poniedziałek, 23 września 2013

Dziennik końca świata.

Jako, iż nadarzyła się idealna okazja by się wykazać - blogowa opowieść - moja ambicja nie pozwoliła mi pozostać na to obojętnym. Zapraszam do czytani.
(Niestety ale dzisiaj całkowicie poważnie, przepraszam :))
Opowiadanie przedstawia trzy ostatnie wpisy w dzienniku.


Dziennik końca świata. Wpis 31
Rok: nieznany
Dzień: 156
Godzina: 18:30

Jest chłodny jesienny wieczór, nie mam pojęcia który mamy miesiąc, przestało mnie to interesować, po tym wszystkim co się wydarzyło... Dziś jest ten dzień który ma zakończyć erę panowania zwykłych śmiertelników, ta ostatnia bitwa z udziałem zwykłego człowieka. Nie całe pół roku temu zaatakowali nas ONI, nad-ludzie posiadający ogromną siłę oraz inteligencje. Nie jest ich wielu, może kilkanaście tysięcy, ale swoją potęgą i technologią unicestwili 7 miliardów ludzi. Tak, jesteśmy ostatnim bastionem ludzkości. Chcieliśmy uciec od nich, ukryć się, ale to wszystko na nic, znaleźli nas w zaledwie dwie noce. Dziś rozstrzygniemy ostatnią walkę, nie o zwycięstwo, lecz o honor i godność całej pozostałej przy życiu ludzkości. Nie ma dla nas ratunku. Czy to kara boska za żerowanie i wyniszczanie przez 100 tysięcy lat naszej pierwotnej matki-ziemi? Na to wygląda, w końcu musiał kiedyś nadejść czas zagłady, tylko tak jak wszyscy pozostali przy życiu zadaję sobie pytanie: czemu akurat nas to spotkało? Czym sobie zawiniliśmy? Do końca życia pozostanę w tej nieświadomości.


Dziennik końca świata. Wpis 32
Rok: Nieznany
Dzień: 156
Godzina: 19:54

Oni już tu są, przybyli po nasze dusze. Boże miłosierny, pozwól nam dostać się do bram raju. Zaraz wkroczą do naszego obozu, nie mamy się nawet czym bronić, wszyscy biorą to co mają pod ręką byle by nie poddać się bez walki, śmierć w bitwie to najlepsze wyjście, a za razem jedyne. Młodzi, starzy, a nawet dzieci, wszyscy muszą walczyć. Dla nikogo nie ma litości, to jest bardziej egzekucja niż bitwa, ale nie możemy się poddać. Tyle bitew w życiu widziałem, przynajmniej w połowie walczyłem, ale nigdy nie widziałem tak beznadziejnej sytuacji. I nic, ani nikt nie przyjdzie nam z pomocą, oni wszyscy… nie żyją. I gdzie ta potęga ludzi? Gdzie są te nieziszczalne machiny wojenne?


Dziennik końca świata. Wpis 33
Rok: Nieznany
Dzień: 156
Godzina: Nieznana

Już po wszystkim… Przegraliśmy naszą ostatnią bitwę. Ledwo wkroczył oddział zwiadowców, a straciliśmy jedną piątą naszych ludzi i nie wiem czy choć jeden z nich wtedy poległ... Gdy wkroczyła już regularna armia zostaliśmy zmieceni… Udało mi się uciec (resztkami sił) z pola bitwy… Zostałem ciężko ranny… Teraz piszę ten pamiętnik, bo może ktoś kto będzie po nas odnajdzie go i nie popełni tych samych błędów co my. Jestem teraz w jaskini, lecz jestem pewien że słońce już zgasło, co za pech, że nie zobaczyłem swojego ostatniego zachodu słońca… Oni już po mnie idą, słyszę ich kroki… Zostaliśmy całkowicie pokonani, czyli jednak ludzie nie byli niezniszczalną rasą…


Pozdrawiam, MentosKsiążkoŚwir :)

Opowiadanie jest mojego autorstwa, a tylko opublikowane pod nickiem Darii z powodu problemów technicznych xd

2 komentarze: