wtorek, 25 sierpnia 2015

Peter Kerr - "Incydent w Dirleton"


Tytuł: Incydent w Dirleton
Autor: Peter Kerr
Cykl: Bob Burns na tropie (tom 1)
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 264
Ocena: 6/10

Opis:
Bertie McGregor, pensjonariuszka oddziału geriatrycznego w Dirleton, cały swój majątek zapisuje w testamencie… kotu. Wkrótce staruszka zostaje zamordowana, ktoś zabija też jej ukochanego pupila. Śledztwo prowadzi detektyw Bob Burns. Gdy jego przełożeni postanawiają zamknąć sprawę, policjant rozpoczyna własne dochodzenie. Tropy wiodą aż na Majorkę…


Recenzja:
Przyznam szczerze, że nie czytam kryminałów i raczej za nimi nie przypadam. Nie wiem, co konkretnie skłoniło mnie, żeby sięgnąć po ten. Pewnie opis, z którego dowiadujemy się, że pewien detektyw będzie musiał rozwiązać zagadkę śmierci pensjonariuszki oddziału geriatrycznego… a także jej pupila, któremu notabene zapisała majątek w testamencie. Jak się okazało śmierć kota nie była szczególnie istotna, co nie znaczy, że nie było ciekawie…
Bob Burns nie jest detektywem, który specjalnie by się wyróżniał. Rozwiedziony, z wrzodem na żołądku, choć kumple awansowali, on od lat pozostaje na stanowisku sierżanta… Ale oczywiście jak na dobrego detektywa przystało, ma to coś, ten szósty zmysł, który odzywa się, gdy coś nie gra. I tak dzieje się w przypadku banalnej z pozoru sprawy morderstwa. Staruszka i jej kot giną od ciosów szpadlem ogrodowym. Podejrzenia w naturalny sposób kierują się na ogrodnika, którego tego samego dnia wiele osób widziało, jak rzeczonym szpadlem przekopywał rabatki. Wydaje się, że postawić mu oskarżenie to czysta formalność. Jak się okazuje, w poszukiwaniu prawdziwego sprawcy Bob będzie musiał udać się aż na Majorkę, po drodze zostanie zawieszony w czynnościach, a pomóc mu będzie musiał przygłupi posterunkowy, będący stereotypowym przykładem małomiasteczkowego i mało myślącego gliny. Do tego umówi się z panią doktor Julie Gryson, pracowniczką laboratorium kryminalistycznego. W tym składzie będą starali się rozwiązać zagadkę, a pewna wredna baba będzie uparcie deptać im po piętach.
Cała akcja nie jest mocno skomplikowana, ale obfituje w zaskakujące i zabawne zwroty akcji. Detektyw jest ironiczny, co przy kompletnym braku zrozumienia posterunkowego, czym jest sarkazm, daje fajny efekt. Do tego postać Julie jest ciekawa, dziewczyna umie o siebie zadbać i dobrze współgra z detektywem. Zakręcona staruszka jest wisienką na torcie.
Co tu dużo mówić (pisać) – może Peter Kerr nie ma pomysłu na spektakularną zagadkę, ale nadrabia poczuciem humoru, tworząc zabawne sytuacje i kreując bohaterów, o których dobrze się czyta. Jeśli macie więc ochotę odpocząć w te wakacje z mało wymagającą książką, która jednak sprawi, że będziecie się uśmiechać, sięgnijcie po Incydent w Dirleton.


Książkę dostałam od Grupy Wydawniczej Publicat

39 komentarzy:

  1. Nie znam tej powieści, ale być może w wolnej chwili przyjrzę się jej bliżej!


    Bookeaterreality

    OdpowiedzUsuń
  2. kryminały uwielbiam, a jesli jest dużo dobrego humoru to książka dla mnie , dla mnie , dla mnie :D :D :D

    OdpowiedzUsuń
  3. To chyba fajna książka - taki kryminał w lżejszej formie :). Chętnie bym sięgnęła, zwłaszcza jeśli sprawi, że będę się mogła trochę pośmiać :D. Bo fabuła wydaje się naprawdę dzika i szalona :P.
    City of Dreaming Books

    OdpowiedzUsuń
  4. Na razie chyba spasuję. Nie do końca kręci mnie fabuła tej książki. To nie dla mnie, ale może kiedyś :/
    http://gabrysiekrecenzuje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Jakoś tak mnie ta okładka nie zachęca. I ta cała historia taka trochę komiczna jak dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Widziałam już u kogoś innego tę książkę, chociaż była znacznie lepiej oceniona. Ale i tak chciałabym ją przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  7. Mimo wszystko nie ciągnie mnie do tej książki.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. No cóż jakkolwiek dobry humor by kryminał nie posiadał. Nadal zostaje kryminałem. Nudnym i bez rewelacji

    OdpowiedzUsuń
  9. Ostatnio coraz częściej sięgam po kryminały, więc może ten również przeczytam. Skoro spotkam się tu z poczuciem humoru, chyba jest to coś dla mnie ;)
    http://booksbyshadow.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Poczucie humoru to ważna rzecz w książce ale to dla mnie za mało, żeby sięgnąć po tę książkę. Jako że sięga po kryminały raz na ruski rok, to raczej ta pozycja nie będzie wyjątkiem, i po nią nie sięgne. W dodatku ten oddział getriatryczny...
    Nie to nie dla mnie.
    Zdecydowanie!;p

    OdpowiedzUsuń
  11. Kot na okładce powinien przyczynić się do sukcesu tej książki. Ja od kryminałów raczej stronię, ale to poczucie humoru mnie przekonuje. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ano, kot jest uroczy :)

      Usuń
    2. A to istnieją "nieurocze" koty? Nawet GrumpyCat jest na swój sposób urokliwy. :)

      Usuń
  12. Sama okładka jakość nie kojarzy mi się z kryminałem, bardziej przypomina mi książeczkę dla dzieci, którą rodzice czytają im na dobranoc. :D

    Kot spadkobiercą majątku swojej opiekunki, w tym przypadku starszej babci- to brzmi dla mnie nieco zabawie. ;)

    Jednak...

