czwartek, 27 marca 2014

Erica Spindler - "Stan zagrożenia"

Autor: Erica Spindler
Tytuł:
Stan zagrożenia
Wydawnictwo:
Harlequin
Data wydania:
2014
Ilość stron: 
496
Ocena: 
6/10

Opis:

Kate i Richard Ryanowie od dawna marzą o dziecku. Po wielu staraniach udaje im się zaadoptować śliczną dziewczynkę. Nie wiedzą, że wraz z maleństwem w ich progi zawita zło...
Biologiczną matką maleńkiej Emmy jest oszalała z miłości do Richarda dziewczyna. Postanowiła oddać córeczkę właśnie Ryanom, gdyż Richard jest mężczyzną, o jakim zawsze marzyła. Julianna wkrada się w życie Ryanów, krok po kroku niszcząc ich małżeństwo. Jednak prawdziwy koszmar dopiero nadejdzie. Tropem Julianny podąża psychopatyczny morderca…


Recenzja:

Erica Spindler jest znaną autorką kryminałów, powieści z tak zwanym dreszczykiem. Moje pierwsze spotkanie z panią Spindler, które odbyło się jakiś czas temu, było miłością od pierwszego czytania. Zakochałam się w jej stylu, akcji trzymającej w napięciu. "Stan zagrożenia" troszkę osłabił tę miłość.

W trakcie książki poznajemy Kate i Richarda, Juliannę i Johna. Są to bohaterowie skrajnie różni, dzieli ich niemal wszystko, jednak mają jedną cechę wspólną. Każdy z nich ma w sobie determinację, aby osiągnąć cel. Kate pragnie dziecka i nie cofnie się przed niczym, aby zostać matką, natomiast Richard chce na siłę uszczęśliwić Kate, nawet jeśli sam na tym ucierpi. Julianna pragnie miłości zmysłowej, takiej, w której dominuje przede wszystkim namiętność. Celem Johna jest... sama Julianna. W tej książce nie ma bohatera, który byłby całkowicie biały lub czarny, wszyscy próbują coś ukryć i wychodzi im to lepiej lub gorzej.

Największą zagadką "Stanu zagrożenia" jest Julianna. Młoda kobieta, pokrzywdzona przez życie. Przez swoje nieszczęście stała się samolubna, zdeterminowana, ale także po części dziecięca wrażliwość dalej tkwi w jej wnętrzu. Julianna zaskakuje na każdym kroku, początkowo raczej negatywnie, jednak z biegiem stron jej powierzchowna pewność zacznie się kruszyć. Richard chyba najbardziej mnie irytował. Kate natomiast budziła współczucie. Johna po prostu nie da się opisać, jego trzeba samemu poznać.

Akcja książki jest powolna, wszystko się dłuuuuży i staje się po prostu nudne. Do pewnego momentu. Jakby autorka nagle się obudziła i wykrzyknęła: co ja robię?! Niestety "Stan zagrożenia" dopiero po jakimś czasie nabiera tempa. Były momenty, które zaskoczyły mnie całkowicie. Niestety większość wydarzeń mogłam z łatwością przewidzieć. 

Sam pomysł przypadł mi do gustu. Był taki życiowy, ponieważ, nie czarujmy się, w życie każdego z nas może się "wkręcić" taka Julianna i wywrócić je do góry nogami. Doceniam również przedstawienie przerysowanych postaci. Tam, gdzie już był czarny charakter, autorka sprawiła, że ta czerń po prostu była bardziej... głęboka. Moglibyśmy zatonąć w tej smole. Wszystko byłoby świetnie, gdyby autorka nie zaplątała się w tekście. W pewnym momencie nic już nie było jasne i nie była to taka ekscytująca niepewność, ale czyste zdezorientowanie.

Mimo wszystko wierzę, że nawet najlepszy autor może mieć gorsze czy lepsze książki. Będę dalej wyczekiwała kolejnej powieści pani Spindler i mam nadzieję, że to niepowodzenie szybko pójdzie w niepamięć. ;) 

Wasza Ariada :)


Za książkę dziękuję Wydawnictwu Harlequin :)


5 komentarzy:

  1. Dla mnie właśnie nie przeszkadzał lekko dłużący się początek. Z tego co pamiętam inne lektury autorki, które mam za sobą również tak wyglądały, więc pewnie się trochę przyzwyczaiłam.

    OdpowiedzUsuń
  2. A na mnie zrobiła dobre wrażenie. Od początku spodziewałam się zakończenia (w zarysie), więc mogłam się skupić na samej fabule.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawe, ciekawe, może nie jest taka całkiem zła, trzeba by się dłużej zastanowić, chociaż przydługich wstępów to ja też nie za bardzo lubię..

    OdpowiedzUsuń