wtorek, 26 sierpnia 2014

J.M. McDermott - "Dzieci Demonów"


Tytuł: Dzieci Demonów
Autor: J.M. McDermott
Wydawnictwo: Prószczyński i S-ka
Data wydania: 2012
Ilość stron: 272
Ocena: 9/10

Opis:


Bezimiennych, sługi bogini Elishty, przed laty zapędzono do podziemi. Niestety, ich pomiot, zrodzony przez śmiertelne kobiety, wciąż plugawi te ziemie. To półdemony, przeklęta krew. Wszystko, czego dotkną, zostaje skażone. Chroniący się w miastach ludzie wysłali ich tropem Wędrowców Błogosławionej Erin – biegających z wilkami członków watahy. Nie spoczną, dopóki nie wytropią ostatniego z dzieci demonów. Co jednak, jeżeli potomkowie Bezimiennych mają dusze?


Recenzja:

Czy kiedykolwiek głównym powodem, dla którego sięgnęliście po daną książkę, była jej okładka? In persona, muszę ze wstydem przyznać, że choć zwykłam nie oceniać literatury wizualnie, to Dzieci Demonów skusiły mnie właśnie szatą graficzną, przywołującą mi na myśl postać z japońskiej mangi. Połączywszy to z całkiem udanym opisem, przypominającym mi odrobinę twórczość Davida Gemmella, zwyczajnie nie mogłam się powstrzymać przed zdobyciem ów pozycji i teraz... stoi wesoło na mojej półeczce, tuż obok twórczości wcześniej wymienionego autora, choć - otwarcie pisząc - związku z jego seriami nie odnalazłam.

Dzieci Demonów, autorstwa J.M. McDermotta, są pierwszym tomem trylogii zatytułowanej Psia Ziemia. Szczerze powiedziawszy, to pierwszy raz miałam szansę zapoznać się z ów autorem, chociaż z tego co wyczytałam z krótkiej notatki zamieszczonej na jego temat w książce, opublikował wiele opowiadań na łamach różnych magazynów i portali, a jedna z jego powieści była nominowana do nagrody Crawforda. Niestety, J.M. McDermott, nie jest w Polsce zbyt dobrze znanym pisarzem nad czym, po przeczytaniu Dzieci Demonów, odrobinę ubolewam.

Jak to jest zyskać pamięć miliona chwil cudzego życia? To jak być na wyspie pośród dwóch oceanów - ocean, który widzisz, gdy masz otwarte oczy jest twój; ten, który widzisz z zamkniętymi oczami, twój nie jest.

Zarówno narracja, jak i prowadzenie całej fabuły Dzieci Demonów, są doprawdy frapujące. Poznajemy świat oczami małżeństwa bezimiennych Wędrowców - ludzi-wilków, tropiących demony - oraz samych potomków demonów, ale nie za sprawą ich widzenia a... śnienia jednej z ich głównych oprawców. Szybko odnalazłam się w tym świecie skażonym przez demony i pochłonięta przez fabułę oraz postaci pełne sekretów, nie mogłam odejść od powieści. Właściwie, to mam wrażenie, że wciąż w niej tkwię...

Czemu wszyscy mówią, że doznają tylko jednego uczucia naraz? We mnie kłębi się wiele uczuć jednocześnie. 

Wbrew temu, że książka ta wyszła spod męskiego pióra, Dzieci Demonów kipią emocjami i pragnieniami bohaterów, którzy wręcz odżywiają na kartach powieści. Każdy charakter ukazany jej wyjątkowo barwnie, poznajemy motywy działań każdego, a także ich ciche życzenia, na które ciężko pozostać obojętnym. Wiem, że zabrzmi to kuriozalnie, ale mogłabym przysiąc, że w trakcie lektury nawiązałam jakąś finezyjną więź porozumienia pomiędzy sobą a bohaterami. Zupełnie, jakbym brała w ich życiu udział we własnej osobie... 

Pomimo tego, co napisałam powyżej, Dzieciom Demonów nie brakuje także ostrego pazura i krwi. Szkarłatna maź przelewa się tutaj na wielu stronach, nie brakuje także bestialskich aktów, zwyrodnialców, walk, a także wizyt w burdelach i kanałach. Bezwzględne działania Wędrowców (szczególnie rygorystyczne palenie wszystkiego, czego dotknęła skaza) również nie należą do najprzyjemniejszych elementów fabuły. Czy naprawdę gruboskórne traktowanie zwyczajnych ludzi i ich dorobku jest warunkiem ochrony świata przed demoniczną posoką

 Jaką miałam rękę, zanim się narodziłam, albowiem ręką zmieniam ten świat?

W Dzieciach Demonów kłębią się również interesujące bóstwa, wierzenia i obyczaje. Cały świat książki pana McDermotta jest równocześnie poukładany, jak i pogrążony w chaosie, pełen magii i zwyczajności -  jest wypełniony przeciwieństwami, które dla czytelnika są niebywale apetyczne. Zresztą, sam napis na tyle powieści głosi: Pełnokrwiste, mroczne fantasy o świecie skażonym przez demony, a wszystko, co pełnokrwiste, automatycznie jest smaczne, prawda? ;)

Dzieci Demonów polecam miłośnikom mrocznej fantastyki, która posiada drugie dno. Ta lektura poza niesamowitą fabułą, daje czytelnikowi znacznie więcej - powiedziałabym wręcz, że z każdą stroną jesteśmy coraz bardziej skażeni przez ten demoniczny świat, ale w pozytywnym tych słów znaczeniu. Książka ta, budzi w człowieku jakąś iskierkę wrażliwości, o której nie sposób zapomnieć...

                           A któż z nas pamięta, co to szczęście?

1 komentarz:

  1. Faktycznie, nie słyszałam jeszcze o tym autorze :)

    OdpowiedzUsuń