się bardzo szybko przekonać.

Fabuła "Zimnych ogni" skupia się na losach Kate. Jest to kobieta, którą najlepiej opisuje słowo "przeciętna". Sympatyczna, trochę poturbowana życiowo, ostatnio spełniona zawodowo. Prowadzi dość nudne życie i nagle zdaje sobie sprawę, że czegoś jej brakuje. Niezbyt to odkrywcze, bo przecież żaden człowiek nie może mieć wszystkiego, jednak Kate postanawia rzucić wyzwanie losowi, a zarazem Matce Naturze. Decyduje się na macierzyństwo, jednak nie ma zamiaru wiązać się z jakimkolwiek mężczyzną, których ewidentnie nie lubi ze względu na swoje przykre doświadczenia miłosne. To typowa feministka, którą mimo wszystko da się lubić, ponieważ walczy z idiotycznymi stereotypami. Autor starał się wykreować Kate na inteligentną kobietę, lecz zupełnie mu nie wyszło, a bohaterka otrzymała głównie takie cechy jak naiwność, impulsywność i niezdecydowanie.

Zgadzam się, że wątek sztucznego zapłodnienia ma spory potencjał fabularny, co doskonale obrazuje przykład przezabawnej komedii "Tak się to teraz robi" (polecam ten film!), jednak thriller na tej bazie to raczej tani rodzaj sensacji. Przypomina to sytuację, w której jakaś nobliwa kuzynka ojca naszego stryja opowiada nam, jak córka koleżanki jej siostry doświadczyła czegoś takiego. Nie brzmi to, ani zbyt realistycznie, ani przerażająco.

Już mniej więcej w połowie książki przestajemy kibicować Kate, a dostrzegamy jej bezbrzeżną głupotę. Jej czyny i zamiary są sprzeczne. W końcu trafia kosa na kamień. Kate w poszukiwaniu idealnego kandydata na dawcę nasienia wykazuje się psychiką pięcioletniego dziecka. Ten pan mi się podoba, więc wezmę go za rączkę i pójdę do autka, bo przecież on chce mnie tylko zabrać na lody. Powodzenia, Kate. Lody na pewno będą pyszne.

Historia jest niesamowicie przewidywalna i brak całkowicie efektu zaskoczenia. Wszelkie niespodzianki i zwroty fabularne, które mogłyby się "sprzedać" zostały ujawnione w opisie, w tym ważny element zakończenia książki. Ostatecznie otrzymujemy coś w rodzaju zamerykanizowanej wersji odcinka "Nieprawdopodobne a jednak". Cóż, nawet najładniejszy papierek nie zmieni smaku kwaśnego cukierka.

"Zimne ognie" zostały napisane jeszcze przed premierą "Chemii śmierci", więc nie bójcie się o to, że autor popadł w regres pisarski. Spodziewałam się, że Beckett udźwignie ciężki temat i zmieni go w coś zupełnie nietuzinkowego, jednak przeliczyłam się. Tym razem mówię nie.

Wasza Ariada :)

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca

25 komentarzy:

  1. A liczyłam na coś dobrego ! Jeszcze żadnej książki tego autora nie czytałam ale miałam ochotę po zobaczeniu tej okładki i opisie, że to dobry thriller..
    Co do opisów na tyłach książek.. przestałam czytać bo niektóre zdradzają niemalże całą fabułę! Już jedna taka czytałam i była nijaka właśnie przez opis !
    Z autorem się zapoznam ale książce mówię nie skoro jest słaba :)
    Obserwuję jako Joanna Zieleniecka

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurde, świetna recenzja, normalnie się uśmiałam...oczami wyobraźni widziałam to, co opisujesz i po prostu się śmieję. Szkoda, że kolejny pomysł na fajną książkę został...zepsuty. dobrze, że się lekko czytało, bo byś się namęczyła. Nie mogę, oczami wyobraźni widzę tandetny, głupkowaty film sensacyjny...i wciąż się uśmiecham.
    Lubię jako Anita Tanaś

    OdpowiedzUsuń
  3. Fragment recenzji o lodach - rewelacja! Przewidywalność, brak zaskoczenia, do tego naiwna bohaterka, która miała być inteligentna - chyba sobie daruję tę książkę.
    Obserwuje jako: izabela81
    FB Iza Wyszomirska

    OdpowiedzUsuń
  4. Po komentarzach widać, że nie tylko ja liczyłam na coś lepszego. No cóż czasami tak jest, że oczekiwania mają się nijak do rzeczywistości...

