sobota, 21 czerwca 2014

Maggie Stiefvater - "Lament. Intryga Królowej Elfów"

Autor: Maggie Stiefvater
Tytuł: Lament. Intryga Królowej Elfów
Wydawnictwo: Illuminatio
Data wydania: 2011
Ilość stron: 320
Ocena: 6/10

Opis:

Utalentowaną szesnastoletnią harfistkę, Deirdre Monghan, która regularnie grywa na konkursach i różnych imprezach, dręczy niepokojący rodzaj tremy przed publicznymi występami. Ataki strachu paraliżują ją do tego stopnia, że czas tuż przed występem spędza najczęściej w toalecie. Prawda, że to kiepski sposób na rozpoczęcie romansu? A jednak… Kiedy Deirdre przed jednym z festiwali ponownie nie może opanować swego lęku, z pomocą przychodzi jej tajemniczy chłopak Luke Dillon. Niespodziewanie Luke proponuje jej występ na scenie w duecie razem z nim. Od tego momentu w życiu Deirdre zaczyna pojawiać się czterolistna koniczyna, a ona sama rozwija niezwykłe zdolności, o których wcześniej nie miała pojęcia. Spotyka też dziwacznych ludzi, którzy wydają się pochodzić s z innego świata. Jej najlepszy przyjaciel James, jej ukochana babcia oraz mama są się w śmiertelnym niebezpieczeństwie, ponieważ Deirdre znalazła się na celowniku królowej pewnej magicznej krainy. Okazuje się, że Luke został przez nią wynajęty, aby zabić Deirdre, ale zamiast tego zakochał się w niej bez pamięci. A Deidre? Ta nieśmiała dziewczyna odkrywa w końcu, że jako jedna z niewielu ma dar widzenia mieszkańców tajemniczej krainy. Ta piękna i niebanalna opowieść, będąca debiutem pisarskim autorki, oddaje wiernie obraz celtyckiej baśni, którą przedstawiono w uwspółcześnionej wersji.

Recenzja:

Na książkę trafiłam w sumie przypadkowo i na początku nie miałam zamiaru zapoznawać się z treścią, pamiętając, jak odebrałam inne książki tej autorki. 
Po chwili namysłu postanowiłam jednak dać szansę tej pozycji i nie skreślać jej na starcie, szczególnie, że opis z tyłu okładki naprawdę mnie zaciekawił, a okładka nawet mi się spodobała.

Takim sposobem książeczka ta zagościła w moich dłoniach i znalazła się na mojej liście przeczytanych pozycji.

„- Szybko. Udawaj, że coś mi pokazujesz, żeby wyglądało jakbym jej nie widziała. (...) - Patrz, księżyc.”  

Początek tej lekturki nawet mi się spodobał. Zaciekawił mnie, mimo że akcja nie była jeszcze zawiązana, a fabuła praktycznie nie istniała. Czym jednak brnęłam dalej, tym fabuła była jaśniejsza, a akcja naprawdę się rozkręciła.
Co do fabuły - pomysł autorki był naprawdę wspaniały i oryginalny. Uwielbiam nawiązania do baśni, mitów i wierzeń w książkach, a najbardziej lubię, jak wszystkie wydarzenia się na tym opierają. Sprawia to, że książkę taką czytam naprawdę z ogromną przyjemnością... Tak więc nic dziwnego, że pomysł ten tak bardzo przypadł mi do gustu.


Natomiast co do samej, rozgrywającej się na kartach tej pozycji, akcji... Istna katastrofa. Zbyt dużo wszystkiego.
Jak przy początkowych stronach, praktycznie wcale nie istniała, tak kiedy już zaczęła istnieć, to pędziła zdecydowanie za szybko i w ciągu zaledwie kilku stron rozgrywało się tyle wydarzeń, że mogło się je spokojnie opisać w więcej niż jednym tomie. Zdecydowanie jest to minus książeczki.

„- Nie możesz sobie poradzić? Nie potrafisz zabić tej dziewczynki? Czemu? - Bo ją kocham. - Jego głos brzmiał beznamiętnie i rzeczowo, jakby mówił 'niebo jest niebieskie'.”

Postacie są za to wykreowane bardzo pozytywnie i ciekawie. 
Niektóre stanowczo należą do tych dobrych, a przy niektórych widać, że należą do tej złej strony.

Każda postać ma dobrze zaplanowany charakter i czytając tę pozycję z perspektywy Deidre łatwo zauważyć, że jej przemyślenia nie zmieniają się co stronę i jest raczej stała w jakichkolwiek założeniach, chociaż mimo wcześniejszym zaprzeczeniom w istnienie magii, łatwo pogodziła się z myślą, że ona jednak istnieje. Może troszkę za łatwo.

Postacią, która najbardziej zapadła mi w pamięć, z tej książki, to Luke. Chłopak, który zdecydowanie za dużo przeszedł i był zmuszony do robienia zbyt wielu rzeczy. W pewnym momencie zaczęłam doskonale rozumieć motywy, jakie nim kierowały i uczucia, które były z nim od lat.

„Chciałabym uchwycić tę chwilę, zapakować ją w papier i dawać sobie w prezencie, za każdym razem, kiedy się nędznie poczuję.”

Okładka nie należy do najpiękniejszych. Niemniej w jakiś sposób... całkiem trafnie nawiązuje do treści książki. Mimo wszystko wolałabym, aby wyglądała ona inaczej. Nie od dziś bowiem wiadomo, że ładna oprawa graficzna zachęca jeszcze bardziej czytelnika do kupna danej książeczeki.

Pozycją polecam wszystkim fanom fantastyki, magii, wróżek, książek, które nawiązują do baśni celtyckich oraz wszystkim fanom autorki. Mam nadzieję, że nie będziecie zawiedzeni i nie będziecie żałować czasu spędzonego przy tej powieści.

3 komentarze:

  1. Jestem bardzo ciekawa tej lektury, tym bardziej, że lubię postacie z charakterem

    OdpowiedzUsuń
  2. Przypomniałaś mi, że chciałam kiedyś przeczytać tę książkę :) Aż sprawdzę, czy jest u mnie w bibliotece :)

    OdpowiedzUsuń