niedziela, 3 maja 2015

Charlotte Brontë - "Jane Eyre. Autobiografia"

Autor: Charlotte Brontë
Tytuł: Jane Eyre. Autobiografia
Wydawnictwo: MG
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 608
Ocena: 9/10

Opis:

UWAGA! Książka została wydana wcześniej pt. "Dziwne losy Jane Eyre".

Najsłynniejsza powieść Charlotte Brontë, która przyniosła jej międzynarodową sławę.
Brontë opowiada historię młodej dziewczyny, która po stracie obojga rodziców, trafia do domu brata swojej matki. Nie potrafi jednak obudzić uczuć u ciotki, która – gdy tylko nadarza się okazja – pozbywa się dziewczynki, wysyłając ją do szkoły dla sierot, słynącej z surowego rygoru. Jane daje sobie jednak radę, zdobywa wykształcenie i wreszcie znajduje pracę jako guwernantka, w domu Edwarda Rochestera, samotnie wychowującego przysposobioną córkę. Wydawałoby się, że tu wreszcie znajdzie prawdziwe szczęście. Jednak los upomni się zadośćuczynienia za winy z przeszłości jej ukochanego pana. Jane nocą ucieka szukać swojej własnej drogi…



Recenzja:

Oto leży przede mną ponad 600 stron fantastycznej literatury. Jeśli napiszę, że jest to romans, zaszufladkuję od razu genialne dzieło w nieodpowiedniej dla niego kategorii, która ograniczy grono jej odbiorców do wielbicielek harlequinowych podniet lub innego typu miłosnych uniesień. Tymczasem Jane Eyre – bo o niej piszę – wykracza poza stereotypowe ramy tak zwanej literatury kobiecej i może porwać najambitniejszego czytelnika, bez względu na płeć czy osobiste preferencje. Wystarczy odrobina ciekawości i otwartości na relację pozornie zwyczajnej pastorówny z epoki wiktoriańskiej.

Zaczyna się bardzo smutno i dramatycznie: osierocona dziewczynka wychowywana przez surową i niesprawiedliwą ciotkę, dręczona przez jej okrutne, rozpieszczone dzieci. Służba również nie lubi dziewczynki, bo ta jest brzydka, harda i nie zawsze umie znieść pokornie krzywdy wyrządzane jej bezkarnie przez krewnych. Jane jest z gruntu dobrym dzieckiem, zbyt bystrym i inteligentnym jednak, by nie zdawać sobie sprawy z niesprawiedliwości, jaka ją spotyka. Nie boi się tego powiedzieć ciotce w twarz, czym wzbudza jej lęk i jeszcze większą nienawiść. Tak zostaje odesłana do szkoły z internatem, w której początkowo również nie najlepiej jej się wiedzie. Z czasem sama zostaje nauczycielką w tej szkole, a w wieku osiemnastu lat dostaje posadę prywatnej nauczycielki małej dziewczynki w posiadłości Thornfield.

I tu pojawia się ów wątek miłosny, który tak niecnie spycha Jane Eyre na margines literatury. Pozornie jest to banalny układ: skromna nauczycielka i bogaty pracodawca, właściciel posiadłości. Ale nie. Nie jest tak prosto. Ów bogacz, pan Rochester to nie jakiś Adonis. To brzydki, starszy od Jane o jakieś 20 lat, dziki, gburowaty jegomość, któremu obce są uniesienia Wertera. Ponadto jest tajemniczy, ukrywa coś przed światem i niejednokrotnie urywa zdanie, by nie powiedzieć za dużo. Dręczy Jane obnosząc się swoim zbliżającym się narzeczeństwem z bosko piękną i pustą Bianką Ingram. Jane odpowiada na to z godnością, nie daje poznać po sobie udręczenia, a opisy jej zmagań z samą sobą, z poczuciem przyzwoitości. Zwłaszcza, gdy już jej nadzieje na małżeństwo z panem Rochesterem nieomal stają się faktem, a los stawia przed nią dylematy moralne, z którymi musi się zmierzyć, błądząc w jakimś psychodelicznym amoku.

Ale wątek miłosny to nie wszystko. Pojawia się też thriller, bo oto po Thorfield błąka się nocami jakieś stworzenie przerażające chichocząc złowieszczo, podpalając łóżka, przeglądając się w lustrach, gryząc nieostrożnych. Jest dziwna służąca, Gracja Poole zamykająca się na trzecim piętrze – podobno szwaczka – lubiąca wypić, małomówna, niepokojąca, tajemnicza, odpychająca, zdająca się dzierżyć władzę nad panem Rochesterem. I to właśnie z zamkniętego trzeciego piętra, na którym ona przesiaduje, docierają skowyty i śmiechy. Zatem w domu coś straszy i Gracja musi coś o tym wiedzieć.

Kontrastem dla posępnej, choć energicznej postaci właściciela i tajemnic jego domu, jest śliczna mała Francuzeczka, rozpieszczona i urocza dziewczynka imieniem Adelka. Pan Rochester zaklina się, że to nie jego córka, a jedynie jego byłej kochanki. Z niewiadomych przyczyn poczuł się w odpowiedzialności zająć dziewczynką, choć drażni go jej próżność i opędza się od niej jak od muchy, zastępując bliskość kosztownymi prezentami. Adelka boi się opiekuna, ale ewidentnie czuje do niego przywiązanie. To jasny promyk w tej mrocznej opowieści i nieco moralizatorski, jak z próżnego dziewczęcia zrobić skromną damę. Ten fragment podoba mi się najmniej, choć nie jest pozbawiony uroku.

Jest tu też Bóg. To do niego ucieka Jane w trudnych chwilach, do niego powraca pan Rochester po trudach życia, dla niego poświęca życie piękny St. John Rivers, cudem odnaleziony kuzyn Jane. Jest to element patetyczny i dramatyczny, ale ujęty w słowa przez autorkę nabiera zachęcających barw.

Nie zdradzę co straszyło w Thornfield, nie zdradzę jak odkryła krewnych i czy wyszła za czarnookiego pana Rochestera. Powiem tylko, że takiej jazdy nie zapewni żaden romans.

I na koniec o autorce: od tej chwili uwielbiam Charlotte Bronte! I dziękuję wydawnictwu MG za możliwość odkrycia w sobie tego uwielbienia. Błagam o więcej!


4 komentarze:

  1. Uwielbiam Jane Eyre, wręcz kocham i po prostu nie wyobrażam sobie, żeby nie mogła istnieć :) Zresztą Charlotte, nikt tak nie pisze jak ona...:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam tę książkę i siostry Bronte!! Dzięki twojej recenzji mam ochotę odświeżyć sobie tę histori.

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubię twórczość sióstr Bronte, więc pewnie, prędzej czy później, sięgnę po ten tytuł - tym bardziej, że zachwycił Ciebie, więc musi mieć w sobie to COŚ. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny wpis , bardzo podobają się nam takie klimaty zresztą my również dzisiaj wrzuciliśmy coś nowego, czy byłaby możliwość aby dostać twoją opinię na temat naszego wpisu lub całej strony ? Pisz tam, będzie łatwiej :) A tutaj przesyłam link do wpisu :)
    http://blondynkitezgraja.pl/scenki-bialowieskie-kolo-rysunkowe-spotkanie-nr-19/
    Tak pozatym napewno też Ci się spodoba nasza relacja z Pyrkonu :) http://blondynkitezgraja.pl/pyrkon-2015-relacja/

    OdpowiedzUsuń