    OdpowiedzUsuń
  5. Doceniam recenzję aczkolwiek jestem zdania, że ilu ludzi tyle opinii, dlatego mimo wszystko sięgnę po ten tytuł. Seria Becketta od Chemii Śmierci jest genialna, polecam wszystkim! Wciągająca lektura, więc nie próbujcie jednocześnie czytać i np. gotować ziemniaków ;)

    Na fb obserwuje jako: Ewelina Salutzka

    OdpowiedzUsuń
  6. Nazwisko autora skądś kojarzyłam, ale nie mogłam sobie przypomnieć skąd. Ty mi to uświadomiłaś w ostatnim akapicie recenzji. "Chemii śmierci" nie czytałam, ale słyszałam wiele pozytywnych opinii na jej temat. Więc wchodzę w tą recenzję myśląc: O to będzie coś dobrego(zwłaszcza, że "Chemia śmierci" jest naprawdę popularna)i trafiam na kompletną klapę. Widzę, że książka opowiada o jakiejś pustej kobiecie, która chce mieć dziecko(już mu współczuję), ale podejmuje decyzję, że w jego życiu nie będzie mężczyzny - ojca. Z tego co napisałaś o poszukiwaniach idealnego kandydata na dawcę nasienia przez główna bohaterkę to ta pozycja bardziej nadawałaby się na komedię niż na thriller zwłaszcza, że zakończenie jest przewidywalne. Raczej nie czytam książek tego rodzaju, ale po twojej recenzji tę ominę wyjątkowo szerokim łukiem:)

    OdpowiedzUsuń
  7.  Tak jeśli chodzi o opis to 100% racja zawiodłam się już na samym początku. Za dużo o sobie mówi. Zawiodłam się taki autor a taka fatalna powieść, szkoda bardzo szkoda. Mimo że wywołała lekki uśmiech na  twarzy, w jakiś sposób jest ciekawa i ma w sobie nutkę tajemniczości to nie zwala z nóg. Jak dla mnie za bardzo się ciągnie,  jest trochę nuda. Krótko mówiąc totalna porażka jak na takiego autora. Te wszystkie negatywne opinie i komentarze tak trochę się im nie dziwię, książka nie jest wspaniała i urzekająca, ale może akurat komuś się przypodoba i po nią sięgnie.☺☺
    Obserwuję jako: Izabela Szymańska

    OdpowiedzUsuń
  8. Tyle krytyki w jednej recenzji 😁 Niezle sie nagimnastykowałam by znalec choc malenki plusik :-)
    Poza przednia zabawa w aucie nic nie przyciagnelo mojej uwagi :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. O choroba.. czytałam chyba jedną pozycję tego autora i nawet mi się podobała a tu taki klops. Cóż.. ominę ;)
    Obseruwje jako kozung
    Fb Ania S-ka

    OdpowiedzUsuń
  10. O choroba.. czytałam chyba jedną pozycję tego autora i nawet mi się podobała a tu taki klops. Cóż.. ominę ;)
    Obseruwje jako kozung
    Fb Ania S-ka

    OdpowiedzUsuń
  11. Nienawidzę, gdy opis książki zdradza za wiele, a niestety coraz częściej przypominają one streszczenia najważniejszych zwrotów fabularnych. Szczególnie przy recenzowanym przez Ciebie thrillerze musiało być to uciążliwe - takie powieści powinny trzymać w napięciu aż do ostatnich stron, wydawcy nie powinni podawać "wszystkiego" jak na tacy. Dotychczas nie czytałam nic Simona Becketta i nie przepadam za tematem sztucznego zapłodnienia, więc tę powieść zdecydowanie sobie odpuszczę, ale po inne chętnie sięgnę. "Chemia śmierci" brzmi niezwykle kusząco. Poza tym, napisałaś bardzo barwną i zabawną recenzję, którą - mimo, że jest negatywna - przyjemnie się czytało. :)