    Pragnę zapoznać się z kryminałem, w którym nie brak ani poczucia humoru, ani ciekawych zwrotów akcji. :) No i oczywiście, ja się lubuję w kryminałach. :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo lubię powieści pełne dobrego humoru. Są idealne na lato - lekkie i przyjemne. Myślę, że choć kryminałów nie lubię - chętnie przeczytam. :)

    OdpowiedzUsuń
  14. I znów książka plus...kot;) Czyli pogląd o książkomaniaku i kotomaniaku w jednej osobie. A czasem tak piesek zamiast kotka by się przydał, tak przynajmniej mam ja;)
    Ale do meritum- książka skojarzyła mi się nieco z takimi zjawiskami z literackiego światka, jak panną Marple, Alfred Bendelin, a najbardziej Agatha Raisin- angielski/szkocki klimat, intryga kryminalna, spora dawka humoru. Zazwyczaj sięgam po kryminały mocniejsze i mroczniejsze, ale od czasu do czasu lubię się pośmiać w takim stylu. Sięgnę więc z pewnością:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Opis fabuły brzmi... dziwacznie, ale byłabym skłonna "zaryzykować". ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Również rzadko sięgam po kryminały. Piszesz, że są zabawne zwroty akcji, więc może się skuszę. :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Okładka mnie nie zachęca, ale fabuła książki zdecydowanie tak ;) Kot miałby otrzymać spadek? Jest to zarówno zabawne jak i intrygujące ;)
    I kto zamordował kobietę i kota, a potem uciekł aż na Majorkę?

    OdpowiedzUsuń
  18. Kojarzy mi się to trochę z "Mistrzem i Małgorzatą" być może przez tego kota :P :P
    Interesujące :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta książka nie ma nic wspólnego z Mistrzem i Małgorzatą, nawet kota (a może przede wszystkim).

      Usuń
    2. To było po prostu skojarzenie ;)
      ile ludzi, tyle myśli a to, że nie zawsze zrozumiałe to nieważne :P To była moja pierwsza myśl, po przeczytaniu,tego , ze kotu zapisuję się coś w testamencie. Dlatego skojarzył mi się kot z ludzkimi cechami ;) Może za dużo fantazjuję :D
      Pozdrawiam

      Usuń
  19. Zabójstwo staruszki i jej spadkobiercy - kota? Nie brzmi zachęcająco jak dla mnie, ale w sumie ciekawie jak cała sprawa się potoczyła, i kto tak na prawdę miał cel by zabijać staruszkę, tym bardziej, że wszystkie tropy prowadzą na Majorkę.

    OdpowiedzUsuń
  20. Nie znoszę kryminałów. Nie lubię trupów, krwi i zabójstw. Zabójstwo staruszki i kota... To nie dla mnie...

    OdpowiedzUsuń
  21. Uwielbiam kryminały. Gdybym miała wybrać jeden ukochany gatunek książek, byłyby to właśnie one.

    OdpowiedzUsuń
  22. Lubię koty, kryminały też. Więcej punktów przemawiających za przeczytaniem tej książki nie potrzebuję. I nawet jeśli nie jest specjalnie ambitnie...

    OdpowiedzUsuń
  23. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  24. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  25. Ja uwielbiam czytać kryminały, ale sądząc po recenzji takiego jak ten jeszcze nie czytałam. Zabawny kryminał - to może być ciekawe! Na pewno kiedyś po niego sięgnę. :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Witam :)
    Ja również nie czytam kryminałów czy horrorów (za to mój mąż to tylko to), ale Twoja recenzja spodobała mi się - bardzo lekko napisana :) Natomiast od razu moją sympatię wzbudził Bob Burns i tylko ze względu na niego z chęcią przeczytałabym "Incydent w Dirleton"
    Pozdrawiam, Dorota Kalinowska

    OdpowiedzUsuń
  27. Lubię zabawne książki, ale w tej chyba nie o to chodziło :/

    OdpowiedzUsuń
  28. A ja bardzo lubię kryminały i do przeczytania książki bardziej skłoniła mnie recenzja niż jej opis. Kiedyś czytałam podobną książkę i bardzo mi się podobała, także po tę pozycję na pewno sięgnę, może nie w najbliższej przyszłości, ale kiedyś na pewno przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Jednym zdaniem: lekki, humorystyczny kryminał, obfitujący w zwroty akcji i całkiem barwnych bohaterów. Szkoda tylko kota.

    OdpowiedzUsuń
  30. Zawsze mnie smuci śmierć zwierząt na filmach, a tutaj śmierć kota na start! Dobrze, że reszta tego kryminału jest humorystyczna. :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Może ktoś mi wytłumaczy: dlaczego zawsze jako pierwszy podejrzewany jest ogrodnik?!

    OdpowiedzUsuń
  32. Nie spodziewałam się po okładce, że książka to kryminał. Ja dla odmiany bardzo je lubię, więc jestem jednak trochę bardziej wymagająca. Nie wiem, czy odrobina humoru wystarczy :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Poczucie humoru chyba najbardziej cenię w książkach.

    OdpowiedzUsuń