sobota, 18 kwietnia 2015

Anna Bichalska - "Czarci most"


Autor: Anna Bichalska
Tytuł: Czarci most
Wydawnictwo: Videograf
Data wydania: 4 luty 2015
Liczba stron: 320
Ocena: 8/10

Opis: 

Młody pisarz książek dla dzieci, Mikołaj Osadnik, po śmierci babki przyjeżdża do Czarciego Mostu - rodzinnego miasteczka, które opuścił jako dziecko. Na miejscu Mikołaj spotyka Jagę - dziennikarkę lokalnej gazety i znajomą z dzieciństwa, która opiekowała się jego babcią przed śmiercią. Wkrótce siostra Jagi zostaje zamordowana, a jej dziesięcioletni syn znika. Okazuje się też, że miasteczko nie jest takie, jak się na pozór wydaje, a miejscowe legendy i opowieści kryją w sobie wiele z prawdy. W jego pobliżu działają tajemnicze siły, a postacie z baśni i mitów żyją tuż obok ludzi od setek lat.



Recenzja:

   Po intensywnym czytaniu książkowych cegieł, ważących tonę i liczących sobie po 700 stron, miło jest sięgnąć po coś krótszego i łatwiejszego w transporcie. Po przeczytaniu poprzedniej książki, nie miałam ściśle sprecyzowanego kierunku, co teraz będę czytać. Na chybił trafił wybrałam Czarci most i jestem zadowolona z tego trafu.

Mimo iż na okładce jest napisane, że mamy do czynienia z powieścią fantasy, po przeczytaniu opisu myślałam, że będziemy zmierzać raczej ku horrorowi i raczej nie robiłam sobie dużych nadziei związanych z lekturą. To co zaserwowała autorka, przeszło moje wyobrażenie i tak mi się spodobała, że mimo kilku widocznych niedociągnięć, których jestem w pełni świadoma i zaraz Wam o nich powiem, nie mogłam dać niższej oceny. Swoją drogą ostatnio doszłam do wniosku, że praktycznie w ogóle nie jestem krytyczna wobec książek. W każdej staram się znaleźć coś na prawdę dobrego. Ale wracając do tematu.

Głównym bohaterem historii jest Mikołaj. Mikołaj jest pisarzem, który po śmierci babci wraca do swojego rodzinnego miasteczka, aby uregulować kilka spraw. W momencie kiedy przybywa na miejsce w Czarcim Moście, zaczynają się dziać coraz dziwniejsze rzeczy, a pewne zaginięcie staje się powodem dłuższego pobytu pisarza w mieście. Czy tylko mi się wydaje, że w tego typu historiach to zawsze pisarz lub pisarka są głównymi bohaterami? Niech mnie ktoś uświadomi co takiego jest w tej grupie zawodowej :).

Zaczyna się trochę nudo, ale proszę nie zrażajcie się bo warto poczekać na ciąg dalszy, który z kartki na kartkę robi się coraz ciekawszy. Już na pierwszy rzut oka widać skąd czerpała inspirację Pani Bichalska. Przede wszystkim są to baśnie i legendy, ich wycinki i fragmenty. Nie jestem w stanie zidentyfikować, czy wszystkie są autentycznymi legendami, czy może jakieś autorka stworzyła sama. Niemniej jednak czytało się to bardzo dobrze i można było też zauważyć czerpanie pomysłów od innych autorów. Czy tylko mnie domowy Smolak skojarzył się ze Zgredkiem ? I nie widzę w tym nic złego, bo skoro dobrze się czytało, to czemu nie.

Jest to debiut powieściowy i da się to lekko wyczuć. Przede wszystkim w dialogach, które czasem są na prawdę przydługie i bywają trochę zagmatwane. Chwali się duża ilość pomysłów, ale jak na te trzysta kilka stron było ich chyba trochę za dużo. Nie zrozumcie mnie źle, że coś było upychane na siłę, ale według mnie jakby rozwinąć trochę niektóre wątki to materiału jest przynajmniej na dwa tomy. Co nie zmienia faktu, że po takim zakończeniu spodziewam się kolejnej części i mam nadzieję, że książka ta będzie miała swoją kontynuację.

Jeśli już wspomniałam o zakończeniu, to tutaj Autorka mnie zaskoczyła. Kiedy ja myślałam, że historia ma się już ku końcowi i wszystko się rozwiązało, nagle bum i... dobra bez spojlerów. Jeśli zżywam się z bohaterami, to już jest dobrze. Tutaj początkowo miałam z tym problem, ale potem przepadłam. Postacie są odpowiednie na odpowiednim miejscu. Bez wielkich rewelacji, ale też nie ma katastrofy.

Cały zamysł na historię, może nie jest jakiś innowacyjny, ale mnie się na prawdę podobał. Autorka przenosi nas w świat, w którym wszystko nas ciekawi i chcemy go chłonąć i chłonąć. Pod koniec książki, żałowałam, że tak szybko się kończy, bo udało mi się bardzo szybko ją przeczytać. Dlatego mam tą moją cichą nadzieję na kontynuację.

Okładka intryguje i przyciąga wzrok. W księgarni raczej nie przejdzie się obok niej obojętnie i jak dla mnie jest idealnym odzwierciedleniem tego co znajduje się w środku książki.

Polecam Wam bardzo serdecznie tę książkę. Myślę, że mimo kilku niedociągnięć jest na prawdę dobra. Ma potencjał i który w kontynuacji mógłby się niesamowicie rozwinąć. Myślę, że traki do każdej grupy wiekowej. 

Z gorącymi pozdrowieniami,
Klaudia.

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Videograf


2 komentarze:

  1. Ciekawa recenzja - od siebie dodam tylko, że "naprawdę" piszę się razem, nie osobno :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka z zaskakującym zakończeniem może bym się skusiła gdyby nie to, że na półce 40 nieprzeczytanych książek :(

    OdpowiedzUsuń