    Obserwuję jako: Sheena Wolf

    OdpowiedzUsuń
  12. Chciała bym coś sensownego napisać i od rana zastanawiam się co :) Wypiłam już chyba ze trzy kawy i nadal pustka w głowie, może i nawet tak jak u głównej bohaterki Kate :) Zastanawiam się skąd Pan Simon zaczerpnął pomysł na taka fabułę!! Pomyślała bym, że bliższa jest kobiecie niż mężczyźnie! Może dlatego nie wyszło bo kobiety to trudny temat a jeszcze nasze dylematy!!! Ciężko rozgryźć co nam w głowie siedzi i Panu Simonowi chyba tym razem się nie udało. Piszę "chyba" bo nie czytałam, ale nie wiem na ile jestem chętna czytać o kobiecie która nie wie czego chce i na dodatek nie potrafi tego w sposób sprytny i może nawet przebiegły wykorzystać do swoich celów!!! Recenzja jest bardzo zabawna jakby opisywała komedię romantyczną nie do końca dobrze napisaną, któż by przypuszczał, że ma to być thriller. Temat zapłodnienia in vitro jest bardzo ciekawy i myślę, że można by stworzyć świetną komedię (coś w stylu tego co nam polecasz w recenzji) albo dramat. Penie plotę bez sensu no cóż ciężki dzień! Jutro idę walczyć o pracę trzymajcie kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie właśnie często bardziej przekonują kreacje postaci kobiecych stworzone przez mężczyzn ;) Może dlatego, że te bohaterki mają więcej cech, które prawdziwe kobiety powinny posiadać, czyli przede wszystkim dystans i pewność siebie. Natomiast najbardziej drażnią mnie autorki, które przedstawiają płeć piękną bardzo stereotypowo i przerysowanie (paradoksalnie rzadziej zdarza się to mężczyznom).

      Usuń
  13. Chociaż raz z czystym sumieniem śmiało przyznam, że tej książki nie przeczytam. Dzięki za doskonałą recenzję niedoskonałej książki:) Chyba za dużo kontrowersyjnych autor chciał poruszyć. Feminizm, sztuczne zapłodnienie, samotne macierzyństwo-trudne tematy, którym facet po prostu nie podołał. WNIOSEK nasuwa się sam-nie bierz się za opisywanie, a już broń Boże ocenianie czegoś o czym nie masz zielonego pojęcia.
    obserwuję jako Marzena Pawlisiak

    OdpowiedzUsuń
  14. Obserwuję jako Teresa Lechowska

    Pierwsza recenzja, która skutecznie zniechęciła mnie do przeczytania książki. Poprzednie, które niezbyt pochlebnie wypowiadały się o jakiejś pozycji wywoływały we mnie ducha przekory, że ja jednak spróbuję i może akurat mi się spodoba. Dziś widzę, że na wydrukowanie tej książki szkoda było drzewa, które poszło na papier. Skoro autorka recenzji pozwoliła sobie pominąć opis to według mnie jasny przekaz aby omijać tę pozycje szerokim łukiem.

    OdpowiedzUsuń
  15. Kurczę, "Chemię śmierci" jak i dalsze części bardzo lubię, Beckett jest cenionym przeze mnie pisarzem. "Zimne ognie" miałam kilka dni temu w rękach i nawet rozmyślałam, czy by nie kupić. Po Twojej recenzji mam obawę, że mogłabym się zawieść.
    Ale nie odrzucam pomysłu, by dać temu szansę.

    Pozdrawiam! :)

    zniewolone-trescia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie znam tego autora i nie poznam twoja recenzja skutecznie mnie od tego odwiodla jak nie robię na drutach to po nie nie sięgam jak nie mam zdania to nie pisze o feminizmie sztucznym zaplodnieniu samotnym macierzyństwie itp.autor polega z kretesem szkoda jak pisala jedna z dziewczyn papieru na te książki strata czasu drukarzy i drzew które posłużyły na papier na te ksiazki a drzewo rośnie przeciez tyle lat marnacja dziękuję za swietna recenzje dzieki niej nie sięgnę po ta pozycje .Obserwuje fb i bloga jako Janina Lewandowska 😊

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie widzę tu jakiegokolwiek thrillera psychologicznego. Wierzę recenzentce. Pozdrawiam.G. Grzesiak

    OdpowiedzUsuń
  18. Simon Beckett widząc to nazwisko mam nadzieje na dobry kryminał jak jego znakomity cykl Chemia śmierci z Davidem Hunterem a tu kolejna niska ocena. Widzę że książka poniżej oczekiwań. Widzę tu singielkę która w końcu dojrzewa do bycia matką, ale jak to bywa nie ma szczęścia w miłości.Brak napięcia i zaskoczenia które są atutami dobrego thrillera na pewno są na wielki minus. Kierować się tylko zewnętrznym wyglądem w poszukiwaniu dawcy nasienia dla swojego dziecka, czyli tak zwanego pierwszego lepszego nie brzmi naprawdę dobrze.Brak w tej książce fajerwerków a tytuł brzmi zimne ognie. No pocieszyłaś mnie że napisał Zimne ognie przed premierą Chemia śmierci bo już myślałam że pisarz ma formę zniżkową. Czyli dla mnie wielkiego konesera kryminałów pozycja nie warta uwagi więc Po Nieznajomym Cobena biorę się za Śnieżka musi umrzeć Nele Neuhaus po która to już dawno miałam sięgnąć a twoja recenzja jeszcze mnie utwierdziła w przekonaniu że naprawdę warto. Pozdrawiam i mam nadzieję że kolejny słaby tytuł nie zrazi cię do kryminałów. Lubię i obserwuję jako Emila Kejna

    OdpowiedzUsuń
  19. Zwijam się ze śmiechu. To zdanie o lodach było bezbłędne. Nie wiem z jakich to powodów książka jest podciągnięta pod thriller psychologiczny, mnie jedynie bawi jej bezbrzeżny brak potencjału i głupota głównej bohaterki. Ile to jest książek, których fabułę zdradzają opisy. Czytałam też wiele pozycji, które posiadały oszałamiający opis a były kompletnym dnem. Skusiłam się na przeczytanie opisu tej książki i...nie. Coś całkowicie nie dla mnie, bohaterka głupia jak but z lewej nogi, fabuła okrojona. Wcisnęłam już w siebie dużo chłamów, kolejnym mówię nie.

    OdpowiedzUsuń
  20. Hmmm... ja tu nie dostrzegam ani kryminału ani thrillera psychologicznego... Nieusatysfakcjonowana swoim życiem Kate szuka osoby która da jej dziecko ale nie chce się z tą osobą wiązać. Jakiś rok temu z nudów sięgnęłam po pierwszy lepszy harlequin z półki i wyobraźcie sobie ale motyw był ten sam ! Kobieta realizuje się zawodowo ale czuje że jej życie jest puste i nudne - nie chce się z nikim wiązać ale chciałaby mieć dziecko - więc szuka "dawcy" - tylko że w tej historii (oczywiście :) ) w wybranku się zakochuje i po krótkich perypetiach żyją dalej dłuuuugo i szczęśliwie. Tu bohaterka wydaje się być przesadzona - podkoloryzowana historia, żeby nie wyszedł z tego tani romans... Po recenzji wiem że nie kibicowałabym Kate nawet do połowy historii - bo bez czytania wydaje się być jakąś przesadzoną histeryczką :) Ta postać już mnie irytuje . Skoro jednak polecacie inne książki tego autora to może okazać się, że ta książka nie jest taka ostatecznie zła - no taki wypadek przy pracy :P "Chemia śmierci " jest jednak zdecydowanie bardziej interesującą opcją więc zostanę przy tej pozycji , po co się rozczarowywać ? :)

    obserwuję jako Alex
    lubię jako Janicka Aleksandra

    OdpowiedzUsuń
  21. Czytając tę recenzję mam wrażenie, że autor naprawdę zafundował nam thriller psychologiczny. Dobre pióro wykorzystane z takim marnotrawstwem.. to na prawdę może być thriller. Do tego bohaterka, która ewidentnie ma problemy natury psychologicznej.. Panu Simonowi się udało. Thriller psychologiczny jak nic, o ile nie horror! Tylko niestety nie w pozytywnym znaczeniu tego słowa.
    Najbardziej zdenerwował mnie fakt, że opis zawiera zbyt dużo detali i
    (co najgorsze) element zaskoczenia, który w takich książkach jest PODSTAWĄ! To jest nic innego jak nieposzanowanie czytelników! Opis to pierwsze co czytam, nad nim najbardziej rozmyślam. Nie można z niego uczynić skrótu całej książki! Ta powieść zapowiada się gorzej niż najstraszniejszy horror.

    Obserwuję jako Malwa

    OdpowiedzUsuń
  22. Doceniam, ze recenzja zawiera prawdziwe odczucia osoby, ktora przreczytala ksiazke, jednak sama siegne po ten tytul, poniewaz kazdy ma inne wrazenia I gust odnosnie gatunku, fabuly, stylu pisania itp. Oczywiscie nie zignoruje recenzji, ktora negatywnie opisuje rozwoj wydarzen czy bohaterow I przeczytam ja nie spodziewajac sie cudu, ale kto wie? Moze mi sie spodobac. Nie bede wiedziec poki nie przeczytam sama.
    Obserwuje na fb jako Klaudia Dural

    OdpowiedzUsuń
  23. Obserwuję jako Melisa Anonim
    Lubię jako Małgorzata Bula

    O, przecież to ta sama książka, o której wspominała Iga przy okazji recenzji książki "Nigdy, przenigdy"! :D Nie wiem, która z Was przeczytała ją jako pierwsza, ale czy nie sądzicie, że mogła zawczasu przekazać swoją o niej opinię koleżance i oszczędzić Jej męki? :D
    Chyba najbardziej znaną powieścią Simona Becketta jest "Chemia śmierci". Dla kogoś, kto ją czytał, spotkanie z "Zimnymi ogniami" będzie jak kubeł zimnej wody na głowę. Dla kogoś z kolei, kto jeszcze tego autora nie zna, może to być spotkanie z nim pierwsze i ostatnie. Całe szczęście, że z recenzji dowiaduję się, że to wcześniejsza powieść autora, a nie staczanie się po równi pochyłej. Mała to jednak pociecha dla tych, którzy nie otrzymają takiego ostrzeżenia, jak ta recenzja i po książkę sięgną, aby przeżyć gorzkie rozczarowanie. Może trzeba było ją jednak schować do szuflady, zamiast wydawać na fali popularności autora, zapewne jedynie w celach zarobkowych. Bo żadnych innych korzyści mu to nie przysporzyło, a już zwłaszcza uznania czytelników. Niekoniecznie trzeba lubić głównego bohatera powieści, aby docenić ją samą, przykładem może być "Dziewczyna z pociągu", czy dwa thrillery Gillian Flynn - nie będę spoilerować ;) Ale w takim wypadku wszelkie niedostatki musi nadrobić fabuła książki. Tutaj niestety nie udało się naciągnąć materiału tak, aby załatać wszelkie dziury... A skoro mowa o spoilerach - to zdecydowanie za mało powiedzieć, że jestem niemile zaskoczona wyłożeniem jak na tacy wszystkiego co najistotniejsze w thrillerach już w opisie książki - brutalne obnażenie całego suspensu, nie wspominając już o elemencie zakończenia książki. Skandal. Ze strony wydawcy to zagranie zdecydowanie nie fair w stosunku do potencjalnego czytelnika. Przypomina mi to zapowiedź spikerki telewizyjnej z czasów PRL, która zdradza najważniejsze elementy treści zapowiadanego filmu sensacyjnego, a następnie życzy miłego seansu - gdzie ja to widziałam? ;)

    OdpowiedzUsuń